Na co do kina? Cotygodniowy przegląd premier #40

Na co do kina? Cotygodniowy przegląd premier #40

Z siedmiu wchodzących w ten weekend filmów aż pięć to komedie. To wyraźny znak, że polscy dystrybutorzy po oscarowej gonitwie chcą publice dać nieco więcej luzu, śmiechu i oddechu od poważnego repertuaru. Z tym trendem zbiega się również Dzień Kobiet, więc w kinach obrodziło w produkcje skierowane do płci pięknej czy projekty o profilu feministycznym.

PREMIERA TYGODNIA: Bliskość

WYBIERAMY SIĘ: Madame, Wielkie zimno, Wieczór gier, Boski porządek

INNE PREMIERY: Kobieta sukcesu, Nieznajomi: Ofiarowanie

Na pełnosalową premierę tygodnia wybraliśmy niemal jednogłośnie, prezentowaną na Nowych Horyzontach i Sputniku, „Bliskość”. Oto opinia Krystiana o filmie:

Debiut reżyserski Kantemira Bałagowa, zrealizowany pod artystyczną opieką Aleksandra Sokurowa, wywołał olbrzymie poruszenie na festiwalu w Cannes, gdzie w sekcji Un Cerain Regard otrzymał prestiżową nagrodę FIPRESCI. Rzecz dzieje się w kilka lat po rozpadzie ZSRR w Nalczyku, stolicy Republiki Kabardyjsko-Bałkarskiej, rejonie silnych napięć na tle etnicznym. Ila, młoda buntownicza Żydówka zakochuje się w Kabardyjczyku i mimo usilnych nalegań rodziny nie chce wyjść za mąż za Żyda. Jej osoba schodzi jeszcze bardziej na drugi plan, gdy porwany dla okupu zostaje jej brat. Ta poruszająca historia, czasem porównywana do „Romea i Julii”, dotyka przede wszystkim problemu odpowiedzialności jednostki za społeczeństwo, w którym żyje oraz zasadności poświęcenia własnych pragnień i dążeń wobec dobra ogółu. Poczucie osaczenia przez ludzi wzmagają liczne zbliżenia i zastosowanie formatu obrazu 4:3. Jeśli jednak miałbym wymienić jedną rzecz, dla której koniecznie trzeba zobaczyć dzieło Bałagowa, to będzie to kapitalna rola Darii Żownar.

Krystian Prusak
Boski porządek
"Boski porządek"

Dziś do naszych film wchodzi również kolejna produkcja dystrybuowana przez niedoceniane Bomba Film, jeden z naszych redaktorów miał już przyjemność się z nią zapoznać:

Data premiery, „Boskiego porządku” nie jest żadną miarą przypadkowa. Tegoroczny szwajcarski kandydat do Oscara to opowieść o walce o emancypację i prawa wyborcze szwajcarskich kobiet na początku lat 70. ubiegłego wieku. Kiedy przez świat kończyła już się przetaczać druga fala feminizmu, a popiół obyczajowej rewolucji lat 60. powoli opadał, w górzystej Szwajcarii sytuacja była zgoła inna. W wiejskim, konserwatywnym i zdecentralizowanym kraju zmiany w świadomości zachodzą bardzo wolno. W filmie możemy obserwować bardzo standardowo poprowadzoną historię budzenia się świadomości politycznej i potrzeby walki w jednostce, co owocuje zarażeniem wspólnym celem otaczającego ją świata. Po tym, gdy mąż zakazuje Norze iść do pracy, a córka znajomych trafia do więzienia za niepodporządkowanie się woli ojca, trzydziestokilkuletnia mieszkanka małej wioski pod Zurychem decyduje się przeciwstawić tytułowemu „boskiemu porządkowi”, zgodnie z którym przedstawicielki płci pięknej powinny jedynie służyć swoim mężom w domu. Dołącza do ruchu na rzecz praw wyborczych kobiet i zakłada jego filie w swoim miejscu zamieszkania. Ten dość lekki seans bardzo dobrze wpisuje się powracającą cyklicznie dyskusję o roli kobiety we współczesnym świecie i może stanowić dobry wybór dla osoby poszukującej czegoś poruszającego ważny temat, lecz nie zmuszającego do przesadnego wysiłku intelektualnego.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Madame” to anglojęzyczny debiut francuskiej powieściopisarki, scenarzystki i autorki sztuk teatralnych, Amandy Sthers. Początkowo zniechęcić może zwodniczo prosta fabuła, która  wydaje się nazbyt cliché przywodząc na myśl „Kopciuszka”. Mimo że gwiazdami komediodramatu są Toni Collette i Harvey Keitel wcielający się w toksyczne małżeństwo, to na uwagę zasługuje niekonwencjonalna kreacja Rossy de Palmy (muza Pedro Almodovara znana m.in. z „Kobiet na skraju załamania nerwowego”, czy „Kiki”). Para pretensjonalnych Amerykanów chcąc zaimponować swoim klientom wynajmuje elegancki dwór. Tam pokorna pokojówka ma za zadanie udawać tajemniczą damę uzupełniając komplet gości, dzięki czemu kolacja odbędzie się „bez dodatkowych kosztów”. Wkrótce nieśmiała Maria spotka na swojej drodze miłość, ale finał romantycznej historii może zaskoczyć widza. Można dopatrzyć się innych zalet obrazu, do których należą piękna oprawa wizualna i ścieżka dźwiękowa. Wzrok będą skutecznie przyciągać śliczne kostiumy, czy też scenografia wabiąca atrakcyjnym otoczeniem francuskich willi i rozmarzonych bulwarów. Ostatecznie zapowiada się całkiem przyzwoity seans, który prawdopodobnie dostarczy wielu ciepłych chwil, ale też przy okazji ostrych komentarzy społecznych.

Nieznajomi: Ofiarowanie
"Nieznajomi: Ofiarowanie"

Po dekadzie na ekrany rodzimych kin powraca historia o ataku bandy zamaskowanych osobników na niewinną rodzinę. “Nieznajomi: Ofiarowanie”, bo o nim mowa, jest sequelem filmu z 2008 z Liv Tyler w roli głównej, który gwoli ścisłości nie był oryginalnym pomysłem – jego pierwowzór stanowili francuscy “Oni” duetu Moreau-Palud. Pierwsza odsłona zyskała grono entuzjastów, którzy wymieniali je jednym tchem z “Hush” czy “Następny jesteś ty”, innymi współczesnymi przedstawicielami podgatunku tzw. home invasion. Za scenariusz “Ofiarowania” odpowiadają: reżyser części pierwszej, Bryan Bertino oraz Ben Ketai, autor tekstów takich horrorowych niewypałów jak “Las samobójców” i “Ostatnia klątwa”. Właśnie w skrypcie należy doszukiwać się problemów, z jakimi boryka się film, czyli schematy fabularne czy galopująca głupota final girl i jej rodziny. Trzeba oddać twórcom, że wiedzą doskonale jak korzystać z przestrzeni, świetnie ogrywają spokojne małomiasteczkowe przedmieścia, baseny, boiska futbolowe. Wiele dobra wypływa z tego jak dzieło Johannesa Robertsa (autor pokracznego “Po tamtej stronie drzwi”) wygląda. Wizualny klucz jakim kieruje się Ryan Samul (operator bardzo dobrego “Chłodu w lipcu”) wydaje się jakościowo pasować do zupełnie innego filmu. A i na ten fani horroru na pewno się wybiorą…

Tym, którzy zamiast bać się śmierci, wolą podejście do niej z humorem z pewnością możemy polecić “Wielkie zimno”. Ta francusko-belgijsko-polska koprodukcja jest adaptacją  powieści ”Edmond Ganglion & Syn” pióra Joela Egloffa, który również współtworzył tu scenariusz. Marcin Grudziąż widział już film na pokazie prasowym, więc zachęcamy do przeczytania jego opinii, będącej jednocześnie zapowiedzią recenzji:

To debiut francuskiego reżysera Gerarda Pautonniera i zdecydowanie jest to wyczuwalne. Nie chodzi jednak o braki warsztatowe, ale raczej o autentyczną fanowską pasję do tworzenia kina. Twórca czerpie garściami z kanonu czarnej komedii, produkcji takich jak “Płytki grób” czy “Jabłka Adama”, jednocześnie co jakiś czas puszcza do widzów oko nawiązując do innych klasycznych już filmów, niekoniecznie związanych tematycznie z tą konwencją. W przekonujący sposób udało mu się sportretować małe miasteczko zionące nudą, jak i jego zrezygnowanych mieszkańców, a następnie wprowadzić w ich życie trochę szaleństwa i niepokoju. Z historii nietypowego zlecenia w balansującym na skraju bankructwa domu pogrzebowym udało mu się stworzyć uniwersalny i lekki film niemal dla każdego. Niestety, jak to w tego typu produkcjach bywa, można mieć wrażenie, że zabrakło tu pazura. Niemniej, finalnie mamy do czynienia z przyjemnym kinem środka, które na pewno mogę z czystym sumieniem polecić, jeśli tylko uda Wam się “dorwać” go na ekranach kin w Waszym mieście.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Wieczór gier
"Wieczór gier"

Według krytyków zaskakująco trafnym wyborem może okazać się amerykańska komedia “Wieczór gier”. Co prawda nie spodziewaliśmy się niczego wyjątkowego po twórcach “W nowym zwierciadle: Wakacje” czyli kontynuacji popularnej w latach 80. serii o zwariowanej rodzinie Griswoldów, której twarzą był Chavy Chase. Niestety wersja z 2015 roku ociekała kloacznym humorem. Jednak panowie Jonathan Goldstein i John Francis Daley mają na swoim koncie też kilka niezłych scenariuszy (np. zeszłoroczny “Spider-man: Homecoming”). W “Wieczorze gier” opowiadają o grupie przyjaciół, pasjonatów gier imprezowych, którzy w wyniku zbiegu okoliczności wplątują się w kryminalną aferę. O filmie mówi się, że to komediowa wariacja na temat “Gry” Davida Finchera. Recenzenci chwalą poziom i różnorodność żartów oraz dobrze dobraną obsadę (Jason Bateman, Rachel McAdams, Jesse Plemons). My zachowujemy nieco dystansu, ale wszystko wskazuje na to, że jeśli macie ochotę na wieczór pełen niezobowiązującej rozrywki, ten tytuł może okazać się trafnym wyborem.

Inaczej sprawy mają się z “Kobietą sukcesu”, czyli kolejną bitą od sztancy polską komedią romantyczną z plakatem z białym tłem. Reżyseruje Robert Wichrowski, pan, który w zeszłym roku przy okazji “Syna Królowej Śniegu” całkowicie poległ na polu kina artystycznego. Postanowił więc wrócić na pewniejszy grunt i razem z Hanną Węsierską, scenarzystką takich hitów jak “ Śniadanie do łóżka” czy “Słaba płeć” szturmuje multipleksy sprawdzoną formułą. Mańka, nowoczesna businesswoman (Agnieszka Więdłocha) przeżywa kryzys zawodowy i osobisty. Jej podejście do życia zmieni relacja ze pełną energii młodszą siostrą i przypadkiem poznanym nowym mężczyzną. Reżyser zebrał śmietankę młodego pokolenia polskich kom-romów: wspomnianą Więdłochę, Mikołaja Rozenskiego, czy wschodzącą gwiazdę Julię Wieniawę – Narkiewicz. Nie zapomniał przy tym o starej gwardii (Tomasz Karolak, Małgorzata Foremniak), a jako wisienkę na torcie zatrudnił ulubieńca publiczności Patryka Vegi – Tomasza Oświecińskiego. Co byśmy nie napisali, brzmi jak doskonała recepta na sukces komercyjny i średnią ocenę poniżej 4.0 na Mediakrytyku.