Skóra, w której żyję – recenzja filmu „Deerskin”

Skóra, w której żyję – recenzja filmu „Deerskin”

Do jakich czynów zdolny jest człowiek, kiedy kogoś naprawdę kocha? Ile gotów poświęcić dla miłości? Kiedy targa nami namiętność odpowiedź jest prosta – wszystko, a nawet jeszcze więcej. Opętańcze pożądanie sprawia, że wszelkie hamulce puszczają, a my niczym postaci z dzieł lorda Byrona, opętani szaleństwem, gotowi jesteśmy zgładzić każdego, kto spróbuje zagrodzić nam drogę do serca ukochanej osoby. Z wyeksploatowanego do granic motywu przewijającego się praktycznie od początków istnienia kina, coraz to śmielsi twórcy próbują sklecić coś oryginalnego. Sztuka ta udaje się jednak nielicznym, ponieważ nie każdy posiada taki talent do kreatywnej dekonstrukcji, jak Quentin Dupieux.

Deerskin to opowieść o losach Georgesa (Jean Dujardin), pragnącego zakończyć związek z długoletnią partnerką. Znudzony rutyną mężczyzna wrzuca ją do sedesu, po czym wyrusza w świat w celu znalezienia nowego obiektu swoich uczuć. Tej jedynej, którą będzie kochał i wielbił dopóki śmierć ich nie rozłączy. Po bezowocnych poszukiwaniach trafia w końcu do domu pewnego samotnego człowieka, który jak się okazuje posiada to, czego pragnie nasz bohater. Sprzedaje ją za niemałe pieniądze dorzucając gratis kamerę wideo. Przeszczęśliwy Georges zabiera kochankę do motelu, by tam skonsumować transakcję. Niestety, z pozoru cicha, spokojna i ułożona ukochana, bardzo szybko zaczyna ujawniać swoją gruboskórność, zaborczość oraz toksyczną naturę.

Ci, którzy widzieli Deerskin albo cokolwiek o nim czytali wiedzą, że mowa tu nie o kobietach, ale o… uwaga… kurtkach. Ten recenzencki twist nie powinien również dziwić fanów wcześniejszych filmów reżysera, który nie mógł otrzymać od rodziców lepszego imienia. Quentin Dupieux podobnie jak swój najbardziej znany imiennik, czerpie bowiem garściami z kinowych gatunków, doskonale się przy tym bawiąc. Twórca niczym popularny w latach 80. serialowy MacGyver, który potrafił ze scyzoryka i deski do prasowania zbudować samolot, robi swoje filmy ze scenariuszowych odpadów. Slasher, w którym zabójcą jest koło od samochodu (Mordercza opona) czy cronenbergowsko–lynchowska wersja Synekdochy, Nowy Jork, gdzie główny bohater szuka najlepszego krzyku w historii kina (Reality), są na to doskonałymi przykładami

Deerskin to w zasadzie połączenie tych dwóch produkcji. Z jednej strony mamy tu bowiem metakomentarz reżysera, który kręci film o reżyserze kręcącym film, z drugiej zaś pierwszoplanowego bohatera będącego spersonifikowanym przedmiotem w postaci kurtki ze skóry daniela. To właśnie przy jej pomocy stopniowo podkręca poziom absurdu. Rekwizyt, stanowiący z początku jedynie fetysz, który Georges z uwielbieniem filmuje, z czasem zamienia się w żywą istotę popychającą go do zbrodni. Manipulantkę godną samej Lady Makbet, owładniętą zazdrością i żądzą wyeliminowania konkurencji – w tym przypadku – wymordowania wszystkich kurtek świata.

Ten ze wszech miar absurdalny projekt to jednak coś więcej niż oryginalna komedia o gadającej kurtce z frędzlami. Dupieux w niecodzienny sposób wykorzystuje znane motywy filmowe. Bohater uzbrojony w maczetę zrobioną ze śmigła od wiatraka przypomina Michaela Myersa z Halloween, innym razem zafascynowanego dokumentowaniem rzeczywistości Filipa Mosza z Amatora. Prawdziwą siłą Deerskin jest jednak konsekwentne utrzymywanie poważnego tonu przez cały film. Dujardin zdaje się tu grać w „prawdziwym” filmie grozy. Wierzymy w jego namiętność, uwielbienie i chęć poświęcenia wszystkiego dla tej jedynej. Reżyserowi udaje się zatem to, co Larsowi von Trierowi w Dogville. Z czasem umowność zaczyna zanikać. Scena wzorowana na archiwalnych materiałach z Holokaustu, w której kurtki zostają wrzucone do wspólnego dołka, ma w sobie coś niepokojącego, a wręcz przerażającego.

Deerskin, czyli film o facecie w kurtce, jest jak żart opowiedziany z kamienną twarzą. Niczym Teksański zespołu Hey, stanowi autotematyczną opowieść o znudzonym twórcy, który przeżywa kryzys. To dowód na to, że z każdego tematu można zrobić film, jeżeli tylko ma się na niego pomysł. Quentinowi Dupieux ta sztuka się udaje. Stwarza bowiem jeden z najlepszych filmów o niczym, jaki kiedykolwiek mieliście okazję zobaczyć.

Piotr Nyga
Piotr Nyga
deerskin plakat

Deerskin

Tytuł oryginalny: „Le daim”

Rok: 2019

Gatunek: komedia, horror

Kraj produkcji: Francja

Reżyser: Quentin Dupieux

Występują: Jean Dujardin, Adele Haenel, Albert Delpy i inni

Dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Ocena: 4/5