Blade Runner 2049

Aż dziewięć filmów, z tego jedna trzecia wybitna według przynajmniej jednego członka redakcji. Szalejący za oknami orkan Ksawery wydaje się całkiem niezłą wymówką dla naszych przyjaciół i rodzin, dlaczego planujemy spędzić całe dnie w kinie, a przy takim repertuarze, aż żal z niej nie skorzystać.

PREMIERA TYGODNIA: Blade Runner 2049

WYBIERAMY SIĘ: Twój Vincent, Photon, Dziecko apokalipsy, Fantastyczna kobieta, Jestem Rosa

INNE PREMIERY: Wszyscy moi mężczyźni, My Little Pony. Film, Ciao Italia!

Naszą premiera tygodnia jest, oczywiście, "Blade Runner 2049". Większość z nas jeszcze nie widziała filmu, ale nasz specjalny wysłannik, Marcin Prymas zapolował na pokaz przedpremierowy. Oto co sądzi o kontynuacji arcydzieła Ridleya Scotta:

Powrót do klasyków z przeszłości zawsze jest bardzo karkołomnym i ryzykownym zadaniem, na szczęście specjalista od tego, co niemożliwe w Hollywood – Denis Villenueve znów nie zawodzi. Największy esteta współczesnego kina rozrywkowego zabiera nas na powolny spacer po świecie dystopijnej, wręcz post apokaliptycznej, przyszłości. Ten utrzymany w duchu oryginału Scotta obraz zdecydowanie rozszerza świat, jaki zazwyczaj widzimy w cyberpunkowych produkcjach, bardzo często wychodząc poza miejską dżunglę. Działa zarówno jako samodzielna produkcja, jak i jako kontynuacja „Łowcy Androidów” i warto go zobaczyć niezależnie od znajomości, lub jej braku, filmu z 1982 roku. Celowo nie piszę w tym opisie o fabule, gdyż w tego typu dziełach trudno oddzielić spoiler od informacji, a im mniej człowiek wie, tym lepiej się później bawi.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Do kin trafia również wyczekiwany przez wielu widzów "Twój Vincent", polsko-kanadyjska koprodukcja o życiu Vincenta van Gogha. To prawdziwa gratka dla osób zainteresowanych twórczością holenderskiego malarza, ale także wyczyn techniczny w dziedzinie animacji. Już teraz mówi się, że dzieło duetu Dorota Kobiela - Hugh Welchman może nie tylko zdobyć nominację do Oskara, ale powalczyć z większymi produkcjami o ostateczny triumf. O wrażeniach z seansu możecie dowiedzieć się z recenzji Ani Wieczorek, która film widziała na Nowych Horyzontach (CZYTAJ TUTAJ).

"Twój Vincent"

Dobrze dzieje się w szeroko pojętym arthousie. Na ekranach polskich kin zagości kilka naprawdę znakomicie ocenianych obrazów. Pierwszy z nich to dla nas wyjątkowa propozycja. Oznacza on bowiem, że na rynek wkracza nowy gracz. Otóż, jak już informowaliśmy jakiś czas temu, uwielbiany przez nas festiwal Pięć Smaków przechodzi do ofensywy i będzie działał jako dystrybutor. Na start dostajemy filipińskie "Dziecko apokalipsy", który niektórzy mieli szansę zobaczyć na zeszłorocznej edycji imprezy, gdzie zdobył nagrodę dla najlepszego filmu. Nasz Naczelny, Marcin Grudziąż zachwycił się nim natomiast podczas projekcji na Nowych Horyzontach. W swojej recenzji udowadnia czemu tak wysoko ceni romans w reżyserii Mario Cornejo (CZYTAJ TUTAJ).

Warto też spojrzeć na repertuar wybranych kin studyjnych, polując na "Photon" w reżyserii Normana Leto. To nietuzinkowy filmowy eksperyment inspirowany książkami fizyka Davida Deutscha. Laureat nagrody publiczności tegorocznych Nowych Horyzontów i zdobywca czwartego miejsca w naszym redakcyjnym rankingu tego festiwalu. Więcej dowiecie się z opinii Marcina Grudziąża:

Spektakularna lekcja fizyki, chemii, biologii lub po prostu świata. Reżyser stworzył najbardziej efektowny popularnonaukowy dokument jaki widziałem. W swojej strukturze stara się odpowiedzieć na pytanie o powstanie świata i jego funkcjonowanie. Zaczyna od rzeczy najmniejszych, kwarków, atomów, czy tytułowych fotonów. Na widowiskowych symulacjach pokazuje nam jak z tych nienamacalnych, malutkich elementów kształtuje się materia. Przechodząc dalej narrator prześlizguje się przez tematy chemii, anatomii czy ewolucji, aby wszystko skończyć efektowną, futurystyczną wizją świata za tysiące czy setki tysięcy lat. Cały film imponuje warstwą wizualną i fachowym podejściem do nieoczywistej i trudnej tematyki. Wstawki fabularne z Andrzejem Chyrą niewiele do niego wnoszą, ale stanowią pewne przerwanie monotonii. Obowiązkowy pozycja dla każdego, kto sądzi że nauki ścisłe są nudne.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Dziecko apokalipsy
"Dziecko apokalipsy"

Podzielone opinie w redakcji zebrała obsypana nagrodami w Berlinie "Fantastyczna kobieta", nowy film Chilijczyka Sebastiána Lelio, twórcy m.in. udanej "Glorii". To historia walki o tożsamość, której niektórzy z nas zarzucają tendencyjność i łopatologię, ale wszyscy zgodnie chwalimy kreację wcielającej się w główną rolę Danieli Vegi. Zapoznajcie się z fragmentem recenzji Anny Strupiechowskiej, którą niebawem opublikujemy:

Koniec końców “Fantastyczna kobieta” to film niezaprzeczalnie ważny. Pokazuje pełną znoju konfrontację obcego, niewygodnego z normatywnym otoczeniem pełnym zachowawczości. A nieznany czynnik, który narusza codzienność prowokuje nieprzychylne nastawienie. Po seansie głęboko wierzymy w to, że subtelność i otwartość "Fantastycznej kobiety" pomoże uświadomić szerokiej rzeszy ludzi (zwłaszcza tym decyzyjnym) konieczność zmian w powszechnie przyjętych normach i naświetlić potrzebę poszerzania granic tolerancji i akceptacji, reagowania na ignorancję. Wszystko po to, by kreować świat, jako taki, gdzie tożsamość innych osób wywołuje znikome zainteresowanie.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

Z sekcji Panoramy tegorocznego festiwalu w Berlinie przyjeżdża do nas jeden z najlepszych brazylijskich filmów ostatnich miesięcy – „Jestem Rosa”. Jest to silnie feministyczna opowieść o roli kobiety w brazylijskim społeczeństwie i próbach ponownego odkrycia siebie w sytuacji, kiedy cały nasz dotychczasowy świat runął. W energetycznej głównej roli, porównywanej przez część krytyki do wybitnej kreacji Sonii Bragi z niedawno goszczącego w naszych kinach „Aquariusa”, występuje świetna Maria Ribeiro, którą możecie kojarzyć choćby z „Elitarnych” nagrodzonych w 2008 roku Złotym Niedźwiedziem w Berlinie. Latynoscy krytycy wyjątkowo cenią sobie ten film i szkoda, aby u nas przejdzie raczej niezauważony.

Jestem Rosa; Como Nossos Pais; Maria Ribeiro
"Jestem Rosa"

Ponad rok po ojczystej premierze witamy w naszych kinach włoską komedię „Na wojnie dla miłości”, wspaniałomyślnie przechrzczoną przez Mayfly na mniej irytująco-łopatologiczne „Ciao Italia”. Najnowsze dzieło komika o pseudonimie Pif, który niczym Roberto Begnini poza reżyserowaniem i pisaniem scenariusza gra również główną rolę, opowiada historię włoskiego emigranta Arturo, który zaciąga się do amerykańskiej armii w 1943 roku, uznając to za najtańszy sposób dostania się na Sycylię. Na tej uroczej wyspie mieszka ojciec jego ukochanej, którego nasz protagonista chce prosić o rękę córki – szczerze zakochanej w chłopaku Flory. Film nie zyskał wielkiego uznania w ojczyźnie i raczej nie ma powodu płakać nad jego mocno ograniczoną dystrybucją.

Córka jednej z najlepszych reżyserek i scenarzystek kobiecego kina rozrywkowego  – Nancy Mayers – debiutuje za kamerą. Hallie Meyers-Shyer, która do tej pory była znana głównie z epizodycznych ról w filmach swojej mamy, postanowiła pójść w ślady rodzicielki i stworzyć komedię romantyczną. Obsadzenie w głównej roli Reese Witherspoon, a na drugim planie m.in. Michaela Sheena i Candice Bergen niestety nie wystarczyło, aby ukryć słabości „Wszystkich moich mężczyzn”. Przede wszystkim nie ma on na siebie pomysłu i jest w dużej mierze odgrzaniem tych samych klisz, które rządziły romcomami w latach 90, a które aktualnie trącą już myszką. Aczkolwiek dla fanów gatunku zapewne będzie to pozycja obowiązkowa.

Ostatnią premierą jest przeznaczony raczej dla dzieci, choć jak dobrze wszyscy wiemy nie tylko dla nich „My Little Pony. Film”. Świetna obsada oryginalnego dubbingu mogłaby być dobrym powodem do zainteresowania się filmową wersją hitowego serialu animowanego, niestety po polskim dubbingu nie ma raczej co się spodziewać rewelacji, choć tu przynajmniej nie będzie youtuberów… Animacja w zwiastunie wygląda bardzo źle i raczej esteci nie powinni się na ten seans zapuszczać. Fabularnie jest to swoista synteza „Angry Birds” i „Trolli” co również nie zachęca. Podsumowując, można, ale pytanie po co?