Zagubiony w La Manchy – recenzja filmu „Człowiek, który zabił Don Kichota”

Zagubiony w La Manchy – recenzja filmu „Człowiek, który zabił Don Kichota”

Kiedy poświęca się 25 lat na jakieś dzieło, w dodatku takie mające za sobą już jedną porażkę, wiadomo, że projekt jest zrodzony z pasji. Przetrwał 32-milionową klapę, jaką była próba nakręcenia pierwszej wersji filmu, śmierć dwóch dawniej zatrudnionych aktorów, nawet poważny uraz na zdrowiu reżysera. Z tym większym żalem muszę stwierdzić, że chyba nie było jednak warto, a poprzeć mnie w tych słowach może Amazon Studios, które wycofało się ze swojej umowy na dystrybucję w Stanach.

Głównym bohaterem jest Toby (Adam Driver), reżyser kręcący reklamę wódki w Hiszpanii. Pozbawiony pomysłów marnuje tylko budżet, aż kupuje od miejscowego Cygana sprzedającego nielegalne DVD swój debiut, czyli amatorską wersję przygód Don Kichota z lokalnymi aktorami kręconą w pobliskiej wiosce. Podczas wyjątkowo męczącego dnia na planie postanawia pożyczyć motor i udać się do zapomnianej  mieściny, gdzie odkrywa że dawna rzeczywistość już nie istnieje. Z jednym wyjątkiem, stary szewc (Jonathan Pryce) wcześniej grający rolę dzielnego rycerza, wciąż wierzy, że jest legendarnym wojownikiem, a Toby jego giermkiem.

Brzmi jak ciekawy początek, jednak podczas oglądania nietrudno zauważyć jak wiele śladów pozostało po poprzednich wersjach scenariusza. Akcja jest bardzo chaotyczna, co chwila zmienia się czas oraz miejsce pobytu bohaterów, a błędny rycerz ani na moment nie zwalnia tempa. Najbardziej przykuwający uwagę nie jest jednak (bardzo żywotny, nawet zbyt jak na swoje lata) Don Kichot, a jego nowy giermek. Adam Driver emanuje nonszalancją, a tam gdzie brakuje mu odwagi nadrabia sprytem i młodzieńczą energią. Niewiele jest scen, w których pozwala komuś innemu przejąć pałeczkę.

Największym problemem całego filmu jest jednak humor, wydawałoby się najmocniejsza strona nadwornego reżysera Monty Pythona. Zamiast inteligentnej satyry wychodzi bełkot starego dziadka, którego najlepszą sztuczką jest kobieta z brodą. Kiedy wydaje się, że ma w ręku wszystkie narzędzia by rzucić jakąś ciekawą myśl (na przykład w kontekście hiszpańskich konfliktów na tle religijnym), Gilliam odrzuca je gdzieś na rzecz slapstickowych żartów. Nie wspominając już o wszystkich bohaterkach uwodzonych przez naszego amanta. Angelica (Joana Ribeiro), 15-letnia lokalna piękność, wyidealizowana w oczach wszystkich dziewczyna, która po zetknięciu z prawdziwym światem przestaje być madonną, a staje się ‘dziwką Alexieja’. Jacqui (Olga Kurylenko), niewyżyta żona szefa, erotyczna fantazja, nachalnie nękająca niczym złe fatum nieszczęśliwego Toby’ego. Asystentka na planie Melissa (Paloma Bloyd) ma natomiast tak skomplikowane imię, że nie potrafi go zapamiętać żaden mężczyzna. Wszystko sprawia, że właściwie nie wiadomo czy przypadkiem nie włączyło się jakiejś żenującej amerykańskiej komedii, gdzie popisowym numerem jest starszy facet łapiący kobietę za tyłek.

Być może nie wszystkie projekty powinny zostać dokończone, ale skoro Gilliam nie poddał się w realizacji swojego marzenia i podjął tę walkę z wiatrakami to sądzę, że świat sam powinien osądzić dzieło, które reżyser robił przez ostatnie ćwierć wieku. Mam nadzieję, że teraz Don Kichot przestanie dłużej zadręczać jego umysł i to już koniec wspólnej, długiej przygody.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż

Człowiek, który zabił Don Kichota

Tytuł oryginalny: „The Man Who Killed Don Quixote”

Rok: 2018

Gatunek: przygodowy, sci-fi

Reżyser: Terry Gilliam

Występują: Adam Driver, Jonathan Pryce, Olga Kurylenko

Dystrybucja: Gutek Film

Ocena: 2,5/5