Na co do kina #53: Cotygodniowy przegląd premier

Na co do kina #53: Cotygodniowy przegląd premier

Zbliżający się weekend nie zapowiada wielkich hitów frekwencyjnych (żadnych dinozaurów ani herosów), ale nie znaczy to jednak, że można zupełnie spokojnie poddać się futbolowej gorączce. Może zamiast meczu Maroko-Iran wybierzecie jedną z kinowych propozycji. Na wielkim ekranie m.in. piękna medytacja nad ludzką kondycją z festiwalu w Wenecji, ciekawie zapowiadający się horror czy ekranizacja młodzieżowego bestsellera. A potem możecie szybko wracać na mundial...

PREMIERA TYGODNIA: Sweet Country

WYBIERAMY SIĘ: Przemiana, Twój Simon, Kochając Pabla, nienawidząc Escobara 

INNE PREMIERY: I że ci nie odpuszczę, Odlotowy nielot  

Na premierę tygodnia wybraliśmy “Sweet Country”. Ten doceniony m.in. w Wenecji australijski western to nie lada gratka nie tylko dla miłośników gatunku. Poniżej fragment recenzji Grzegorza. Za całością możecie zapoznać się TUTAJ.

Tytułowy “słodki kraj” dźwiga ciężkie brzemię. Warwick Thornton z zadumą przygląda się tym zbrukanym krwią autochtonów pustkowiom. Zgłębia korzenie swojego kraju, opowiadając przy tym historię o wyzysku i niewolnictwie, będących skutkiem agresywnego kolonializmu.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Przemiana
"Przemiana"

Repertuar polskich kin przywita nas między innymi plakatem przypominającym estetycznie okładki filmów z serii „Zmierzch”. Gdy się bliżej przyjrzymy okaże się, że w centrum postera wcale nie znajduje się Taylor Lautner, a Nicholas Galitzine, zaś nasze wątpliwości rozwieje obecność Timothy’ego Spalla w prawej części grafiki. Tytuł dzieła promowanego przez My Fly jako „ciemniejsza strona zmierzchu” (tym razem trudno mi docenić dwuznaczność hasła) to „Przemiana„. Obcujemy z nowozelandzkim horrorem o tytułowej transformacji, jaką przechodzi mały Jacko oraz jego matka w wyniku zetknięcia z siłami zła. Dusza rodziny będzie broniona przez jednoosobowy oddział w osobie tajemniczego Sorensena, zdradzającego nadnaturalne umiejętności. Brzmi raczej niezbyt obiecująco, nie ma zachęcającej promocji, trailer także wygląda nieciekawie. Ale nie myślcie, że będziemy was od seansu odciągać, bo recenzje znajdowane w sieci są całkiem różne. Zdarzają się dobre noty, bywa też, że niektórzy narzekają, obojętny pozostaje mało. Niestety Metacritic filmu w swojej bazie nie ma, na Rottentomatoes niewiele głosów, IMDB odsyła do blogów serwujących sprzeczne opinie. Mamy zdecydowanie przypadek, gdzie trudno wysondować jakość, toteż sami musicie się przekonać, o ile film jest lepszy od „Zmierzchu”, bo że jest, nie trudno zgadnąć.


“Twój Simon” to kolejna historia o nastolatkach. Adaptacja powieści Becky Albertalli „Simon oraz inni homo sapiens”. Tytułowy bohater jest gejem i nikomu jeszcze o tym nie powiedział. Ani rodzinie, ani przyjaciołom, ani byłym dziewczynom. Jego podejście do własnej orientacji zmienia się w chwili, gdy trafia na anonimowy wpis w internecie stworzony przez chłopaka z jego szkoły będącego w identycznej sytuacji. Typową high school dramę wyróżnia obsada składająca się ze znanych i lubianych ostatnio twarzy. Odtwórca głównej roli – Nick Robinson –  wystąpił m.in. w “Piątej fali”, “Ponad wszystko” i “Królach lata”, a w zamierzchłych czasach nawet w produkcji Disney Channel “Nie-przyjaciele”. W roli rodziców Simona zobaczymy Jennifer Garner (“Witaj w klubie”, “Juno”, “Złap mnie jeśli potrafisz”, “Daredevil”) oraz Josha Duhamela znanego głównie z Transformersów. Młodych widzów na pewno przyciągnie do kina nazwisko Katherine Langford, która stała się rozpoznawalna przez rolę Hannah Baker w “13 powodach”. Za produkcję odpowiada Greg Berlanti, który wykazał się między innymi przy “Flash”, “Arrow” czy “Riverdale”. Już w piątek będziemy mogli się przekonać czy “Twojemu Simonowi” bliżej do wyciskacza łez pokroju “Gwiazd naszych wina”, filmowi o nastoletnim outsiderze jak “Charlie” czy po prostu dennie opowiedzianej historii o coming outcie w licealnym wydaniu.

Twój, Simon
"Twój, Simon"

Zdarza się, że widząc polski tytuł filmu i jego oryginalny odpowiednik zachodzimy w głowę co dystrybutor miał na myśli. W przypadku “Kochając Pabla, nienawidząc Escobara”, chociaż z początku nazwa pod którą pojawił się w naszych kinach wydaje się absurdalna, pochodzi od przetłumaczonego wprost tytułu książki, na której wzorowali się twórcy filmu. Autorką literackiego pierwowzoru jest kochanka barona narkotykowego – Pablo Escobara. Opisuje ona, jak nietrudno się domyślić, jej życie ze znanym przestępcą. Należy się tu zastanowić czy popularność serialu wpłynie pozytywnie na kinową frekwencję, czy wręcz przeciwnie zniechęci widzów do poznawania od nowa postaci, z którą mogli spędzić już długie godziny oglądając “Narcos”. Najmocniejszym atutem filmu wydaje się obsada głównych ról. Javier Bardem i Penelope Cruz to iście gwiazdorski duet, a uhonorowanie ich ról nominacjami do nagrody Goya potwierdzają, że aktorzy nie potraktowali zadania po macoszemu i zagrali na poziomie, do jakiego zdążyli nas przyzwyczaić.

Za oknem słońce, pogoda, hormony buzują a zatem czas wybrać się na randkę. A czyż może być lepsze miejsce na pierwsze spotkanie niż kino? A cóż może być lepszego na taką okazję niż komedia romantyczna? Oj tak, dystrybutorzy kinowi dobrze to wiedzą. Podobnie jak to, że lubimy historie dobrze znane i lubiane. 30 lat to już cała wieczność, więc zaserwowano nam nową wersję przeboju z Goldie Hawn i Kurtem Russellem „Dama za burtą”. W “I że ci nie odpuszczę” postanowiono jednak zamienić role bohaterów na… bardziej stereotypowe? Poznajemy zatem ciężko pracującą samotną matkę Kate (Anna Faris do złudzenia przypominająca Goldie Hawn), która zatrudnia się na luksusowym jachcie. Właściciel łodzi (Eugenio Derbez) okazuje się jednak wrednym bucem, który na dodatek nie jest chętny do płacenia za wykonaną pracę. Gdy w trakcie suto zakrapianej imprezy wypada za burtę i traci pamięć, Kate postanawia zemścić się i przedstawia się jako jego żona a jego czyni zwykłym budowlańcem. Jak to wszystko się zakończy, zapewne łatwo się domyślić. Film mimo wielu niepochlebnych recenzji (aktualnie 28% na Rotten Tomatoes), nadspodziewanie dobrze sprzedaje się w Stanach. Motorem napędowym wydaje się być Derbez, meksykański gwiazdor, uwielbiany przez latynoamerykańską widownię za rolę w „Instrukcji nie załączono” z 2013 roku. Jak komedia zostanie jednak przyjęta w Polsce? Odpowiedź poznamy już niedługo.

Oczywiście mamy również propozycję dla najmłodszych widzów. Belgijsko-Islandzka animacja “Odlotowy nielot” jest historią ptaka, który postanawia piechotą udać się do ciepłych krajów, ponieważ nie udało mu się opanować sztuki latania. Co ciekawe zarys fabuły do bólu przypomina “Kaczki z gęsiej paczki”, które na ekranach polskich kin pojawiły się raptem miesiąc temu i również były dystrybuowane przez Kino Świat. Ciężko powiedzieć czy nastała swojego rodzaju moda na filmy o ptakach, czy po prostu ktoś sprawił że prowadzona równolegle kampania reklamowa podobnych filmów wzmocni efekt sprzedaży. Wszystko wskazuje na to, że debiut Árniego Ásgeirssona w roli reżysera filmu animowanego nie zapowiada się na nic ponad bajeczkę skrojoną wyłącznie pod najmłodsze dzieci.