Na co do kina? #104 Cotygodniowy przegląd premier

Na co do kina? #104 Cotygodniowy przegląd premier

Wakacyjna aura nie tylko za oknem, ale też w repertuarach kin. Świadczą o tym choćby dwa blockbustery - jeden wieńczący wieloletnie przygody podopiecznych Profesora X, drugi będący biograficzną opowieścią o słynnym muzyku w estetyce Kena Russella. W klimatyzowanych salkach znajdziecie jednak też nieco mniej bombastyczne propozycje, takie jak sundance'owy dramat o zakazanej miłości czy oparta na faktach historia o mrokach NRD. Na co się wybierzecie?

PREMIERA TYGODNIA

KRÓLOWA KIER

Tytuł oryginalny : Dronningen
Rok: 2019
Gatunek: dramat
Kraj produkcji: Dania / Szwecja
Reżyser: May el-Toukhy
Występują: Trine Dyrholm, Gustav Lindh, Magnus Krepper i inni
Dystrybucja: Gutek Film

JUŻ WIDZIELIŚMY

Premierą, na którą najbardziej czekamy w tym tygodniu, została „Królowa kier” duńskiej reżyserki May el-Toukhy. Jest to dramat opowiadający historię rodziny, której spokojnie i szanowne życie zostaje zakłócone przez przyjazd do domu syna Petera z poprzedniego małżeństwa – Gustava. Tak rozpocznie się subtelnie napisana historia pełna niewypowiedzianych słów oraz gry pozorów, niestroniąca jednocześnie od wulgarnego realizmu. Wiele osób pisze o tym filmie jako o głosie dotyczącym ruchu społecznego #metoo i z pewnością mają rację. Myślę jednak, że głos ten nie jest na tyle przełomowy, by stanowił o całkowitej wartości dzieła. Film ma do zaoferowania widzowi, poza podstawowym wątkiem fabularnym, dużo miejsca do własnej interpretacji, analizy psychologicznej i nade wszystko niezwykle poetycki klimat.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż

MILCZĄCA REWOLUCJA

Tytuł oryginalny: Das schweigende Klassenzimmer
Gatunek: dramat
Kraj produkcji: Niemcy
Reżyser: Lars Kraume
Występują: Leonard Scheicher, Tom Gramenz, Lena Klenke i inni
Dystrybucja: Aurora Films

JUŻ WIDZIELIŚMY

Nowy film twórcy filmu „Fritz Bauer kontra państwo” opowiada o grupie maturzystów z NRD, którzy w 1956 roku, dowiedziawszy się o zamieszkach na Węgrzech, postanawiają spontanicznie odbyć minutę ciszy na lekcji. Niestety doprowadzi to do poważnych konsekwencji. „Milcząca rewolucja” pokazuje autentyczne wydarzenia, nie jest jednak suchym, faktograficznym filmem politycznym. Jego siłą są żywe emocje i skupienie się na bohaterach, ich solidarności i trudnych wyborach, przed jakimi stają. Mimo skromnej, chwilami wręcz telewizyjnej formy, zdecydowanie nie będzie to zmarnowany czas na seans.

Krystian Prusak
Krystian Prusak

ROCKETMAN

Tytuł oryginalny : Rocketman
Rok: 2019
Gatunek: dramat biograficzny, muzyczny
Kraj produkcji: Wielka Brytania / USA
Reżyser: Dexter Fletcher
Występują: Taron Egerton, Jamie Bell, Richard Madden i inni
Dystrybucja: United International Pictures

JUŻ WIDZIELIŚMY

Lot „Rocketmana” uznaję za udany. Zamiast budowania kolejnego pomnika dostajemy portret żywego człowieka, którego rozterki potrafimy zrozumieć, bo są w gruncie rzeczy wspólne dla wielu z nas. Po seansie chyba nikt nie zechce być Eltonem. To, co zostało w mojej pamięci po wyjściu z kina, to przede wszystkim zaskakujące i przytłaczające odczucie samotności bohatera oraz jego tęsknota za zwyczajną, prostą czułością. Przy tym Elton nie jest tekturową, tragiczną figurą, a wiarygodnym człowiekiem uwikłanym w splot okoliczności, na które nie zawsze ma wpływ. Scenarzysta widzi w nim kogoś więcej niż ikonę popkultury: spostrzega ludzkie upadki, słabości i zmagania, dostrzegając, że budowa scenicznego wizerunku jest próbą rekompensaty za cierpienie, drogą ucieczki od kompleksów, a rozwiązanie leży także w samym bohaterze. By odnaleźć życiowy spokój, musi on zaakceptować to, kim jest. Film operuje wieloma takimi frazesami, szczególnie w warstwie inscenizacyjnej, ocierając się miejscami o tandetę. Jednak kompetentna reżyseria i scenariusz organizujący kluczowe kwestie w przystępnej formie sprawiają, że „Rocketmana” mogą polubić zarówno osoby zupełnie „zielone”, jak i eltonomaniacy siedzący w temacie. Cieszy, że twórcy nie boją się dotykać tematu seksualności czy flirtować z formą musicalu. Irytuje natomiast bezpieczna dramaturgia (jej ofiarą zbyt często padają fakty, mieszane i poddawane mitologizacji), choć Lee Hall trafnie odczytuje emocje i biograficzne aluzje zawarte w tekstach Taupina i muzyce Johna. Taron Egerton jest wyśmienity: wybija się ponad uważne kopiowanie scenicznej maniery pierwowzoru, z równym wyczuciem oddaje pozę pewnej siebie supergwiazdy, jak i obawy kruchego, zakompleksionego chłopaka. „Rocketman” ma sporo wad, ale uwodzi mariażem hollywoodzkiego rozmachu i intymnej perspektywy, łącząc poetykę oczywistości mainstreamowego widowiska z teatralną wnikliwością.

Wojciech Koczułap
Wojciech Koczułap

X-MEN: MROCZNA PHOENIX

Tytuł oryginalny: Dark Phoenix
Rok: 2019
Gatunek: superbohaterski, science-fiction, akcja
Kraj produkcji: USA
Reżyser: Simon Kinberg
Występują: Sophie Turner, James McAvoy, Michael Fassbender i inni
Dystrybucja: Imperial CinePix

To prawdopodobnie ostatnie tchnienie podupadającego świata X-Menów pod skrzydłami Foxa. Za chwilę Mutanci zasilą zastępy armii Myszki Mickey, wchodząc w skład disneyowskiego imperium. Swoiste epitafium powstało pod batutą debiutującego za kamerą Simona Kinberga, doświadczonego w zabijaniu potencjału superbohaterów scenariuszami do takich filmów jak „X-Men: Ostatni bastion”, „Fantastyczna Czwórka”, czy „X-Men: Apocalypse”, którego wchodząca właśnie na ekrany „X-Men: Mroczna Phoenix” jest bezpośrednią kontynuacją. Za podstawę posłużyła jedna z najważniejszych historii nie tylko w dziejach Mutantów, ale także komiksu superbohaterskiego, czyli „Dark Phoenix Saga”. Czyżby twórcy porwali się z motyką na słońce?


OCZEKIWANIA:

  • rozrywka w typie guilty pleasure,
  • być może sprawdzi się jako rasowy popcorniak w oderwaniu od oczekiwań fanów oryginału,
  • Sophie Turner w głównej roli ma szansę osłodzić łzy fanów po finale „Gry o tron”,
  • James McAvoy i Jessica Chastain zazwyczaj nie zawodzą.

OBAWY:

  • niedoświadczony reżyser,
  • zmarnowanie potencjału kultowej historii, z której według doniesień pozostało niewiele,
  • średnia pozytywnych recenzji krytyków na Rotten Tomatoes wynosi aktualnie 22%.

PENELOPA

Tytuł oryginalny: Penélope
Rok: 2017
Gatunek: dokumentalny
Kraj produkcji: Hiszpania / Polska
Reżyser: Eva Vila
Występują: Carme Tarté Vilardell, Ramon Clotet Sala i inni
Dystrybucja: Żółty Szalik

„Dawno, dawno temu…” – tak zaczynają się bajki. Tak również dystrybutor postanowił rozpocząć opis filmu dokumentalnego, który wchodzi w tym tygodniu na nasze ekrany. Wrażenie „bajkowości” potęguje jeszcze dodatkowo polski plakat filmu, na którym widzimy twarz starca z długą, siwą brodą, trzymającego lampę naftową. Nie jest to jednak żaden czarodziej, ale Ramon, jeden z dwójki bohaterów filmu. Nie było go całe dziesięciolecia i oto powraca do rodzinnego miasta, z nadzieją na odnalezienie czegoś utraconego. Tytuł filmu odnosi się jednak do innej osoby i do innej bajki. Tytułową Penelopą jest Carmen, blisko stuletnia krawcowa, która swego czasu szyła ubrania dla całej wioski. To ta, która czeka – sama już chyba nie wie do końca na co. Czy spotkanie z powracającym Ulissesem będzie spełnieniem ich pragnień? Film jest koprodukcją hiszpańsko-polską. Jego reżyserką jest Eva Vila, autorka „Bajarí Barcelona”, dobrze przyjętego dokumentu muzycznego z 2012 roku.

OCZEKIWANIA:

  • Nastrojowy zwiastun filmu zapowiada powolne i poetyckie kino o starych ludziach, co w filmie dokumentalnym może dać interesujące efekty.
  • Życzliwe przyjęcie na festiwalach i przez krytyków wzbudza nadzieję, że seans nie będzie czasem straconym.
OBAWY:

  • Może to być jeden z tych filmów, o których zapominamy niedługo po wyjściu z kina.
  • Czy twórcom udało się udźwignąć tematy oczekiwania, samotności, starości i wspomnień w sposób, który nie będzie zbyt nużący dla widza?

INNE PREMIERY

Kronikarski obowiązek nakazuje przypomnieć jeszcze o dwóch innych premierach, z którymi nie wiążemy wielkich nadziei. O ile „Jestem William”, czyli duńska komedia familijna opowiadająca historię sprytnego chłopca, który pomaga wujkowi poradzić sobie z kłopotliwym długiem u gangsterów, ma potencjał zainteresować najmłodszych widzów, to „Catalina” prawdopodobnie nie zadowoli nikogo. Jest to bowiem niezależne kino europejskie w wyjątkowo przeciętnym wydaniu i jedna z najbardziej negatywnych niespodzianek Warszawskiego Festiwalu Filmowego 2017. Nie bez przyczyny ten film współprodukowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i posiadający w obsadzie Andrzeja Chyrę trafia do kin niemal dwa lata po swojej festiwalowej premierze.

JESTEM WILLIAM

Tytuł oryginalny: Jeg er William
Rok: 2017
Gatunek: familijny
Kraj produkcji: Dania
Reżyser: Jonas Elmer
Występują: Alexander Magnússon, Rasmus Bjerg, Stinne Henriksen i inni
Dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
CATALINA

Tytuł oryginalny: Catalina
Rok: 2017
Gatunek: dramat
Kraj produkcji: Bośnia i Hercegowina / Chorwacja / Polska
Reżyser: Denijal Hasanović
Występują: Andrea Otalvaro, Lana Barić, Andrzej Chyra i inni
Dystrybucja: Holly Pictures

CO NA VOD?

DEADWOOD

Tytuł oryginalny: Deadwood: The Movie
Rok: 2019
Gatunek: western, dramat
Kraj produkcji: USA
Reżyser: Daniel Minahan
Występują: Timothy Olyphant, Ian McShane, Paula Malcomson i inni
Dystrybucja: HBO GO

Trzynaście lat po przedwczesnym skasowaniu jedna z najlepszych i najbardziej niedocenianych produkcji stacji HBO w końcu doczekała się godnego zakończenia. Poprzez medium tymczasowej outsiderki, Calamity Jane (Robin Weigert), na nowo wkraczamy do miasta bezprawia po dekadzie zmian, triumfie drapieżnego kapitalizmu, którego symbolem staje się demoniczny George Hearst (Gerald McRaney). Postać wulgarnej cowgirl jest tu dla nas pewnym constansem, stałym punktem odniesienia, dzięki któremu rozjaśnia się nam, jak wiele się zmieniło w życiu pokochanych przez nas bohaterów. Potem sytuacja rozwija się niczym w każdym dobrym odcinku „Deadwood” — następuje kryzys, a bohaterowie o skrajnie różnych poglądach i temperamentach muszą się nauczyć współpracować, jak przystało na cywilizowanych ludzi, by go zażegnać. Równoległe z pełną napięcia intrygą przychodzi czas na nostalgiczne powroty, długo oczekiwane, sentymentalne pożegnania z bohaterami i wątkami, które brutalnie urwano na koniec trzeciego sezonu. Wszystko pozostaje w duchu serialu — wśród krwi, błota, łajna i przeintelektualizowanego rzucania mięsem znajduje się miejsce na człowieczeństwo, empatię, wiarę w ludzką dobroć, instytucję rodziny i, choćby międzypokoleniowe, zmiany. Nie da się ukryć, że jest to rzecz wyłącznie dla fanów (choć w samej fabule nietrudno się połapać dzięki, trochę nadużywanym, retrospekcjom), ale to powinno być także ostateczną zachętą do nadrobienia braków dla „nienawróconych” — teraz nie macie wymówek, obejrzyjcie całe „Deadwood”!

dawid smyk
Dawid Smyk