Maudie - recenzja, kadr, Sally Hawkings, Ethan Hawke, przegląd premier #17

Po bardzo bogatym poprzednim tygodniu w ten weekend nie czeka nas zbyt wiele atrakcji, ale postaramy się jednak oddzielić ziarno od plew. Dystrybutorzy wprowadzają w sumie siedem filmów. Król polowania na naiwnych widzów, czyli Patryk Krzemieniecki zwany Vegą wprowadza na ekran kolejną część "Pittbula", tym razem dla niepoznaki ukrytą pod tytułem "Botoks". W cieniu molocha wchodzą do kin także remake hitu młodzieżowego z lat 90', zwycięzca Dwóch Brzegów, dwa polskie dokumenty oraz nagrodzona Kryształowym Niedźwiedziem w Berlinie opowieść o przezwyciężaniu swoich słabości.

Na premierę tygodnia postanowiliśmy wybrać "Maudie", film biograficzny oparty na kanwie życia kanadyjskiej malarki Maud Lewis. Twórczość artystki z Nowej Szkocji jest dziś zaliczana do najciekawszych przejawów sztuki ludowej na amerykańskiej ziemi. W naszym kraju zapewne jeszcze przed premierą pojawią się próby porównywania z "Nikiforem" Krauzych, ale to zupełnie inne podejście. Reżyserka filmu, Aisling Walsh ("Szkoła dla łobuzów") wybiera nieco łagodniejszy ton i opowiada o swojej bohaterce z wyraźną czułością. Nie popada w poetyckie metafory ani faktograficzną przesadę. W centrum wydarzeń stawia dwie postaci, których relacja napędza wątłą raczej akcję. Schorowana i odrzucona przez rodzinę Maud zostaje najęta jako pomoc domowa przez mężczyznę mieszkającego na odludziu. Na naszych oczach rozwija się romans pary jak i umiejętności artystyczne kobiety. Chata Everetta tak samo szara jak jego życie zostanie napełnione barwami. Relacja obojga zostaje przekonująco wygrana dzięki poświęceniu aktorów: Ethana Hawke i Sally Hawkins. Popis daje szczególnie brytyjska aktorka, która musiała zagrać bardzo fizycznie - Maud Lewis chorowała na reumatoidalne zapalenie stawów. Jednak ani przez chwilę nie czuć w jej kreacji przesady czy grubej kreski. Jedna z ulubionych aktorek Mike Leigh już teraz może czekać na sezon nagród i liczyć na drugą nominację do Oskara.

Na ekrany polskich kin wchodzi również najnowszy film Sofii Exarchou „Park”. Ta grecko-polska produkcja, z którą można było się zapoznać podczas zeszłorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego, to ważny komentarz na temat katastrofalnej sytuacji gospodarczej państwa z południa Europy. Po snach o byciu potęgą pozostały tylko ruiny stadionu olimpijskiego w Atenach. Po marzeniu o dobrobycie pozostały tylko frustracje. Grupa nastolatków próbuje się odnaleźć w tej przeżartej beznadzieją rzeczywistości, ale czy w świecie, w którym najwyższą walutę stanowi zdrowe i piękne ciało, jest jeszcze miejsce na jakiekolwiek głębsze uczucia? Czy skoro pieniądz stał się prawem, to wszystko jest dozwolone? Film Exarchou jest trudny w odbiorze, gdyż przede wszystkim skupia się na zwierzęcej stronie swoich bohaterów, niemniej jednak na pewno znajdzie swoich wielbicieli. Grecka reżyserka nie musiała bowiem za bardzo ingerować w przedstawiany obraz swojego kraju. Zawarła prawdę, o której turyści nie dowiedzą się z przewodników turystycznych. Mocna rzecz.

Park - recenzja, kadr, Grecja, Sofia Exarchou
"Park"

Spoglądając na nasze podwórko, naprawdę ciekawych filmów z festiwalu w Gdyni jeszcze nie widać na horyzoncie (poczekajcie jednak cierpliwie, bo w październiku całkiem sporo z nich będzie można zobaczyć na Warszawskim Festiwalu Fimowym, a także w normalnej dystrybucji). Tymczasem musimy zadowolić się tym co mamy, a więc "Botoksem". Nie ukrywamy naszej rezerwy w stosunku do kolejnego projektu Patryka Vegi. To niestety cyniczny produkt obliczony na zarobienie łatwych pieniędzy. Autor serii "Pitbull" nie ukrywa swojej fascynacji ciemną stroną naszej rzeczywistości, jego bohaterowie zawsze wyrwani są z jakieś patologicznej układanki. Urzędnicy są skorumpowani, policjanci brutalni i pijani, bandyci szaleni niczym mieszkańcy Azylu Arkham. Tym razem padło na służbę zdrowia. Zwiastun sprzedaje nam większość mięsistych momentów i zdradza, że akcja rozgrywać się będzie na styku szpital - firma farmaceutyczna (Grażyna Szapołowska jako placebo-wiedźma!). My z pewnością wybierzemy się i tak, aby sprawdzić jaki jest tego efekt.

Oprócz tego na ekrany wchodzą dwa polskie dokumenty. Pierwszym z nich jest pokazywany na majowym Millenium Doc Film Festival "Happy Olo – pogodna ballada o Olku Dobie". Ten pozytywny i króciutki film opowiadany jest z perspektywy dziecka. Pochwalny ton względem dzielnego podróżnika i wesoła muzyka grupy Pogodno zapewniają przyjemny seans. Nie brakuje w obrazie Krzysztofa Paweła Bogocza momentów autentycznie zabawnych, bo będący w wieku wielu stetryczałych dziadków pan Aleksander jest nader zażywny i dowcipny. Raczej dla młodszych żądnych przygód widzów, ale i dorośli nie powinni się nudzić, jeśli tylko przyjmą specyficzną aurę tej opowiastki.

Pewnie ciężko będzie złapać w kinach "Z dala od orkiestry" Rafaela Lewandowskiego ("Kret", "Minkowski | Saga"), ale jak zapewnia były dyrektor Festiwalu Filmowego w Gdyni Michał Oleszczyk reżyser wyrasta na "mistrza opowieści utkanej z archiwów, muzyki, narracji z offu, wywiadów i realizowanych współcześnie zdjęć pejzażu miejskiego i naturalnego". Trudno o lepszą rekomendację. Dokument oparto na biografii Zygmunta Lubicza-Zalewskiego, który krzewił polską kulturę na emigracji we Francji (sam Lewandowski urodził się i wykształcił nad Sekwaną). Wszechstronna postać, nie tylko działacz kulury, ale też tłumacz, poeta i pisarz tłumacz, krytyk sztuki, prezez Towarzystwa Opieki nad Polakami. Podczas II wojny światowej trafił do niewoli włoskiej, a następnie niemieckiej. Hitlerowcy dążący do eksterminacji inteligencji podbitych narodów wysłali więźnia do obozu w Buchenwaldzie. Mimo udręki po wojnie Lubicz-Zalewski nadal działał na emigracji dla dobra polskiej sprawy. Jesteśmy ciekawi jak polski reżyser uciekł przed pułapką opowiadania o tej wybitnej, a jednak nieznanej szerzej postaci w sposób nie popadający w hagiografię.

Linia życia - recenzja, kadr, Ellen Page, Diego Luna
"Linia życia"

Mało mówi się na razie o "Linii życia". To próba wykorzystanie kolejnego fenomenu lat 90. czyli filmu Joela Schumachera z gwiazdorską obsadą (Julia Roberts, Kiefer Sutherland, Kevin Bacon). Za projekt remake'u odpowiada Norweg Niels Arden Oplev ("Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", ostatnio pracował przy serialu "Mr. Robot"), a w głównych rolach zobaczymy Ellen Page, Diego Lunę i znana z serialu "Pamiętniki wampirów" Nina Dobrev. Akcja filmu skupia się podobnie jak w oryginale na grupie studentów medycyny, którzy zaczynają eksperymentować ze śmiercią kliniczną. Pozornie niewinne podchody zmieniają się koszmar, kiedy okazuje się, że po "drugiej stronie" czekają na nich spełnienie ich największych sennych koszmarów. 29 września będzie miała światowa premiera filmu, więc nie wiemy czy uda się reanimować tego trupa z szafy?

Ostatnim obrazem goszczącym na polskich ekranach będzie "Biegnij Amelio!", który uhonorowano Kryształowym Niedźwiedziem na tegorocznym Berlinale. Film Tobiasa Wiemanna stara się sprzedać starą prawdę, że przeciwności losu trzeba zwalczać dzięki hartowi ducha. Dlatego główna bohaterka chorująca na astmę Amelia musi pojechać w góry i wbrew chorobie i zdrowemu rozsądkowi wspiąć się na najwyższy szczyt. Oczywiście po drodze zdobędzie - jak to w filmach familijnych - przyjaźń, tym razem nie lisa ani orła, ale sympatycznego miejscowego rudzielca. Na niemieckim festiwalu zarzucano twórcom kurczowe trzymanie się schematów, ale powszechnie chwalono za dobór dwójki młodocianych odtwórców (Mia Kasalo, Samuel Girardi).

 

PREMIERA TYGODNIA: Maudie
WYBIERAMY SIĘ: Park, Z dala od orkiestry, Botoks
INNE PREMIERY: Linia życia, Biegnij Amelio, Happy Olo – pogodna ballada o Olku Dobie