Na co do kina? Cotygodniowy przegląd premier #45

Na co do kina? Cotygodniowy przegląd premier #45

Dystrybutorzy wyczekując już majówki (czytaj: martwego sezonu) nie wpuszczają wielkich tytułów, więc zadbają w tym tygodniu o widza festiwalowego. Fani Wesa Andersona zaklasną w dłonie, bo autor “Genialnego klanu” powraca z animacją wykonaną metodą poklatkową. Dla poszukiwaczy egzotycznych doznań na rodzimych ekranach filmy z Zambii, Iranu czy Korei. Ciekawie też wygląda kolejna porcja polskich krótkich metraży. Jedno jest pewne, w kinach nie będzie nudy.

PREMIERA TYGODNIA: Wyspa psów

WYBIERAMY SIĘ: Uczciwy człowiek, Nie jestem czarownicą, Najlepsze polskie 30' vol. 2, Pętla, Raz się żyje, Dziewczyna we mgle

INNE PREMIERY: Prawda czy wyzwanie, Złe psy, Wielka wyprawa Oskara, Tam, gdzie mieszka Bóg

Naszą premierą tygodnia zostało nowe dzieło Wesa Andersona. „Wyspa psów” to druga animacja poklatkowa tego niebanalnego amerykańskiego reżysera. Akcja filmu rozgrywa się w Japonii w niedalekiej przyszłości, gdy władze postanawiają zapobiec epidemii psiej grypy, wywożąc czworonogi na nieprzystępną wyspę. Pewnego dnia ląduje na niej dwunastoletni chłopiec pragnący odnaleźć swojego pupila. Staje się to początkiem niezwykłych przygód. Kino Wesa Andersona jest niewątpliwie oryginalne formalnie i wizualnie, a specyficzna wrażliwość autora kształtuje wiele elementów jego dzieł – poczynając od perfekcyjnie dopracowanej scenografii i przemyślanej struktury scenariusza, po zdecydowane prowadzenie aktorów i dobór muzyki. Jednocześnie nie jest to kino hermetyczne, a przygodę z dokonaniami Amerykanina można rozpocząć także od jego najnowszego dzieła, które zdobyło już Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie i nagrodę na festiwalu South by Southwest (więcej wyróżnień zapewne nadejdzie). Wes Anderson także w Polsce zyskał sobie wierne i liczne grono fanów. Czy „Wyspa psów” spełnia ich oczekiwania, dowiecie się z recenzji, którą można przeczytać TUTAJ.

Nie jestem czarownicą
"Nie jestem czarownicą"

Kolejna ciekawa propozycja to filmowa podróż do Afryki. Dystrybuowana przez Stowarzyszenie Nowe Horyzonty brytyjsko-francusko-niemiecka produkcja „Nie jestem czarownicą” to pełnometrażowy debiut wychowanej w Walii Zambijki, Rungano Nyoni. Ta młoda absolwentka aktorstwa ma już na swoim koncie kilka filmów krótkometrażowych, w tym „The List” (2009), wyróżniony w Austin „Mwansa Wspaniały” (2011) czy „Kuuntele” (2014, reżyseria z Hamym Ramezanem), doceniony m.in. w Edmonton, Hongkongu, Lille, Cork i Nowym Jorku. Jako scenarzystka miała też swój udział w powstaniu krótkometrażowej „Masy ludzkiej” Gabriela Gaucheta. „Nie jestem czarownicą” jest drugim filmem Nyoni, tak otwarcie dotykającym tematyki afrykańskiej. Śledzimy w nim losy Shuli, ośmioletniej dziewczynki, której życie wkracza na nowy tor, gdy sąsiedzi oskarżają ją o czary. Wygnana z wioski, zostaje umieszczona w specjalnej osadzie czarownic i musi odnaleźć się w zupełnie obcym środowisku. Film odniósł międzynarodowy sukces festiwalowy. Brytyjskie BAFTA i BIFA to obok prezentacji w canneńskiej sekcji Quinzaine des Réalisateurs oraz wyróżnień w Adelajdzie, Mumbaju i Sztokholmie najważniejsze nagrody dla „Nie jestem czarownicą”. W Polsce przedpremierowy pokaz filmu odbył się na festiwalu Afrykamera w warszawskiej Kinotece, gdzie widział go nasz redaktor. Recenzję można przeczytać TUTAJ.

Jedną z bardziej interesujących premier tego tygodnia jest „Uczciwy człowiek”, zwycięzca sekcji Un Certain Regard na zeszłorocznym festiwalu w Cannes. W Polsce pokazywano film na Nowych Horyzontach, gdzie widział go Krystian Prusak:

Głównym bohaterem najnowszego obrazu Mohammada Rasoulofa jest Reza, niegdyś studiujący w Teheranie a obecnie po przenosinach na prowincję próbujący zajmować się farmą z hodowlą ryb. Wraz z żoną Hadis, dyrektorką pobliskiej szkoły, wychowują 10-letniego syna. Jako osobie z zewnątrz, Rezie trudno jest zaaklimatyzować się w nowym miejscu i zaakceptować reguły nim rządzące. Wiejskie irańskie społeczeństwo jest tutaj przeżarte korupcją i owładnięte siecią układów. Nie godząc się na zastany system Reza naraża się pewnej korporacji, co ściąga na niego i jego rodzinę szereg problemów i represji. Rasoulof umiejętnie pokazuje świat niczym z kart książek Kafki i umiejscawia w nim wiarygodnych i interesujących bohaterów. Mimo tego, że film kręcony był potajemnie w obawie przed władzami Iranu, to realizacja stoi tutaj na wysokim poziomie. Kino irańskie nie zwykło mnie zawodzić, tak też było i tym razem.

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Uczciwy człowiek
"Uczciwy człowiek"

„Pętla” to tajemniczy i ckliwy dramat, film akcji i kino zemsty w jednym. Swoją opinią na temat koreańskiej perełki w dystrybucji MayFly dzieli się Anna Strupiechowska.

Światowej sławy chirurg utknął w pętli czasowej, w której każdego dnia przeżywa tragedię osobistą na nowo. Okazuje się, że nie jest w tym osamotniony. To tylko pozory, że razem będzie im łatwiej znaleźć rozwiązanie. Nic tu nie dzieje się bez przyczyny, a nieoczekiwane zwroty akcji zaskakują. Retrospekcje pojawiają się dość niekontrolowanie, więc trzeba mieć się na baczności, by nadążyć za fabułą. Dynamiczny rozwój wypadków (czyt. mętlik) pomoże śledzić możliwość przejmowania towarzyszących postaciom uczuć, kiedy te powoli uświadamiają sobie swoje błędy. Piekło będzie trwać do momentu, aż zapłata za grzechy stanie się osiągalna, jedynie wraz z uzyskaniem przebaczenia. Przynajmniej do połowy intryga jest niejasna, ale ostatecznie wszystkie elementy współbrzmiewają ze sobą zręcznie. Jedynie motyw transferu tożsamości po śmierci wypada odrobinę naiwnie, ale przejmująca wymowa zdaje egzamin. „Pętla" sprawdza się jako interesująca alternatywa dla amerykańskich odpowiedników, takich jak „Kod nieśmiertelności", „Na skraju jutra", czy „Dzień świstaka".

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

M2 wraz z „Najlepsze polskie 30′ vol. 2″ kontynuuje swoją chlubną akcję wysyłania do kin w całej Polsce krajowych krótkometrażówek. Podobnie jak w pierwszej „paczce” otrzymujemy jeden bardzo znany i nagradzany na całym świecie tytuł (wtedy to były cudowne „Najpiękniejsze fajerwerki ever” Aleksandry Trepińskiej, teraz niemniej udane „Więzi” Zofii Kowalewskiej) w towarzystwie kilku mniejszych produkcji, o których szersza publika jeszcze nie miała okazji usłyszeć. W „Ja i mój tata” Aleksander Pietrzak, twórca jednej z najgłośniejszych krajowy etiud ostatniej dekady – filmu „Mocna kawa wcale nie jest taka zła”, powraca do eksplorowania relacji na linii ojciec – syn. Tym razem pretekstem staje się postępująca demencja i Alzhaimer, które całkowicie zmieniają relację dwóch mężczyzn. Całość stanowi rzadki przypadek amerykańskiej w duchu „komedii hipserskiej” znad Wisły, często będąc przyrównywaną do twórczości Mike’a Millsa, uwagę zwraca także rewelacyjna obsada z Krzysztofem Kowalewskim i Łukaszem Simlatem w tytułowych rolach. Podobną tematykę porusza zwycięzca konkusu filmów krótkometrażowych na Warszawskim Festiwalu Filmowym w 2016 roku „Baraż”. Tu i bohaterowie są znacznie młodsi i uroki prowincji zmieniły się w obdrapane podwarszawskie osiedla, brakuje także znanych nazwisk. Jest jednak znacznie więcej autentyczności. Także język piłki nożnej to coś absolutnie uniwersalnego. Poza ojcami i synami, na świecie występują także matki z córkami. Właśnie one stają się bohaterkami najgorzej ocenianego i jedynego nie dzierżącego worków pełnych statuetek szorta – „Nazywam się Julita”. Podobnie jak w zeszłorocznym, wyświetlanym w Cannes „Końcu widzenia”, tu również przenosimy się do więzienia, gdzie wyrok dożywocia odsiaduje morderczyni Danuta (Aleksandra Konieczna). Kobieta ustawicznie odmawia kontaktu ze swoją trzydziestoletnią córką Julitą. Nie wie jednak że ta druga jest w stanie zrobić wszystko dla spotkania licząc, że konfrontacja pomoże jej zrozumieć wydarzenia sprzed jedenastu lat.

Najlepsze polskie 30' vol. 2
"Najlepsze polskie krótkie metraże" vol 2

Donato Carrisi wydaje się być prawdziwym człowiekiem renesansu, bowiem najpierw napisał książkę pod tytułem „Dziewczyna we mgle”, a następnie scenariusz na jej podstawie oraz zajął się reżyserią filmu. W ten weekend mamy okazję przekonać się o skutkach jego artystycznych poczynań. Główny bohater thrillera – agent specjalny Vogel (w tej roli Toni Servillo znany z m.in. „Wielkiego piękna”) – ma za zadanie rozwiązać małomiasteczkową kryminalną zagadkę. Zaginęła szesnastolatka, a mieszkańcy nie potrafią zaakceptować, że przestępcą może być ktoś z nich. Agent jako główne narzędzie do pracy przy tej sprawie wybiera media. Decyduje się na publiczne oskarżenia i emocjonujące polowanie na czarownice. Na ekranie będziemy mogli zobaczyć też Jeana Reno (znanego z roli Leona w słynnym filmie Luca Bessona) czy Enzo Molinariego („Wielki błękit”). Obsada wydaje się wyśmienita, natomiast reżyser to wielka niewiadoma. W najbliższy weekend okaże się czy warta kredytu zaufania.

W nieco lżejszy nastrój wprowadzi nas „Raz się żyje” wyprodukowane przez Amazon Studios. To historia Harolda (w tej roli nominowany do Złotego Globu za rolę w „Selmie David Oyelowo), który po latach pracy dla korporacji farmaceutycznej dowiaduje się, że ma zostać zwolniony. W przypływie odwagi stawia wszystko na szali i podczas delegacji do Meksyku zamierza ugrać deal życia z bossem kartelu narkotykowego. Będzie to początkiem szalonego pościgu i komedii pomyłek. W brawurowej roli niepohamowanej szefowej firmy zobaczymy Charlize Theron. Gwiazdorską obsadę uzupełniają: Joel Edgerton, Amanda Seyfried, Thandie Newton i Sharlto Copley. W epizodzie pojawia się nawet córka Michaela Jackson, Paris. Na stołku reżyserskim Australijczyk Nash Edgerton (brat Joela, sam często grywa w filmach), czyli ceniony twórca krótkich metraży („Niedźwiedź”, „The Square”, „Pająk”) i teledysków (m.in. dla Boba Dylana). Za oprawę wizualną odpowiada laureat Brązowej Żaby Eduard Grau („Pogrzebany”, „Samotny mężczyzna”). Zagraniczne recenzje są mieszane (Metacritic 46%), ale tak uznane marki jak RogerEbert.com, Empire czy Vulture odebrały film bardzo pozytywnie. Fani trylogii „Kac Vegas” powinni być usatysfakcjonowani.

Raz się żyje
"Raz się żyje"

W styczniu informowaliśmy was o premierze „Escape Room”. Był to horror wykorzystujący motyw popularnej zabawy w pokojach pułapkach. W kwietniu do naszych kin zawita tymczasem adaptacja gry towarzyskiej „Prawda czy wyzwanie”. Oczywiście w wersji ekstremalnej- kłamstwo lub niewykonanie zadania oznacza dla bohaterów przykre konsekwencje. Wszystko z powodu klątwy, rozprzestrzeniającej się za sprawą pozornie niewinnej zabawy. Film miał już swoją premierę w Stanach, gdzie spotkał się z niepochlebnymi opiniami. Zasadniczo powtarzającymi się wadami jest… zupełny brak zalet. Jak można wyczytać choćby w recenzji Owena Gleibermana z Variety: brak tutaj autentycznej grozy, ale jako kampowa zabawa ten film też się nie sprawdza. Lepszym wyborem jest chyba czekanie na horror z Monopoly w roli głównej. Może wtedy się uda.

Kolejną propozycją dla zwolenników kina gatunkowego zza atlantyku jest thriller „Złe psy”. Karl Urban wciela się w nim w rolę policjanta, wrobionego w zbrodnie, której nigdy nie popełnił. Wyjście z więzienia daje mu szansę na odkupienie win oraz zemstę. Droga do niej nie jest jednak prosta i wiedzie przez liczne pościgi i strzelaniny. Możemy być pewni, że na ekranie nie zabraknie żadnego z elementów charakterystycznych dla tzw. męskiego kina, zwłaszcza, że bohaterowi towarzyszy seksowna Sofia Vargara. Za kamerą stanął Robert Moresco, którego największym dotychczasowym osiągnięciem był oscarowy scenariusz „Miasta Gniewu”, które zdaniem Amerykańskiej Akademii Sztuki Filmowej było najlepszym filmem 2006 roku.

Wielka wyprawa Oskara
"Wielka wyprawa Oskara"

Szturm skandynawskiego kina familijnego na nadwiślański kraj trwa w najlepsze. Między kolejnymi częściami trylogii o Traktorku Florku trafia do nas „Wielka wyprawa Oskara”. Film ten, to historia chłopca, pozostawionego pod opieką dziadka, na czas gdy jego matka będzie szukała pracy w Ameryce. W tym czasie chłopiec przeżywa trudności z adaptacją w nowym otoczeniu, a także zaprzyjaźnia się z uchodzącym za miejscowego dziwaka Levim. Mężczyzna opowiada mu o swoim dziadku, który małą drewnianą łódką przepłynął Atlantyk, historia ta inspiruje Oskara, który aby znów zobaczyć mamę jest gotów zrobić to samo.

„Tam, gdzie mieszka Bóg”, to argentyńska produkcja na świecie znana jako „Beyond the Sun”. Reklamowana jest u nas papieżem Franciszkiem na plakacie i tytułem z miejsca sugerującym z jakiego rodzaju dziełem mamy do czynienia. To pierwszy film, w którym obecna głowa Kościoła zdecydowała się wziąć udział. Nawet jeśli to jedynie krótki epizod, stanowi kolejną cegiełkę do konsekwentnie budowanego wizerunku papieża jako człowieka otwartego na sprawy maluczkich. Opis fabuły zwiastuje kino młodzieżowe kino przygodowe z oryginalnym punktem wyjścia. Andrew ucieka z domu i wybiera się z przyjaciółmi w góry aby odnaleźć tam Sanktuarium Jezusa. Z materiałów promocyjnych wynika, że ta produkcja zamiast do kin, spokojnie mogłaby trafić do niedzielnej popołudniowej ramówki TVP, jako idealny seans do rosołu po powrocie z mszy.