Na co do kina? Cotygodniowy przegląd premier #48

Na co do kina? Cotygodniowy przegląd premier #48

Przyroda zdecydowanie rozbudziła się do życia, a wraz z nią rozkwitła aktywność dystrybutorów, którzy zafundowali kinomanom różnorodny repertuar. Spora rozpiętość gatunkowa i jakościowa premier nie ulega wątpliwości: mamy komediodramat i thriller psychologiczny, film akcji i kino historyczne. Amerykański blockbuster konkuruje z węgierską superprodukcją, a dzieła doświadczonych reżyserów sąsiadują z debiutami. Choć nas zajmuje w tym tygodniu przede wszystkim 15. edycja Millennium Docs Against Gravity, to w regularnej dystrybucji kinowej również znaleźliśmy coś interesującego.

PREMIERA TYGODNIA: Tully

WYBIERAMY SIĘ: Prawdziwa historia, 120 uderzeń serca, Rampage: Dzika furia

INNE PREMIERY: Sobibór, Katyń. Ostatni świadek, Miłość i hazard, Kaczki z gęsiej paczki, Superagentka

Naszą premierą tygodnia zostaje Tully”, owoc współpracy scenarzystki Diablo Cody z reżyserem Jasonem Reitmanem. Pełna recenzja niebawem, tymczasem zapoznajcie się z krótką opinią Grzegorza.

Duet Cody - Reitman kolejny raz podejmuje problematykę macierzyństwa i ulatującej młodości. „Tully” stanowi jednak swojego rodzaju rewers oscarowej „Juno”, gdyż patrzymy z perspektywy statecznej trzydziestoparolatki z trójką dzieci. To może lekko naiwna wizja, ale daleka od sielanki serwowanej nam przez komedie romantyczne, jednak ukazana też bez epatowania przesadnym dramatyzmem. Największą siłą tego filmu jest bez wątpienia kreacja Charlize Theron, która po raz kolejny uległa metamorfozie specjalnie do roli, przybierając na wadze około 20 kg. Jednak nie chodzi tylko o fizyczne poświęcenie aktorki, ale przede wszystkim umiejętność zbudowania tak wiarygodnej postaci. Relacje z młodszą, eteryczną opiekunką do dzieci (a w tym przypadku bardziej do matki), tytułową Tully to jedna z najlepiej zbudowanych kobiecych więzi, jakie w ostatnim czasie widziałem w kinie.. Oprócz Theron, duża w tym zasługa Mackenzie Davis, której nazwisko szczęśliwie powoli zaczyna liczyć się w branży. „Tully” to udany hołd złożony utrudzonym matkom, z nostalgią wspominającym czasy szalonej młodości.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
"Prawdziwa historia"

Droga najnowszego filmu Romana Polańskiego -„Prawdziwa Historia” – od premiery na zeszłorocznym festiwalu w Cannes, do polskich kin była długa i wyboista, a jaki jest jej efekt? Niewątpliwie warto się o tym przekonać samemu. Nasza recenzja TUTAJ,  a oto mała zajawka od autora:

„Prawdziwa historia” to film, który od początku gra z widzem w otwarte karty. Robi to jednak bardzo bezczelnie ani na chwilę nie tracąc powagi. Polański wykorzystuje swój talent i wyczucie, by udowodnić widzom, chyba najdobitniej od dawna, że gdyby nie wiadoma sprawa z przed lat to w tym momencie byłby wspominany na równi z Hitchcockiem. Podobnie jak przed kilkoma laty w „Autorze widmo” twórca znów bierze na warsztat popularną powieść rozrywkową i tworzy bardzo sprawną i piekielnie nastrojową adaptację, nie bawiąc się w tworzenie czegoś jakkolwiek ambitnego. Opowieść o pisarce (Emmanuele Segnier) mierzącej się z demonami własnej przeszłości i twórczą niemocą, która znajduje oparcie w tajemniczej przyjaciółce (Eva Green), od początku trzyma widza w napięciu. Mimo faktu, że w całości składam się ze schematów i zagrań dobrze widzom znanych to nie nudzi, ani nie śmieszy.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Nowością Gutek Film jest najlepiej oceniany przez krytyków film poprzedniej edycji festiwalu w Cannes, zdobywca Grand Prix Jury tamteż – „120 uderzeń serca„. Osadzona w latach 90. na poły autobiograficzna opowieść Robina Campilli nie do końca przekonała naszego recenzenta Marcina Prymasa, ale to niewątpliwie pozycja, którą wypada znać.

"120 uderzeń serca"

Wątki historyczne w ten weekend poruszy „Sobibór”. Pierwszy film wyreżyserowany przez Konstantina Chabienskiego, który dotychczas był tylko aktorem. Rosjanina znamy między innymi ze Straży nocnej” czy Geograf przepił globus”. Jak wskazuje tytuł, miejscem akcji jest obóz zagłady na ziemi lubelskiej. Główną postacią jest porucznik Aleksandr Pieczerski, który został zesłany i decyduje się wszcząć bunt (w tej roli Chabienski). Jednak w obsadzie możemy dostrzec także Christophera Lamberta mającego na koncie występy na przykład w Mortal Kombat” czy też ostatnio w Ave, Cezar!”. Nie zabrakło polskich akcentów w osobie Michaliny Olszańskiej rozpoznawalnej za sprawą Córek dancingu”, Kacpra Olszewskiego (Baby Bump”), Fabiana Kocięckiego specjalizującego się w dubbingu czy w końcu Mikołaja Krawczyka (naczelnego przystojniaka Pierwszej miłości”). Specjaliści od historii zapewne dywagować będą nad zgodnością przedstawionych wydarzeń z rzeczywistością, natomiast specjaliści od filmów raczej zainteresują się, jak film wypadnie jako debiut reżyserski.

Oczywiście nie sposób pominąć w naszym podsumowaniu najbardziej kasowego filmu tygodnia, chociaż jeśli chodzi o sam seans, ciężko powiedzieć, czy coś nas na niego przyciągnie. Nie dajcie się zwieść nazwie – Rampage: Dzika furia” poza tytułem nie ma nic wspólnego z kultową trylogią równie kultowego reżysera, jakim jest Uwe Boll. Nawiązuje natomiast do pewnej dwuwymiarowej gry Arcade, w której gracz wcielał się w olbrzymią małpę, jaszczurkę lub wilka i demolował miasta oraz broniących ich wojskowych. Fakt, że wciąż podejmowane są próby ekranizacji gier z tak prostą fabułą, nie przestaje mnie zaskakiwać. Reżyserem produkcji jest Brad Peyton; twórca najwyraźniej odkrył, jaką żyłą złota jest kręcenie prostych, przesyconych efektami filmów z Dwayne’em Johnsonem i ma zamiar wyeksploatować tę współpracę do granic przyzwoitości. Pięć lat temu panowie spotkali się na planie Podróży na tajemniczą wyspę”, następnie pracowali nad San Andreas”, a Rampage” jest trzecim owocem tej współpracy. Co więcej, na najbliższe lata są już zaplanowane kolejne dwie produkcje, będące kontynuacją wymienionych wcześniej dzieł. Ewidentnie należy spodziewać się filmu skrojonego pod bezrefleksyjnego zjadacza popcornu.

 

"Rampage: Dzika furia"

Na miłośników kina historycznego czeka w tym tygodniu jeszcze jedna potencjalnie interesująca premiera. „Katyń. Ostatni świadek” to brytyjsko-polska koprodukcja inspirowana zadziwiającymi i tragicznymi losami Iwana Kriwoziercewa. Ten rosyjski chłop jest dziś uważany za najważniejszego świadka zbrodni katyńskiej. Ferdynand Goetel nazwał go „człowiekiem, który przezwyciężył zmowę milczenia i przekroczył równoleżnik wykreślony przez tchórzostwo i obawę spojrzenia prawdzie w oczy”. Kriwoziercew jako pierwszy poinformował Niemców o fakcie masowych rozstrzeliwań polskich żołnierzy przez NKWD. W obawie przed aresztowaniem przez Sowietów uciekł na Zachód, jednak nawet po zakończeniu wojny nie był bezpieczny. „Katyń. Ostatni świadek” opowie jego historię z perspektywy dziennikarza Stephena Underwooda, który rozpoczyna prywatne śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej. Nie wie jednak, że stąpa po bardzo grząskim gruncie. Reżyserem i współscenarzystą tego politycznego thrillera jest Piotr Szkopiak – urodzony w Wielkiej Brytanii syn polskich emigrantów, którego dziadek został zamordowany w Katyniu. Szkopiak nie uczył się fachu w szkole filmowej, a pracując w telewizji przy produkcji programów i seriali (wyreżyserował m.in. 137 odcinków telenoweli „Emmerdale” i 102 epizody „Lekarzy”). Jego krótkometrażówka „Let Sleeping Dogs Lie” z 1995 roku dostała nagrodę brytyjskiego Instytutu Filmowców Amatorów. Jedyny do tej pory długi metraż Szkopiaka, „Small Time Obsession” z 2000 roku, rozgrywa się w środowisku polskich emigrantów w Londynie. Powrót do polskiej tematyki motywowany może być zatem osobistą potrzebą opowiedzenia o tak ważnym wydarzeniu historycznym. „Katyń. Ostatni świadek” zwraca uwagę obsadą: Iwana Kriwoziercewa (vel Michała Łobodę) gra Robert Więckiewicz, głównego bohatera – Alex Pettyfer („Jestem numerem cztery”), a w epizodycznej roli zobaczymy samego Michaela Gambona. Być może te nazwiska przyciągną widzów do kin.

"Katyń. Ostatni świadek

Bomba Film wprowadza do polskich kin nietypową propozycję. Kino węgierskie kojarzy się polskiemu widzowi raczej z festiwalowymi snujami z Nowych Horyzontów. Tymczasem dostajemy wielką europejską megaprodukcję, wręcz blockbustera, a jednocześnie najdroższy film w historii Węgier. Zwiastuny „Miłości i hazardu” obiecują nam wystawny kostiumowy romans przygodowy z wyścigami konnymi w tle. Polski dystrybutor zdecydował się słusznie zmienić enigmatyczny dla naszych rodaków oryginalny tytuł, ale dla Węgra „Kincsem”, czyli słynna klacz, to narodowa ikona, czasem nazywana nawet najlepszym koniem wyścigowym wszech czasów, który wygrał wszystkie swoje 54 wyścigi. Czy ta historia przyciągnie do kin widzów nad Wisłą? Niestety będzie o to trudno, gdyż przewidziano niewielką liczbę kopii i skromną promocję.

Nasi milusińscy w najbliższym czasie będą mieli okazję poznać „Kaczki z gęsiej paczki„. Jest to opowieść o dwóch kaczych pisklakach, które w wyniku nieszczęśliwego wypadku trafiają pod opiekę beztroskiej gęsi, Penga (albo Benka, jak wolicie). Wiodący dotychczas pełne szaleństwa, samotne życie ptak, zmuszony zostanie zastąpić młodzieńcom ojca. Nie czeka nas bynajmniej smutna opowieść w stylu „brzydkiego kaczątka” (mimo podobnego wątku międzygatunkowego), a zwariowana, rozgadana przygoda. Choć minimalne wzruszenia pojawią się na pewno. Za reżyserię odpowiada scenarzysta „Na fali” (2007), Christopher Jenkins, a producentem jest Penney Finkelman Cox, czyli człowiek mający w swoim CV zarówno „Shreka”, jak i… „Węże w samolocie”. Wniosek jest taki… że nie wiadomo, czego się spodziewać po twórcach. Oceny są umiarkowane, średnia na IMDB sugeruje co najwyżej niezłe kino. Wszystko zależy od tego, jaki typ humoru preferują wasze dzieciaki. Jeżeli lubią, gdy postaci są w ciągłym ruchu, a bohaterowie przerzucają się ripostami, wygląda to na film dla nich. Dorosła część publiczności dostanie zaś dubbing przepełniony luzackim słownictwem w interpretacji m.in Macieja Stuhra oraz Julii Kamińskiej.

„Superagentka” to animowany film opowiadający o przygodach 10-letniej dziewczynki, która jest pomysłowym, ambitnym detektywem. Agatha Christine, czyli AC, bo tak wszyscy ją nazywają, właśnie przeprowadziła się do wielkiego miasta z matką i dwójką rodzeństwa, aby rozpocząć nowe życie. Otwiera biuro detektywistyczne w piwnicy swojego domu. Potrafi wyobrazić sobie rozwiązanie większości spraw, do czasu aż trafia się trudny przypadek. Zgodnie z informacjami na temat produkcji, rysunki w Photoshopie zostały wykonane ręcznie, co jest niewątpliwą atrakcją. Kadry wypadają zachęcająco, zdradzając przyjemny dla oka nastrój z wykorzystaniem światła i cieni. Duński scenarzysta i reżyser, Karla von Bengtson wyznała, że ​​celem produkcji jest sprawienie, by dzieci rozpoznały siebie w postaciach i wydarzeniach, a przez to w zabawny sposób odważyły ​​się być sobą. Ten uroczy film o przejściu z wieku dziecięcego w nastoletni oferuje wartościowy seans dla młodej widowni.