Na co do kina? #72 – cotygodniowy przegląd premier

Na co do kina? #72 – cotygodniowy przegląd premier

Jesienna słota zaskoczyła nas wszystkich - być może to lato trwające do października nieco nas zmyliło. Ale my czy słońce czy deszcz szukamy okazji, żeby zajrzeć do najbliższego kina. Tym bardziej, że wysyp premier zachęca do takiego szaleństwa. W multipleksach powalczą dwa amerykańskie giganty - „Halloween”, sequel i reboot w jednym, oraz „Dziewczyna w sieci pająka”, adaptacja kryminału następcy Stiega Larssona - Davida Lagercrantza. Premierą tygodnia zostaje jednak skromny dokument o życiu innego Szweda.

PREMIERA TYGODNIA: Bergman - Rok z życia

WYBIERAMY SIĘ: Halloween, The World Is Yours, Dziewczyna w sieci pająka, Siedem lat jednej nocy

INNE PREMIERY: Ocean ognia, Duch śmierci, I odpuść nam nasze długi, Mała czarownica

Premierą tygodnia po raz kolejny w tym roku został u nas dokument. Film „Bergman – rok z życia” poświęcony jednemu z najwybitniejszy twórców kina, widziała już Ola Szwarc: 

Dokument Jane Magnusson o jednym z najbardziej płodnych artystów w historii kina jest pozycją obowiązkową. Nie tylko dla fanów X muzy, którzy z pewnością nie przejdą wobec tego obojętnie, ale również dla tych ciut mniej zainteresowanych. Sam żywot Bergmana jest niezwykle interesujący z czysto psychologicznych względów. Reżyserka nie idealizuje, obnaża jego wady z zimną powagą. Jest szczera, czasem nawet do bólu. Na światło dzienne powoli wyłaniają się fakty, które powinny zostać w pieleszach czterech ścian. Jednak nawet jeśli Magnusson nie tworzy panegiryku na cześć szwedzkiego mistrza, to nie umniejsza jego znaczenia. Paradoksalnie jego dokonania nabierają większej powagi. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jakie ciastka jadł Ingmar Bergman, to zapraszamy do kina!

Ola Szwarc
Aleksandra Szwarc
Bergman - rok z życia
"Halloween"

Już za kilka dni amerykańskie dzieci ruszą przebrani po domach strasząc robieniem psikusów. Z tej okazji do kin trafia kolejny już reboot słynnej serii slasherów „Halloween”. Sprytny zabieg marketingowy, aby nowy film ignorował wszystkie dotychczasowe sequele poza oryginalnym filmem z 1978 roku opłacił się i obraz pobił rekord kasowy serii i stał się najbardziej dochodowym slasherem w historii kina (nie licząc inflacji). O dziwo, również krytycy są zadowoleni (79% na Rotten Tomatoes) i okrzyknęli film najlepszą odsłoną cyklu od czasu pierwszej części. W głównej rolach powracają ponownie Jamie Lee Curtis jako Laurie Strode i Nick Castle jako Michael Myers. Laurie przez 40 lat czekała na możliwość zemsty na zamaskowanym mordercy. Gdy jednak Myers ucieka ze szpitala psychiatrycznego sprawy obierają niespodziewany obrót. Nad filmem w roli producenta wykonawczego czuwał sam John Carpenter, a reżyserii podjął się David Gordon Green. Już zapowiedziano powstanie kolejnej części cyklu.

Do kin wchodzi też stosunkowo ciepło przyjęty francuski heist movie „The World Is Yours”, który widział już Grzegorz:

Romain Gavras znany przede wszystkim jako autor świetnych wideoklipów (m.in. “Born Free” “Bad Girls” M.I.A, czy “No Church in the Wild” Jaya Z i Kanye Westa) postanowił spróbować swoich sił w gangsterskiej komedii. Choć tytuł “The World Is Yours” budzi jednoznaczne skojarzenia z “Człowiekiem z blizną”, jego filmowi znacznie bliżej do twórczości Quentina Tarantino, czy zwłaszcza wczesnego Guya Ritchie’ego. Garvas serwuje podobny typ humoru, podobne zabiegi formalne w postaci teledyskowego montażu i wykorzystania muzyki. Jest to historia Françoisa (Karim Leklou), drobnego przestępcy, który marzy o porzuceniu dotychczasowego fachu i otworzeniu legalnej działalności w Algierii. Żeby pozyskać na to środki, planuje wykonać jedno, ostatnie zlecenie i jak to w filmach tego typu bywa, nic nie potoczy się według planu. Całość prezentuje się jak hit sprzed co najmniej dekady, ale jeśli macie słabość do “Porachunków” i “Przekrętu” z pewnością seans “The World Is Yours” nie będzie czasem straconym. Należy też docenić kapitalny drugi plan w postaci Vincenta Cassela jako fanatyka teorii spiskowych, czy Isabelle w roli apodyktycznej matki głównego bohatera.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
The World is Yours
"The World Is Yours"

Przed dekadą na całym świecie wybuchł szał związany z kryminalną trylogią Stiega Larssona. Popularny szwedzki dziennikarz śledczy o lewicowych przekonaniach wykreował zbuntowaną i naznaczoną traumą hakerkę Lisbeth Salander na popkulturowy symbol, a samobójcza nagła śmierć autora jedynie wzmocniła zainteresowanie. Sagę wskrzesił z martwych David Lagercrantz (podobno na podstawie notatek samego Larssona), a teraz Fade Alvarez wykorzystując ten materiał próbuje przypomnieć o Salander Hollywoodowi. Urugwajczyk ma już w CV nieudany remake „Martwego zła” oraz nieźle oceniane „Nie oddychaj”.  Pierwsze recenzje wskazują, że „Dziewczyna w sieci pająka” nie jest tak fatalnym filmem jak można by się spodziewać po zwiastunach, a jedynie solidnym średniakiem. 75% pozytywnych recenzji przy średniej 6,2 w serwisie Rotten Tomatoes może o tym świadczyć. My mamy wątpliwości czy w tak dobrze obsadzonym okresie to właśnie ten kryminał powinien być pierwszym kinowym wyborem.

Wypływając na szerokie wody, amerykański okręt „Arkansas” namierza zatopioną łódź podwodną. Jednym z rozbitków jest kapitan Sergeia Andropov (jedna z ostatnich ról Michaela Nyqvist), który wraz z kapitanem Joe Glassem (Gerard Butler) i jednostką Navy Seals wyruszą na ratunek porwanemu rosyjskiemu prezydentowi. Czy uda się im przemknąć niepostrzeżenie przez terytorium nieprzyjaciela, nie doprowadzając do wybuchu Trzeciej Wojny Światowej? Z Białego Domu będzie ich wspierać grono doradców na czele z szefem Sił Zbrojnych USA, Charlesem Donneganem (Gary Oldman). Krążą pogłoski, że adaptacja nie wykorzystuje potencjału jaki daje powieść „Firing Point” licząca jakieś 700 stron. Ocean ognia” mieści się w kategorii mało wymagającego od widza kina akcji, w sam raz, aby rozerwać się po ciężkim tygodniu. Lepiej nie nastawiać się na zaskakującą historię z ciekawą fabułą, ale dla fanów „Karmazynowego przypływu” i „Polowania na Czerwony Październik” tytuł będzie stanowić łakomy kąsek.

"I odpuść nam nasze długi"

Najnowszy film Netflixa, będący drugim w historii serwisu mającym premierę w polskich kinach – I odpuść nam nasze długi”, podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego widział Marcin Grudziąż. Niestety film okazał się sporym rozczarowaniem, o czym napisał w swojej recenzji, którą możęcie przeczytać tutaj:

Morabiato pokazuje nam, że pieniądze zmieniają człowieka na gorsze, a praca komornika wymaga bycia bezdusznym i bezwzględnym potworem, z finezją godną słonia w składzie porcelany lub samego Paolo Genovese. Do głowy widzów raz po raz wtłaczane są górnolotne wnioski o kondycji społeczeństwa, którym rządzi pieniądz. Niestety nie jest to największa wada filmu. Drażnią absurdalnie głośne i nachalne wstawki muzyczne, znane chociażby z „The Place” i „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Irytują wyjątkowo słabo zbudowane postaci, o których w trakcie filmu nie dowiadujemy się praktycznie nic.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
I odpuść nam nasze długi

Wistech Media nie zawodzi, tym razem z okazji Halloween odkopuje film sprzed dwóch lat. Duch śmierci” w reżyserii Stevena DeGennaro być może przyciągnie do kin fanów krwawych jatek, bo może poszczycić się kategorią R. Twórca filmu po raz pierwszy stanął za kamerą, do tej pory zajmował się udźwiękowieniem horrorów. Czy to oznacza, że straszyć będzie głównie jumpscare’ami? Czy może historia kręcenia pierwszego horroru w 3D z wykorzystaniem techniki found footage zaskoczy czymś więcej? Być może fakt, że film pokazywano dotąd jedynie na festiwalach grozy, świadczy o tym, że jego treść jest unikatowa, a amerykańscy dystrybutorzy nie znają się na swojej robocie.

Jeżeli w kinach pojawiają się ciekawe azjatyckie produkcje, które nie mają szansy na dobrą sprzedaż, znaczy to, że dystrybuuje je MayFly. Tym samym, aby zobaczyć je na dużym ekranie musicie się pospieszyć, gdyż najprawdopodobniej będą mieć około trzech pokazów. Siedem lat jednej nocy” to koreański thriller opowiadający historię ojca mściciela wyruszającego odnaleźć mordercę po tym, jak ciało jego córki zostaje odnalezione w pobliskim jeziorze. Motyw ojców przejmujących rolę organów ścigania często pojawia się w tamtejszej kinematografii, czego przykładem może być  „Oldboy” z trylogii zemsty Park Chan-wooka czy „Lament” Na Hong-jina. Jeżeli chodzi o opinie, to wskazują one raczej na średnią produkcję: ocena na IMDb to 5,8, a recenzenci narzekają na niejasną fabułę i nazbyt pomieszaną chronologię. Jednak tych, których te słowa nie odstręczają, a wręcz zachęcą, zapraszamy od dzisiaj do kin.

"Siedem lat jednej nocy"

Młodzi widzowie kochają magiczne opowieści, a te o czarodziejkach cieszą się niesłabnącą popularnością. Czy dzisiejsze dzieci będą jeszcze w stanie polubić prostolinijną, staromodną i zanurzoną w europejskim folklorze adaptację klasycznej książki sprzed półwiecza? „Mała czarownica”, niemiecko-szwajcarska ekranizacja wydanej także w Polsce powieści Ottfrieda Preußlera (która doczekała się już co najmniej pięciu adaptacji), to opowieść o posługującej się magią dziewczynie i jej staraniach, by razem ze starszymi koleżankami wziąć udział w uroczystych obchodach Nocy Walpurgi. Film jest dziełem Szwajcara Michaela Schaerera, pracującego raczej jako montażysta („Heidi”, 2015), lecz odpowiedzialnego także za reżyserię nagrodzonego na festiwalu w Zurychu dramatu „Mali bohaterowie” (2010). Niemieccy krytycy chwalą produkcję za ciekawe pomysły realizatorskie (scena Nocy Walpurgi) i celny humor oraz kreację Karoline Herfurth (kojarzonej z „Pachnidła. Historii mordercy”, „Vincent chce nad morze” i serii „Szkolna imprezka”). Uwagę może przykuć strona wizualno-techniczna – mówiący głosem Axela Prahla animatroniczny kruk Abraksas, zaskakująco różnorodne postacie wiedźm czy urocza, kolorowa scenografia. Jednak nie da się ukryć, że konkurencja w kategorii filmów o małych czarodziejkach jest ogromna. Można na pewno pochwalić konsekwencję Vivarto we wprowadzaniu na ekrany kin takich „niedzisiejszych” produkcji dla młodszej widowni.