Pewnego razu w listopadzie – recenzja filmu „Dowłatow”

Pewnego razu w listopadzie – recenzja filmu „Dowłatow”

“Dowłatow” Aleksieja Germana młodszego został ciepło przyjęty na festiwalu w Berlinie, wywożąc znad Szprewy nagrodę czytelników 'Berliner Morgenpost' oraz Srebrnego Niedźwiedzia za wybitny wkład artystyczny za kostiumy i scenografię dla Eleny Okopnej. W międzynarodowej koprodukcji brała udział Polska, pojawili się w niej rodzimi aktorzy (Helena Sujecka, Hanna Śleszyńska, Piotr Gąsowski), a za zdjęcia odpowiadał Łukasz Żal. Film startuje w konkursie głównym festiwalu Sputnik nad Polską.

Siergiej Dowłatow, w Rosji kultowy pisarz, u nas wciąż pozostający mało znaną personą. Pochodzący z prowincjonalnej Ufy, syn Żyda i Ormianki, w metropolii nie miał prostego startu. Wydalony ze studiów na wydziale filologii fińskiej Uniwersytetu Leningradzkiego im. Żdanowa, przez lata musiał borykać się z odmową publikacji. Cenzura konsekwentnie pilnowała, by nie mógł wyrażać się artystycznie. Podczas pobytu w Tallinnie estoński KGB skonfiskował i spalił cały nakład jego debiutanckiej powieści. By się utrzymać pracował jako przewodnik w muzeum Puszkina w Michajłowsku, a po powrocie do Leningradu zatrudnił się jako reporter w redakcji „Kostiora”. Publikował w prasie emigracyjnej („Kontinient”, „Wriemia i my”) i drugim obiegu (w ramach tzw. samizdatu), jego prozę i opowiadania odczytywano podczas audycji Radia Swoboda. Wobec tego Związek Dziennikarzy ZSRR wykluczył go ze swoich szeregów. Skazany na banicję i ostracyzm został zmuszony do emigracji. Znalazł życzliwy kąt w Nowym Jorku. Doceniony (publikacje w “The New Yorker”) i chętnie wydawany (12 książek), zmarł na obczyźnie w wieku 49 lat.

Film Aleksieja Germana młodszego (“Papierowy żołnierz”, “Pod elektrycznymi chmurami”) traktuje o krótkim wycinku z życia autora “Skansenu”. O zaledwie sześciu dniach na początku listopada 1971 roku, czyli w okresie, gdy był on jeszcze nic nieznaczącym dziennikarzem, choć miał już szerokie kontakty w światku literackim. Blisko związał się z grupą Gorożan, przyjaźnił się z poetami Josifem Brodskim, Anatolijem Najmanem, Jewgienijem Rejnem. Jako przyjezdny z Baszkirii, w dodatku ormiański Żyd, mógł czuć się w Leningradzie wyrzutkiem, ale z domu wyniósł też wysoką kulturę osobistą i zamiłowanie do sztuki. Jego ojciec Donat był reżyserem teatralnym, matka Nora zajmowała się korektą literatury. W prologu filmu pada zdanie, że już w wieku ośmiu lat wyznał rodzicielce, że zamierza zostać pisarzem. Od zawsze czuł się kimś wyjątkowym, predestowanym do wyższych celów.

Główny bohater blokowany przez cenzorów nie może realizować swego dziejowego zadania, ale przede wszystkim ledwo wiąże koniec z końcem. Mieszka nadal u matki, na utrzymaniu ma w dodatku żonę Lenę (Helena Sujecka) i ukochaną córkę Katję. Praca w redakcji gazety fabrycznej to dla niego potwarz, choć zapewnia niezbędne minimum. Znajomy filmowiec namawia go nawet, by zajął się tworzeniem książek o zwierzętach dla dzieci, ale Siergiej wolałby raczej gryźć szkło niż w ten sposób chałturzyć. Wciąż szuka dla siebie miejsca, składa kolejne teksty do zatwierdzenia, stara się dotrzeć do ludzi, którzy mogliby wpłynąć na urzędników. Ale sowiecki aparat interesują tylko usłużni głupcy lub stawiani na piedestale wielcy pisarze: Dostojewski, Puszkin, Tołstoj. Dla niepokornych i próbujących wyważyć drzwi swą twórczością nie ma tu miejsca.

Niczym ujęty w niewidzialne sidła, w więzieniu bez ścian czy krat, Dowłatow drepcze po spacerniaku swej egzystencji. Leningradzka bohema literacka, do której należy, jakby uśpiona, wykluczona ze społeczeństwa, zbędna radzieckiej propagandzie, zafiksowana na własnych zhiperbolizowanych problemach. Niekończące się dysputy o autorytetach, sympatiach i niedolach sławnych pisarzy. Litania nazwisk, anegdot, cytatów płynąca z tych kawiarnianych rozpraw staje się mapą rosyjskiej kultury, przewodnikiem po prądach i nurtach, drogowskazem gdzie należy szukać kontekstów. Wspomniani zostają wyklęci pisarze, w większości tworzący na emigracji: Brodski, Pielewin, Mechik, Wojnowicz, Aronzon, Pasternak, Mandelsztam, Bunin, Blok, Mereżkowski, Jewtuczenko. Wśród mistrzów pojawiają się: Czechow, Gogol, bracia Strugaccy, Lermontow. Nawet spacerując po parku młody twórca napotyka na bukinistów, od których można kupić literaturę światową: Remarque, Steinbecka, Güntera Grassa, uznanych na Zachodzie rodaków Nabokowa i świeżo upieczonego laureata Nagrody Nobla Sołżenicyna.

Odcięci od pisania lub tworząc potajemnie Dowłatow i spółka trwają w próżni, oddychają jedynie wielką literaturą, poezją, eseistyką, reportażami. Deklamują wiersze podczas alkoholowych libacji i jedząc ciastka w ulubionej cukierni, gdzie pobrzmiewa buńczucznie jazz. Ten bezczas na jaki zostali skazani, reżyser buduje niezwykle umiejętnie. Wybitna operatorska robota Łukasza Żala (“Ida”, “Zimna wojna”) pozwala nie tylko snuć się leniwie za bohaterami po kolejnych lokacjach, ale także przykrywa tę rzeczywistość swoistą mgiełką niedopowiedzania. Bo to świat, który trwa obok realnego, ludzie kultury zostają wyjęci poza nawias, ich elitarność i erudycja oddala ich od zwykłych obywateli. A jednak są tu momenty (samobójstwo w redakcji, ktoś inny ginie pod ciężarówką), które przypominają, że za murami twierdzy zbudowanej przez literatów też podlegają oni aparatowi represji.

Protagonista (grany przez serbskiego aktora Milana Marića) miewa powtarzające się koszmary. Z właściwą sobie ironią i dowcipem Dowłatow podchodzi do ich treści. Wspomina choćby, że spotyka w snach często Breżniewa, który oprócz politycznych tyrad chętnie rozprawia o ulubionych zagranicznych drinkach, a najbardziej kocha pina coladę. W nocy budzi się zlany potem, gdy przypomina sobie czasy pobytu w kolonii karnej. W oddalonej o 1500 kilometrów od dzisiejszego Petersburga Republice Komi odbywał obowiązkową służbę wojskową jako strażnik i w pięknych okolicznościach przyrody napatrzył się wystarczająco na ludzką krzywdę. Dwoistość i umowność świata przedstawionego zostaje w ten sposób tylko podkreślona. Film Germana mimo epizodycznej struktury i faktu, że opowiada o konkretnej grupy ludzi, określonego miejsca i czasu wymyka się prostym kwalifikacjom. Może być po prostu dziennikiem stłamszonego pokolenia, które odżyło dopiero po ucieczce z kraju, czy peanem na cześć literackiego środowiska z Leningradu na modłę tego czym była “Przepustka” Bertranda Taverniera dla filmowców francuskich okresu okupacji. W moim odczuciu jednak “Dowłatow” pozostaje słodko-gorzką marą o twórczej pasji i najpiękniejszą laurką wymalowaną miastu nad Newą od czasu “Półtora pokoju” Andrieja Chrzanowskiego.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Dowłatow plakat

Dowłatow

Tytuł oryginalny: „Dowłatow”

Rok: 2018

Gatunek: Dramat

Kraj produkcji: Rosja, Polska, Serbia

Reżyser: Aleksiej German młodszy

Występują: Milan Maric, Daniła Kozłowski, Helena Sujecka i inni

Ocena: 4/5