Mother!

Po niezwykle obfitym zeszłym tygodniu tym razem otrzymujemy od dystrybutorów zaledwie 5 nowych tytułów. Spośród nich wyróżnia się najnowsze dziecko Darrena Aronofsky'ego, które już po zwiastunach spolaryzowało publiczność.

PREMIERA TYGODNIA: Mother!

WYBIERAMY SIĘ: Kobieta z lodu, Młynarski. Piosenka finałowa, Pewnego razu w listopadzie

INNE PREMIERY: Złe mamuśki 2: Jak przetrwać święta

Naszą premierą tygodnia, mimo ostrego sprzeciwu jednego z redaktorów, został kontrowersyjny film "mother!" Darrena Aronofsky'ego. Produkcja, która z jednej strony zebrała cięgi na festiwalu w Wenecji, z drugiej zaś według Rotten Tomatoes prawie 70% krytyków twierdzi, że warto dać jej szansę. Po całkowicie nieudanym "Noem" kredyt zaufania do reżysera znacząco zmalał. Większość z nas chętnie dowie się jednak, czy odejście od widowiska o biblijnych rozmiarach na rzecz skromniejszej, na poły arthouse'owej rodzinnej dramy w estetyce horroru wyszło mu na dobre. Na korzyść może przemawiać obsada. Jennifer Lawrence partneruje m.in. Javier Bardem oraz dawno nie widziana na wielkim ekranie Michelle Pfeiffer. Zwolennicy porównują "mother!" do twórczości Polańskiego i Lyncha, przeciwnicy zarzucają pretensjonalny banał oraz brak talentu by aspirować do wyżej wymienionych. Przekonamy się lada chwila.

Pewnego razu w listopadzie
"Pewnego razu w listopadzie"

Do kin trafiają też dwie polskie produkcje. Pierwszą z nich jest pokazywany niedawno na Warszawskim Festiwalu Filmowym "Pewnego razu w listopadzie" Andrzeja Jakimowskiego. Jego odbiór waha się obecnie pomiędzy rozczarowaniem a niewykorzystaną szansą na powiedzenia czegoś odświeżającego o współczesnej Polsce. Recenzenci karcą reżysera za zbytnią infantylizację niektórych wątków i pogubienie się w politycznych grach. O problemach z najnowszym filmem twórcy "Imagine" pisał też nasz Naczelny:

Historia młodego chłopaka i jego matki, którzy z powodu zadłużenia skazani są na bezdomność. Ona nocuje w squacie zamieszkanym przez członków antify, on pomieszkuje u swojej dziewczyny i stara się urządzić w opuszczonym pomieszczeniu gospodarczym, na szczycie jednego z warszawskich wieżowców. Dodatkowo ich losy splatają się z kolejnym Marszem Niepodległości, który mimo woli bezpośrednio wpływa na ich życie. Historia, chociaż przejmująca, sprawia wrażenie niedopracowanej. Ciężko mi zrozumieć motywacje postaci, uważam ich zachowania za nieracjonalne. Mam wrażenie że są po prostu niedbale napisane, chociaż i tak o niebo lepiej niż członkowie niepodległościowego pochodu, którzy w oczach reżysera pozostają jednolitym bydłem. Stara się on złamać to wrażenie jedną, przejmującą sceną, ale to za mało. Uwielbiam twórczość Jakimowskiego, więc ten film był dla mnie sporym rozczarowaniem, całe szczęście chociaż jedno się nie zmieniło, reżyser wciąż potrafi niesamowicie opowiadać obrazem, a z każdego kadru wyciągać piękno w najczystszej postaci.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż

W węższej dystrybucji dostępny będzie "Młynarski. Piosenka finałowa". O swoich oczekiwaniach względem dokumentu Alicji Albrcht pisze Marcin Prymas:

Śmierć Wojciecha Młynarskiego była jedną z największych tragedii polskiej kultury minionych 12 miesięcy. Zaskoczyła ona również dokumentalistkę Alicję Albrecht, prywatnie przyjaciółkę artysty, która była akurat w trakcie przygotowywania dokumentu o tym wyjątkowym człowieku i jego rodzinie. Miałem przyjemność być świadkiem przeprowadzania wywiadu z twórczynią dla Gazety Wyborczej i mogę potwierdzić, że biła z niej najszczersza pasja dla tego projektu i jego tematyki. Po festiwalu Dwa Brzegi, gdzie "Młynarski. Piosenka finałowa" miał swoją premierę, recenzje są raczej optymistyczne, a forma archiwaliów połączonych z gadającymi głowami mimo swojego wyeksploatowania wciąż wydaje się skuteczna i działająca na widza. Dlatego z pewną dawką ostrożności polecam wam ten film, zwłaszcza jeśli jesteście fanami twórczości

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Kobieta z lodu
"Kobieta z lodu"

Oscary się zbliżają nieubłaganie, zatem kolejni kandydaci krajowi meldują się w kinach. Tym razem czas na czeską „Kobietę z lodu”, opowieść o starszej kobiecie odnajdującej miłość i pasję na jesieni swojego życia. Koncepcyjnie bardzo przypomina ona genialną „Glorię” Sebastiana Lelio sprzed kilku lat. Podobnie jak w chilijskim obrazie obserwujemy tu rodzinę, która nie może pojąć, że ich matka i babcia potrzebuje czegoś więcej od życia niż tylko przygotować niedzielny obiad, na który znów nikt nie przyjdzie i odebrać dzieci ze szkoły w czwartek. Niezależnie od wieku, często wciąż odbieramy człowieczeństwo pokoleniu naszych rodziców i dziadków, a produkcje poruszające taką tematykę wciąż się nie przejadły, dlatego warto zainteresować się tym obrazem.


Zbliżają się święta, dostajemy zatem pierwsze osadzone w gwiazdkowym klimacie obrazy. Pierwszym z nich jest sequel hitowej komedii sprzed roku. Pierwsze „Złe Mamuśki” zarobiły w samych Stanach ponad 110 milionów dolarów, czyniąc ten film jednym z większych hitów zapoczątkowanego przez „Druhny” podgatunku komedii o imprezujących dziewczynach około trzydziestki. Już zwiastun „Złych mamusiek 2: Jak przetrwać święta” zapowiadał zły i niesmaczny film, także amerykańscy krytycy cenią ten film dużo niżej niż, mający wszak swoich fanów (doktorze Michale Oleszczyku, mówimy o Panu) oryginał. Zdecydowanie nie jest to „must see” i wydaje się przy okazji najsłabszy z debiutujących w ten piątek, ale jeśli szukacie czegoś odmóżdżającego to pewnie warto wybrać się do kina.