Na co do kina? #77 – cotygodniowy przegląd premier

Na co do kina? #77 – cotygodniowy przegląd premier

W tym tygodniu czeka nas wysyp propozycji filmowych. W polskich kinach premierują jeden z faworytów sezonu nagród z przełomową rolą Lady Gagi, trzecia już wersja opowieści o zielonym stworku nienawidzącym Bożego Narodzenia, horror rozegrany w scenerii II wojny światowej oraz odświeżona wersja przygód Robin Hooda. W wąskiej dystrybucji szukajcie nowych dzieł Michaela Moore’a, Jafara Panahiego czy Krzysztofa Zanussiego, ponadto oscarowy kandydat z Kazachstanu i doceniony na Krakowski Festiwalu Filmowym dokument o łyżwiarstwie figurowym. Będzie na czym oko zawiesić.

PREMIERA TYGODNIA: Narodziny gwiazdy

WYBIERAMY SIĘ: Over the Limit, Eter, Operacja Overlord, Trzy twarze, Fahrenheit 11/9, Ajka, Grinch

INNE PREMIERY: Robin Hood: Początek

„Narodziny gwiazdy” to już trzeci (nie licząc bollywoodzkiej wersji) amerykański remake słynnego filmu z 1937 roku. Co ciekawe, wszystkie wersje filmu cieszyły się w swoich czasach powodzeniem widowni i uznaniem krytyki (najsurowiej krytyka obeszła się z filmem z roku 1976 r.). Wszystkie główne kobiece role weszły do kanonu kina (Gaynor, Garland, Streisand). Wydaje się, że nowa produkcja z Lady Gagą nie będzie gorsza od poprzedniczek. Pierwotnie w 2011 roku do reżyserii przymierzany był Clint Eastwood a gwiazdą miała zostać Beyonce. Ostatecznie jednak odtwórca męskiej roli Bradley Cooper zadebiutował również w roli reżysera. Film miał swoją premierę na festiwalu w Wenecji i aktualnie posiada aż 90% pozytywnych recenzji krytyków na stronie Rotten Tomatoes. Powszechnie chwalona jest reżyseria, role główne i chemia między aktorami a także chwytliwe piosenki. Lady Gaga ma zaś realne szanse na zdobycie Oscara w przyszłym roku. Czy jednak musical o muzyku country, który zakochał się i wylansował nieznaną nikomu piosenkarkę spodoba się również polskiemu widzowi? My na pewno seansu nie opuścimy, aby przekonać się na własne oczy czy Lady Gaga zagrała lepiej od Joanny Kulig w „Zimnej wojnie”.

Zaledwie kilka polskich filmów dokumentalnych w roku może liczyć na kinową dystrybucję, warto więc zauważyć wchodzący w tym tygodniu na ekrany „Over the limit” Marty Prus. To pełnometrażowy debiut reżyserki, która ma już na koncie kilka zauważonych przez krytykę i ciepło przyjętych etiud dokumentalnych. Film opowiada historię Margarity Mamun, rosyjskiej gimnastyczki artystycznej. Według zapowiedzi ma on obrazować psychiczne koszty, jakie niesie ze sobą profesjonalne uprawianie sportu wyczynowego. Dokumentalistka osiąga to za pomocą interesującej strategii artystycznej, a mianowicie rezygnuje zupełnie z jakiegokolwiek komentarza, ukazując tylko wybrane przez siebie wydarzenia i sceny „w surowej postaci”. Taki sposób opowiadania zapewne się sprawdził, skoro film już zdobył sporo nagród na różnych festiwalach filmowych (m. in. w Krakowie, Sopocie, Łagowie i Zagrzebiu).

eter
"Eter"

Krzysztof Zanussi, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, po czterech latach od ostatniego filmu „Obce ciało” powraca na ekrany kin za sprawą „Eteru”. Wydarzenia najnowszej produkcji mają miejsce w Cesarstwie Rosyjskim, a ramy czasowe to początki XX wieku. Doktor prowadzący badania, których centrum zainteresowania jest eter jako trucizna próbuje łagodzić ból i manipulować ludźmi. Młodej kobiecie, która wzbudziła jego zainteresowanie podaje dawkę śmiertelną. Niczym doktor Faust zaprzedaje swoją duszę eksperymentowi i szuka odkupienia w miłości. Na ekranie zobaczymy między innymi Jacka Poniedziałka znanego głównie z seriali („Pakt”, „Artyści”, kiedyś „Magda M.”) współpracującego już z Zanussim przy okazji poprzedniego filmu, Andrzeja Chyrę („Carte Blanche”, „W imię…”) oraz Małgorzatę Pritulak mającą na koncie występ w takich produkcjach Zanussiego jak „Iluminacja”, „Obce ciało”, „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”.

Po czym poznać, że zbliża się Boże Narodzenie? Między innymi po kinowym wysypie świątecznych animacji. Tą najbardziej kasową ma szansę zostać „Grinch” wyprodukowany przez studio Illumianation Entertaiment, które dało światu Minionki. Tytułowy zielony stwór od dawna znany jest dzieciom na całym świecie. Jego twórcą jest Dr. Seuss, słynny amerykański autor literatury dziecięcej. Książka „Jak Grinch ukradł święta” została już zekranizowana w 1966 roku, w postaci krótkometrażowej animacji. Dokonał tego Chuck Jones, odpowiedzialny za takie kultowe kreskówki jak „Królik Bugs”, czy „Tom i Jerry”. Następnie w 2000 roku Ron Howard wyreżyserował aktorski remake „Grinch: świąt nie będzie” z Jimem Carreyem w roli głównej, który choć zmiażdżony przez krytyków, podbił box office. Teraz kolejne pokolenie może zapoznać się z przygodami złośliwca, którego życiowym celem jest zniszczyć święta w Ktosiowie. W oryginalnej wersji językowej główny bohater przemawia głosem Benedicta Cumberbatcha, my jednak usłyszymy niezastąpionego Jarosława Boberka. Jeśli to za mało, by przyciągnąć najmłodszych, przed seansem będzie można obejrzeć krótki metraż – „Minionki uciekają”. Chyba nie sposób odmówić dziecku wycieczki do kina?

"Trzy twarze"
W Cannes mieliśmy przyjemność zobaczyć najnowszy film Jafara Panahiego pt. „Trzy twarze”. To komediodramat, w którym irański twórca odchodzi od wielu zasad swojego „niefilmu” dzięki wolności, jaką daje mu wyjazd na głęboką prowincję. Zapoznajcie się z krótką opinią Marcina Prymasa, a więcej informacji znajdziecie w recenzji filmu.

Niczym u Hitchcocka produkcja rozpoczyna się od trzęsienia ziemi, w tym przypadku amatorskiego nagrania próby samobójczej młodej dziewczyny, której rodzina uniemożliwiła zostanie aktorką. Filmik za pośrednictwem Panahiego trafia do czołowej aktorki serialowej Behnaz Jafari. W materiale zostaje wywołana jako winna tragedii przez swoją bierność i wstrząśnięta decyduje się wyruszyć z reżyserem na wyprawę w celu znalezienia autorki.Jest to niewątpliwie najambitniejszy scenariusz Panahiego od czasu wyroku, a być może w całej karierze. Artysta wychodzi z założenia, że o życiu codziennym w dawnej Persji, absurdach i dramatach temu towarzyszących on i jego krajanie opowiedzieli już wszystko kilkukrotnie,. Tym razem dostajemy coś większego. Pod płaszczykiem kolejnej opowieści o tym, że w konserwatywnym społeczeństwie ludzie też są pomysłowi, też mają swoje potrzeby, a ortodoksyjny islam w narodzie występuje tylko w propagandzie, reżyser opowiada o irańskiej kinematografii.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Wyprodukowana przez J.J. Abramsa „Operacja Overlord” przeniesie nas w czasie do lat 40. XX wieku i ukaże kulisy słynnej drugowojennej akcji z zupełnie nowej perspektywy. Jednakże film bynajmniej nie ma na celu przedstawiania z historycznym pietyzmem osławionych wojennych działań w Normandii – oddział aliantów będzie musiał się zmierzyć z nadprzyrodzonymi efektami nazistowskich eksperymentów. Początkowo „Operacja Overlord” miała stanowić część uniwersum „Cloverfield”, ale ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu i zdecydowano się na autonomiczny obraz hołdujący obrazom kina klasy B. Sądząc po zwiastunach, zapowiada się krwawa i efektowna jatka. Ale czy będzie to jakościowe kino, trzeba sprawdzić już samemu.

"Ajka"
Kazachskiego kandydata do Oscara, „Ajkę” obejrzała Anna Strupiechowska, a oto fragment recenzji, która pojawi się już wkrótce:

Dworcewoj uderza tym razem w inne tony, niż w swoim poprzednim filmie. W „Tulipanie" opowieść snuła się tęskno, leniwie wtórując pragnieniu posiadania własnego kąta na kirgiskim stepie. Tutaj widz zostaje umieszczony w szokująco surowym świecie nielegalnych imigrantów w Moskwie, a ciężka zima szalejąca wokół zsyła obóz przetrwania. Młoda dziewczyna przechodzi przez pasmo cierpień, doświadczana okrutnie przez los. Nie może znaleźć pracy, a jej życie jest w niebezpieczeństwie. Fabuła nie jest oryginalna i nasuwa skojarzenia z gorszą wersją „Rosetty" braci Dardenne. Czy wraz z pojawieniem się łez w oczach tytułowej bohaterki - tak ludzkiego odruchu - można liczyć na to, że nadzieja zagości w mało przystępnej rzeczywistości? Wszelkie okruchy dobroci odbierane są na wyrost, bo u samej protagonistki sytuacja egzystencjalna zdaje się być beznadziejna.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

Amatorzy dokumentów, będą mieli okazję zobaczyć nieformalną kontynuację słynnego „Fahrenheit 9.11”, który zapisał się do historii kinematografii chociażby Złotą Palmą z 2004 roku – do dziś jednym z najbardziej kontrowersyjnych werdyktów Canneńskiego festiwalu. „Fahrenheit 11/9″ również jest obrazem autorstwa Michaela Moore’a, tym razem prześwietlający postać prezydenta Trumpa oraz stojący za nim fenomen socjologiczny. Muszę przyznać, że od czasu ujawnienia wyników wyborów byłem pewien, że naczelny zdobywca Oscara za “Zabawy z bronią” stworzy taki film i jak widać nie potrzebował na to szczególnie dużo czasu. Pozostaje pytanie na ile jest to dopracowane dzieło, pozwalające szerzej spojrzeć na postać Donalda Trumpa, a na ile jedynie propagandówka dopasowująca fakty pod z góry upatrzoną tezę. O tym należy się przekonać samemu, co nie będzie łatwe, gdyż dystrybucja w polskich kinach jest mocno ograniczona.

„Robin Hood: Początek” to próba zainteresowania losami szlachetnego bandyty z lasów Sherwood młodszej publiki (z tego względu dystrybutor wpuszcza film tylko z dubbingiem) i otwarcia nowej franczyzy. Producenci podeszli do rebrandingu na tyle poważnie, że usunięto nawet bór, w którym zwyczajowo kryła się banda Robina z Locksley. W zamiany, gdy w starszych wersjach Nottingham było tylko miastem z górującym nad nim zamkiem, tu dodano słynne kopalnie, które są substytutem lasu. To tutaj ma dojrzewać rewolucja przeciw korupcji i cynizmowi szeryfa (ukradziony z plany „Łotra 1″ Ben Mendelsohn) zbratanego z dostojnikami kościelnymi. W ogóle ponoć dużo w filmie odniesień do współczesnej geopolityki i społecznych napięć. W imię tego krucjaty w Ziemi Świętej przypominają bardziej konflikty w Iraku czy w Afganistania, a populistyczne zabiegi przywołują rozgrywanie kryzysu migracyjnego. Póki co wśród amerykańskich krytyków film, którego gwiazdami są znany z serii Kingsman Taron Egerton, laureat Oscara Jamie Foxx oraz niesławny Grey, Jamie Dornan, zbiera bardzo negatywne recenzje. Publiczność jednak nie raz udowadniała (Venom, polskie komedie romantyczne), że procenty na Rotten Tomatoes niewiele ją obchodzą.