Na co do kina? #82 – cotygodniowy przegląd premier

Na co do kina? #82 – cotygodniowy przegląd premier

W kalendarzu zagościła oczekiwana liczba 2019. Nie tylko dla tych, którzy ciągle zmagają się z pokłosiem sylwestrowej imprezy, przygotowano nowy film Van Groeningena o uzależnionym młodym chłopaku z pojedynkiem aktorskim Chalameta i Carella. Wystrzałowa, dosłownie, zabawa musiała być również dla kosmonauty i Rona Perlmana z kubańskiego kandydata do Oscara. Dla preferujących dansingi na domowym poletku polecamy nową zabawę Kingi Dębskiej, ewentualnie regres w postaci żółciutkiego transformersa.

PREMIERA TYGODNIA: Mój piękny syn

WYBIERAMY SIĘ: Zabawa zabawa, Bumblebee, Sergio i Siergiej, Sekretny świat kotów

INNE PREMIERY: Władca Paryża

Naszą premierą tygodnia, po ostrej walce wewnątrz redakcji, został najnowszy film Felixa Van Groeningena – „Mój piękny syn„. Produkcja dystrybuowana przez M2 podzieliła Pełną Salę, jedni widzą w niej abominacje, technicznego potworka z marnym aktorstwem i najgorzej wpasowaną muzyką w historii. Inni znajdują wiele prawdy i szczerych emocji w walce ojca o uratowanie swojego pierworodnego, a w kreacji Chalemeta widzą oscarową wielkość. Jaka jest prawda? Chyba musicie zdecydować sami, my zapraszamy do krótkiej opinii oraz recenzji autorstwa Oli Szwarc.

“Mój piękny syn” uderza prostotą, prawdziwością i brakiem karykaturalności. Choć brzmi to nieprawdopodobnie, wywołuje emocje właściwie nie do odróżnienia z prawdziwymi i faktycznie pozwala poczuć się jak postać przedstawiona na ekranie. Ma szansę stać się przedstawicielem kina środka na najwyższym poziomie. Film nie ma stać się przestrogą. Ukazuje trud rodzicielstwa, dojrzewania, destrukcyjny wpływ uzależnień, najzwyklejsze wzloty i upadki. Cały wachlarz emocji i uczuć użyty w obrazie ma uzmysłowić, że mimo wszystko najważniejsza jest miłość, rozmowa i próba zrozumienia. By nie pozwolić się zatracić, czasem trzeba powiedzieć nie. Należy przyzwolić nałogowcowi sięgnąć dna, to on sam musi mieć w sobie potrzebę zmiany.

Ola Szwarc
Aleksandra Szwarc
zabawa zabawa
"Zabawa zabawa"

Jedną z ciekawszych premier tego tygodnia jest komediodramat obyczajowy Kingi Dębskiej „Zabawa zabawa”. Mieliśmy już przyjemność zobaczyć go na oficjalnej premierze dlatego wyczekujcie na dniach naszej recenzji, a tym czasem polecamy krótka opinię Marcina Prymasa:

Kinga Dębska jest największą polską ekspertką od lekkich obyczajówek. Lubi opowiadać o bardzo ciężkich tematach (narkomania, przemoc w rodzinie, utrata najbliższych) w formie przystępnej, unikając wchodzenia na wysokie i smutne tony. „Zabawa zabawa” ,w której reżyserka podejmuje problem kobiecego alkoholizmu, też taka jest. Film ma podobne zalety (tempo, aktorstwo, humor, umiejętność wywołania emocji i łatwego utożsamienia się z bohaterkami) jak i wady (szarpana, pełna dziur historia, błyskawiczne tempo niektórych wątków, chwilowe mielizny scenariuszowe) co „Hel” czy „Plan B”. Dla fanów reżyserki oraz łagodnego kina społecznego to pozycja obowiązkowa, wszyscy inni mogą odpuścić.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

„Wygląda na to, że Michael Bay oddał stery tonącego okrętu pod nazwą Transformers we właściwe ręce. Znany z “Kubo i dwie struny” Travis Knight dokonał wydawałoby się niemożliwego i za pomocą “Bumblebee” wyciągnął spisaną na straty serię z dna. Przynajmniej według Grzegorza, który już film widział:

Żeby przywrócić Transformersom uznanie, Travis Knight zabrał je w czasy, gdy narodził się ich zabawkowy kult. W “Bumblebee” akcja przenosi się do lat 80. ubiegłego wieku, dzięki czemu dokłada kolejną cegiełkę w budowaniu nowej fali nostalgii. Rezygnuje też z chaotycznego, naładowanego akcją widowiska za rzecz filmu przygodowego, utrzymanego w iście spielbergowskim duchu. Zamiast bitew na kosmiczną skalę, na pierwszym planie dostajemy klasycznie poprowadzoną relację nastoletniej buntowniczki Charlie (Hailee Steinfeld) z tytułowym robotem. Dwoje wyrzutków kontra świat i przygrywające w tle szlagiery epoki. Czego można chcieć więcej? A jednak owa nostalgia jest tu mieczem obosiecznym. Przydałby się lepiej poprowadzony wątkek “militarny”, z robiącym groźne miny Johnem Ceną. Nie tylko stylem, ale też poziomem niebezpiecznie zbliża się on do produkcji sprzed kilku dekad, zalegających na półkach wypożyczalni VHS. Niedosyt pozostawia też nie do końca wykorzystany, acz wspaniały motyw porozumiewania się Bumblebee za pomocą utworów z radia. Mimo wszystko honor marki został przywrócony, a film jest o klasę lepszy niż dowolna część autorstwa Baya.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
"Bumblebee"

Niecodzienną propozycją z pewnością będzie hiszpańsko-kubańska produkcja „Sergio i Siergiej” opowiadająca historię kubańskiego marksisty, który przy pomocy radiostacji skontaktował się z kosmonautą przebywającym na stacji kosmicznej Mir. W obsadzie filmu, poza mało znanymi aktorami latynoskimi i rosyjskimi widzimy nazwisko Rona Perlmana, który wcielił się w postać amerykańskiego wielbiciela teorii spiskowych, utrzymującego regularny radiowy kontakt z Sergio. Absurdalna historia oparta na faktach, o ile wierzyć twórcom filmu, naprawdę miała potencjał. Niestety niemal wszystkie dostępne recenzje wskazują na to, iż obraz Ernesto Daranasa jest nieprzemyślanym niewypałem.

Zatęskniliście za filmami kostiumowymi, a może uwielbiacie napoleońską Francję? Jeżeli tak to “Władca Paryża” jest produkcją dla was. Film śledzi losy Françoisa Vidocq, jedynego mężczyzny któremu udało się uciec z najlepszego więzienia o zaostrzonym rygorze w kraju, żywej legendy najbiedniejszej warstwy społecznej. W rolę nieposkromionego rzezimieszka wciela się wiecznie młody Vincent Cassel, a reżyserią zajął się Jean-François Richet. Jeżeli te dwa nazwiska jeszcze was nie przekonują, to pozostaje tylko obejrzeć zwiastun i zdecydować czy nowy film w dystrybucji Aksona to coś na no chcielibyście się wybrać w tym tygodniu.

Na nasz rynek zazwyczaj trafiają animacje tworzone przez potężne studia hollywoodzkie, czasem uda się przebić się także alternatywie z Europy. Bardzo rzadko mamy szansę za to, żeby obcować z animowanymi dziełami z Azji, a jak pokazała ostatnia edycja Pięciu Smaków kryją się tam nieraz perełki (m.in. “Ulica Szczęśliwa”, “Belladonna smutku”). Nawet wybitne filmy ze studia Ghibli nierzadko docierały do Polski dopiero na DVD lub w ogóle nas omijały. Za sprawą “Sekretnego świata kotów” najmłodsi widzowie będą mieli szansę emocjonować się przygodami tytułowych futrzaków w Hongkongu. Chińska bajka wygląda po zwiastunie i fotosach naprawdę porządnie, pytanie tylko, czy uda się jej opowiedzieć zajmującą historię. Dystrybutor przygotował rzecz jasna z myślą o dzieciakach polski dubbing, w rolach głównych: Rafał Fudalej, Katarzyna Kozak oraz Marek Barbasiewicz (tak, tak – dobrze pamiętacie, to niegdysiejszy Skaza z “Króla lwa”).