Na co do kina #52: Cotygodniowy przegląd premier

Przed nami ostatni tydzień bez trudnego wyboru: iść do kina czy jednak rozkoszować się zieloną murawą w ramach telewizyjnych transmisji z rosyjskiego mundialu. Tydzień, dodajmy bez wahania, nie byle jaki, bo ile razy na rodzime ekrany wchodzi polski film nagrodzony w Cannes? Oprócz “Zimnej wojny” godne uwagi są także najnowsze dokonania Joachima Triera i Brunona Dumonta oraz piąta już odsłona serii o dinozaurach, którą zapoczątkował lata temu Steven Spielberg.

PREMIERA TYGODNIA: Zimna wojna

WYBIERAMY SIĘ: Thelma, Jeannette. Dzieciństwo Joanny d’Arc, Jurassic World: Upadłe królestwo

INNE PREMIERY: Czuwaj, Muzykanci, Momo, Wicher 2: Na przekór wszystkiemu

Najnowszy film Pawła Pawlikowskiego, „Zimna wojna”, wywołał nie lada zamieszanie. W Cannes po premierze był na ustach wszystkich, w pozytywnym tych słów znaczeniu. Ostatecznie Pawlikowski został nagrodzony Złotą Palmą za reżyserię. Jeżeli nie wierzycie zaś w gusta jury, zauważcie, że Metacritic wycenia dzieło na 91%, zaś sami widzowie Filmwebu po przedpremierowych pokazach dobili do średniej 8,2/10. To kino docenione w bardzo szerokich kręgach, nic więc dziwnego, że zostało naszą premierą tygodnia. Mamy do czynienia z historią miłosną młodej tancerki Zuli oraz pianisty Wiktora. Ich losy zostały umiejscowione na przełomie lat 50. i 60., w tle odradzającej się po wojnie europejskiej kultury muzycznej. Na ekranie zobaczymy zadymione lokale z pięknie wyeksponowanymi scenami, a w głośnikach dudnił będzie jazz i folk. Ta opowieść zachwalana jest nie tylko przez wzgląd na autentyczne oddanie klimatu minionych lat, ale również dramaturgię oraz śmiałe ujęcie konfliktów społecznych. Mimo że „Zimna wojna” trwa zaledwie 84 minuty, mówi się, iż jest niezwykle pojemnym filmem. Nie pozostaje nam nic innego, jak zachęcić Was do seansu, my sami na pewno go nie przegapimy.

„Thelma”

Horror psychologiczny „Thelma” ukazuje z wielką subtelnością przebudzenie seksualności, przejawiające się w sposób nadprzyrodzony. Warto doświadczyć na własnej skórze niekonwencjonalnego podejścia do tematu kina superbohaterskiego proponowanego przez norweskiego reżysera, Joachima Triera. Poniżej fragment recenzji Anny Strupiechowskiej:

Thelma jest samotna i jak wielu studentów z dala od domu po raz pierwszy, tłumi uczucia niepokoju i paniki. Ma jednak zdolności, które teoretycznie pozwalają jej sprawniej przejść przez okres dorastania. Seksualne przebudzenie dziewczyny ma miejsce wbrew jej surowemu chrześcijańskiemu wychowaniu. Wraz z rozwojem wydarzeń sieje spustoszenie w otaczającym ją świecie. Sukcesywnie wyzwalana jest atmosfera przerażającego horroru, ale wszystko odbywa się z zachowaniem niewzruszonego spokoju i dystansu.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

Bruno Dumont w swojej twórczości od zawsze zainteresowany był przełamywaniem schematów. Od niedawna też wykazuje skłonność do szalonych formalnych eksperymentów i zabawą gatunkiem. W najnowszym filmie, podobnie jak w „Martwych wodach”, uderza w komediowe tony, jednak przekraczając kolejne granice. „Jeannette. Dzieciństwo Joanny d’Arc”, choć opowiada o latach młodości słynnej Dziewicy Orleańskiej, na pewno nie jest filmem historycznym. To bezkompromisowy musical, w którym metal przeplata się z rapem i elektroniką. Artystyczna prowokacja, rzecz o przenikaniu się sacrum i profanum czy po prostu niewypał? Głosy zawodu zarzucają mu przede wszystkim powtarzalność scen i twierdzą, że pomysłu starczyło jedynie na krótki metraż. Niektórzy jednak zachwycają się odwagą i bezkompromisowością reżysera. Dawno żaden film nie polaryzował tak bardzo opinii krytyków.

„Jeannette. Dzieciństwo Joanny d’Arc”

Gdy 3 lata temu „Jurassic World” rozbił bank w kinach całego świata, box office’owi analitycy i prognostycy przecierali oczy, uszy i wszystkie inne części ciała ze zdumienia. Ostatecznie film wylądował na 4. miejscu największych hitów kasowych wszech czasów (aktualnie wyprzedzają go nowi „Avengersi”). Trudno powiedzieć, co było powodem sukcesu, gdyż marka serii Stevena Spielberga mocno się już zakurzyła, recenzje nie były zbyt entuzjastyczne, a Colin Trevorrow nie był znany masowemu widzowi. Wydaje się, że magnesem mógł być Chris Pratt będący świeżo po sukcesie „Strażników Galaktyki”. Druga część była zatem tylko kwestią czasu. Co ciekawe, zobaczymy w Polsce film dwa tygodnie przed Amerykanami. Nie należy jednak tworzyć historii spiskowych, bowiem powód wydaje się pragmatyczny, czyli zbliżający się mundial. Tym razem bohaterowie „Jurassic World: Upadłego królestwa” będą chcieli uratować dinozaury przed niechybną śmiercią po wybuchu wulkanu. Nietrudno się domyślić, że coś znów pójdzie nie tak. Zwiastuny obiecują spełnienie złotej zasady sequeli: więcej, mocniej, bardziej. My bardziej jednak martwimy się o scenariusz…

„Momo” jest francuską komedią o rodzinnych relacjach. Pewnego dnia w domu André i Laurence pojawia się człowiek, który utrzymuje, że jest ich synem. Wydaje się być nieokrzesany i mówi z dziwnym akcentem, a do tego nie przybył samotnie, albowiem towarzyszą mu żona i pies. Spokojne życie małżeństwa z obrzeży Paryża zostaje zamienione w istny armagedon. Za film odpowiedzialny jest między innymi Sébastien Thiery, który pojawił się już na przykład w „Taxi” i „Taxi 2” Luca Bessona oraz w „Nędznikach”. Natomiast główną rolę gra Christian Clavier, znany szerokiej publiczności z odgrywania postaci sympatycznego Gala Asterixa. Z nowszych produkcji wystąpił ostatnio w „Czym chata bogata!” i „Za jakie grzechy, dobry Boże?”. W weekend przekonamy się, czy po wyjściu z seansu częstsze będą zachwyty, czy raczej westchnięcia: „Za jakie grzechy?”.

„Jurassic World: Upadłe królestwo”

Ciężki orzech do zgryzienia mamy z „Czuwaj” Roberta Glińskiego. Po pokazach w Gdyni i na Warszawskim Festiwalu Filmowym za filmem utrzymanym w konwencji thrillera ciągnie się status kukułczego jaja. Oceny, mówiąc eufemistycznie, były chłodne i od zupełnej porażki uratował dzieło autora „Cześć, Tereska” koproducent, którym jest Monolith Films. Jak przyzwyczaił nas w ostatnich latach brat ministra kultury i dziedzictwa narodowego, na planie zebrał młody zespół złożony z aktorów o nieopatrzonych twarzach i naturszczyków, a w pomniejszych rolach zatrudnił cenionych aktorów (Artur Barciś, Leszek Lichota, Andrzej Mastalerz, Zbigniew Zamachowski). Nadal, niestety bez powodzenia, analizuje problemy młodzieży. Tym razem jego laboratorium staje się obóz harcerski zorganizowany w leśnej głuszy. Do zastępów patriotycznie nastawionych chłopaków zostaje dokooptowana decyzją komendanta grupa wyrostków z domu dziecka (oczywiście muszą to być także kibole Legii, złodzieje, alkoholicy i brutale). Konflikt między dwoma żywiołami staje się nieunikniony, a na dokładkę wiedzeni trefną intuicją scenarzyści (reżysera wspierała przy pisaniu Dorota Jankojć-Poddębniak, będąca na etacie w kilku telenowelach, co tłumaczy, skąd wzięła się tu miałkość i tania publicystyka) czynią jedyną dziewczynę w obozowisku ładną sanitariuszką, okolicę zaludniają ukraińskimi prostytutkami i polskimi redneckami, czyli bezwzględnymi bandziorami łowiącymi prądem ryby, a w tle umieszczają powstanie warszawskie. Jeżeli wybieracie się na film mimo naszych narzekań, przygotujcie się na sporą dawkę braku subtelności i pisanie pod tezę. Może wyłowicie z tłumu świeżych twarzy chociaż nieoszlifowany diament polskiego aktorstwa.

Lubimy czeskie piwo, nie pogardzimy jedzeniem, a i komedie sąsiadów zza południowej granicy chętnie dystrybuujemy. Oni zaś obdarzyli sympatią naszą aktorkę, Michalinę Olszańską. Zagrała już w dramacie społecznym „Ja, Olga Hepnarova”, teraz do kin trafia zdecydowanie pogodniejszy film o tytule „Muzykanci”. Opowiada on o perypetiach młodego zespołu rockowego z wielkimi ambicjami. Ta wesoła ferajna trafia na ranczo, przez co pakuje się w spore kłopoty, ale także ma szansę dogonić swoje marzenia. Przyznać należy, że jest kilka powodów, by ten seans nas zainteresował. Ciężka muzyka, wiejska atmosfera, Olszańska z piłą mechaniczną w dłoniach… Jednak czescy krytycy sugerują, iż to nie wystarcza. Portal MovieZone.cz zamieścił recenzję ozdobioną notą 2/10, iDnes wycenił go na 25%, a cyfra widniejąca na witrynie dokina.tiscali.cz to 3,3/10. Nie są to nawet średnie oceny, a w recenzjach wymienia się wśród zalet głównie intencje twórców, bo sama realizacja ponoć leży. Chyba nie warto wybierać się do kina pochopnie.

Po wprowadzonej do kin w lutym trzeciej części cyklu „Wicher” Bomba Film prezentuje w tym tygodniu odcinek… drugi (który zresztą był już u nas pokazywany w telewizji). Niemiecka trylogia w reżyserii Katji von Garnier opowiada o przygodach nastolatki Miki (Hanna Binke), która podczas wakacji u babci spotyka konia o imieniu Wicher. Towarzystwo zwierzęcia umożliwia dziewczynie nie tylko przeżycie wielu przygód, ale też pomaga w trudnym czasie dojrzewania. „Wicher 2: Na przekór wszystkiemu” pokazuje Mikę walczącą o przyszłość rodzinnej stadniny koni. Sposobem przezwyciężenia problemów finansowych może być wygrana w gonitwie. Choć krytycy nie są zachwyceni samą fabułą, doceniają to, jak reżyserce udało się ukazać relacje łączące ludzkich i zwierzęcych bohaterów. Film sprawdza się też jako dramat o dorastaniu, w którym nie brakuje wątków miłosnych i ciepłego humoru. W Niemczech trylogia na podstawie książek Lei Schmidbauer i Kristiny Magdaleny Henn cieszy się sporą popularnością. Zapowiedziano już realizację czwartej części.