Na co do kina? #79 – cotygodniowy przegląd premier

Na co do kina? #79 – cotygodniowy przegląd premier

W przedświątecznej zawierusze, pomiędzy kupowaniem choinki, wybieraniem gwiazdkowych upominków i wypełnianiem po brzegi lodówek wigilijnymi rarytasami łatwo zapomnieć o kinie. My jednak zawsze o nim pamiętamy i podpowiadamy czego absolutnie nie można przegapić. Zapolujcie koniecznie na nieliczne seanse “Romy”, to jeden z filmów roku. Warto też poszukać drugiego dzieła wprowadzanego na polski rynek przez Velvet Spoon (trzymamy mocno kciuki), a także dokumentu nominowanego do nagrody Millenium oraz dreszczowca spod ręki Thomasa Vinterberga.

PREMIERA TYGODNIA: Roma

WYBIERAMY SIĘ: Zwierzęta, Genesis 2.0, Kursk

INNE PREMIERY: Autsajder, The Quake, Mali bohaterowie

Premierą tygodnia wybraliśmy (niemal przez aklamację) “Romę” Alfonso Cuaróna. Jak donosiliśmy już wcześniej meksykański kandydat do Oscara, który zachwyca krytyków od premiery w Wenecji (zdobył tam Złotego Lwa), będzie można oglądać zarówno na Netflixie, jak i w wybranych kinach. A tak pisał o nim Dawid Smyk po seansie na Camerimage:

Oglądając “Romę” musicie sięgnąć do Waszej wrodzonej, dziecięcej ciekawości, bo każdy kadr to prawdziwe bogactwo szczegółów, skrywający dużo więcej, niż zobaczymy na pierwszy rzut oka. Jeśliby szukać tu w ogóle jakichś analogii estetycznych, to najbliżej byłby wielki japoński humanista kina – Yasujirō Ozu. Piękno bijące z harmonii kolejnych arcydzieł monochromatycznej fotografii, wykonanych na taśmie 65-milimetrowej jest absolutnie obezwładniające. Cuarón wydobywa z nawet najbardziej statycznych scen prawdziwy wulkan kotłujących się niepostrzeżenie emocji i problemów, tworząc mistrzowską egzemplifikację slice of life.

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Zwierzęta
"Zwierzęta"

Kolejną premierą jest dokument „Genesis 2.0”, doceniony na festiwalu Sundance i obejrzany przez Krystiana Prusaka na Millenium Docs Against Gravity:

Dzieło nominowanego do Oscara Christiana Freia oraz Maxima Arbugaeva pokazuje niewiarygodną historię poszukiwaczy mamucich kłów na Wyspach Nowosyberyjskich na Oceanie Atlantyckim. Pośród wiecznej zmarzliny rozgrywa się współczesna gorączka złota. Niemniej wstrząsające wydarzenia mają jednak miejsce w laboratoriach, gdzie naukowcy próbują z wykonanych szczątek odtworzyć prawdziwego żywego mamuta. Jak się okazuje, taka zabawa w Boga, nie jest niczym odosobnionym, gdyż obserwujemy również bogaczy klonujących swoich zmarłych pupili domowych. Autorzy dokumentu, budząc z letargu zaprzątanego codziennym życiem widza, mimowolnie zadają pytanie o etyczne zagrożenia płynące z zabaw z ewolucją. Dobrego dokumentu w kinach nigdy nie za wiele.

Krystian Prusak

Warto wybrać się też na kolejny film debiutującego w tym roku dystrybutora Vevlet Spoon, czyli “Zwierzęta” Grzegorza Zglińskiego. Ten fascynujący psycho-thriller widział Grzegorz Narożny na zeszłorocznych Nowych Horyzontach i wspomina go wyjątkowo ciepło:

Zgliński opowiada w “Zwierzętach” historię kryzysu małżeńskiego, ale narracji daleko do tradycyjnego dramatu, a bliżej do języka filmowego, znanego choćby z “Zagubionej autostrady” Davida Lyncha. Nick i podejrzewająca go o zdradę Anna, w celu podreperowania swojego związku decydują się na dłuższy wyjazd do malowniczej miejscowości położonej w szwajcarskich Alpach. Przy okazji ona, jako pisarka będzie mogła skupić się na tworzeniu powieści, on - szef kuchni zgłębiać tajniki lokalnych specjałów. Pozornie niegroźny wypadek samochodowy z udziałem owcy okaże się katalizatorem ciągu zdarzeń na granicy snu i jawy. Co ciekawe Zgliński korzystając z całego dobrodziejstwa gatunku, lawirując między wspomnianym Lynchem, a Romanem Polańskim, nie pozostaje jedynie naśladowcą. Za pomocą sztuczek audiowizualnych i przekonującej gry aktorów potrafi zbudować niesamowite napięcie, a kiedy osiągnie ono apogeum, błyskawicznie rozładowuje je, windując poziom absurdu w kosmos. W efekcie tworzy to momentami wrażenie pastiszu czy nawet parodii filmów-łamigłówek. Choć reżyser zdaje się nie być zainteresowany rozwiązaniem zagadki, trudno określić “Zwierzęta” pustą postmodernistyczną zabawą. To film, który rozpada się fabularnie, żeby intensywniej zadziałać na poziomie symbolicznym. Prawdziwa gratka dla widzów lubujących się w psychodelicznych mindfuckach.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
"Kursk"

Ciekawie zapowiada się najnowszy film jednego ze współtwórców manifestu Dogmy 95. Mowa o Thomasie Vinterbergu, który 20 lat temu stworzył kultowe “Festen” nieprzerwanie buduje swoją pozycję w panteonie europejskich gwiazd reżyserii. Po znakomicie przyjętym “Polowaniu” i nagrodzonej za najlepszą rolę żeńską “Komunie” twórca zdecydował się na zekranizowanie historii katastrofy rosyjskiej łodzi podwodnej “Kursk”. Według doniesień pierwszych recenzentów Duńczyk sprawnie pokazuje walkę załogi o przeżycie, jak i interwencję brytyjskiego rządu mającą na celu odnalezienie ocalałych, ale szczególną uwagę poświęca pozostającej na lądzie żonie jednego z marynarzy i jej indywidualną tragedię. W zbudowaniu realistycznego obrazu tamtych zdarzeń pomaga międzynarodowa obsada z Maxem von Sydowem, Colinem Firthem i Michaelem Nyqvistem na czele. Opinie krytyków niestety budzą obawę co do tego, czy Vitenbergowi udało się stworzyć wartościowe dzieło. Być może reżyser ze Skandynawii powinien trzymać się raczej kameralnych dramatów, od których bez wątpienia jest specjalistą.

John Andreas Anderson to uznany norweski zdjęciowiec, pracował m.in. na planie głośnych „Wyspy Skazańców” Mariusa Holsta i „Babycall” Pala Sletaune’a, teraz po raz pierwszy zdecydował się jako samodzielny reżyser stanąć za kamerą. „The Quake. Trzesienie ziemi” to sequel „Fali” norweskiego kandydata do Oscara anno domini 2016. W poprzednim filmie Kristian Eikjord dał się poznać jako bohater, ratując ludzi przed monstrualną falą tsunami, środowisko naturalne jednak się nie poddaje! Tym razem trzęsienie ziemi chce zniszczyć całe Oslo, podobnie jak uczyniło to ponad sto lat temu. Tylko Kristian zdaje sobie sprawę z zagrożenia i może uratować niczego nie świadomych mieszkańców. O ile realizowana przez obecnie realizującego się w Hollywood Roara Uthauga „Fala” była filmem zaskakująco udanym, tak reakcje zagranicznych dziennikarzy i widzów wskazują iż ten sukces nie został powtórzony. Zwraca uwagę ocena ledwie 4.6/10 w norweskiej wersji serwisu filmweb, dużo lepiej wypowiadają się widzowie anglosascy – 6.6/10 na RT i 6.4/10 (z ponad 1700 ocen) na imdb zwiastują solidnego średniaka.

"Autsajder"

Do kin wchodzi także wywołujący mieszane reakcje „Autsajder” w reżyserii znanego operatora Adama Sikory. Film widziała już Ola Szwarc i raczej nie jest zachwycona:

W najnowszym filmie, operator Adam Sikora w nieudolny sposób próbuje zobrazować burzliwy okres lat 80. Nie od dziś wiadomo, że młodzi ludzie powinni mieć chociaż elementarną wiedzę na temat przeszłości. Szczególnie tak nieodległej. Niestety zamiast możliwości emocjonalnego zaangażowania, otrzymujemy kolejną sztampową produkcję, która wzmaga poczucie chłodnej obojętności. Ochota na wgłębienie się w los tamtych ludzi spada z minuty na minutę. Nie można mówić o dydaktyzmie, jeśli przez cały czas trwania filmu mamy do czynienia z oklepanymi schematami. Motyw próby rozliczenia się z historią jest na tyle znany rodzimej widowni, że jeśli reżyser chce odnieść sukces, musi być przełomowy. Sikora nie wyróżnił się niczym odkrywczym, zaserwował nam nudny, łopatologiczny wykład, którego nie ma się ochoty oglądać ani słuchać. Wyjątek stanowią osoby, które czerpią przyjemność z naigrywania się z drewnianych dialogów. Nie sposób odgadnąć, jaki był cel powstania „Autsajdera”

Ola Szwarc
Ola Szwarc

Dauphine Julliand odkrywa pewnego dnia, że dwoje jej dzieci choruje na rzadkie choroby. Ciężkie przeżycia, w tym utrata trzyletniej córki stają się dla niej impulsem do powstania książki, która ląduje na liście bestsellerów. Julliand postanawia udokumentować pięć różnych historii dzieci cierpiących na poważne choroby genetyczne. Świat „Małych bohaterów” pozbawiony jest sentymentów. Reżyser nagrywa tych małych pacjentów w szpitalu we Francji, podczas intensywnej terapii, dając prawdziwą lekcję odwagi dorosłym widzom. Sam film ma za zadanie podnieść na duchu. Bohaterowie mówią sami za siebie, a w ich postawach odbija się wielka afirmacja życia.