„Cukiernik” – w drodze na Oscary: Izrael

„Cukiernik” – w drodze na Oscary: Izrael

"Cukiernik", reż. Ofir Raul Graizer

Ocena: 2,5/5

Podróż w poszukiwaniu własnej tożsamości jest częstym motywem w kulturze żydowskiej. Nie jest to zaskakujące, wszak naród ten przez wieki znajdował się w wiecznej tułaczce, a krwawe wydarzenia minionego stulecia odcisnęły na nim trwałe i niezmywalne piętno. I to właśnie współczesnym rozliczeniem z traumami XX wieku miał być „Cukiernik”.

Izraelski kandydat do Oscara nietypowo na pierwszym planie stawia niemieckiego goja – Tomasa (Tim Kalkhof). To trzydziestoletni cukiernik pracujący w małej kawiarni w centrum Berlina. Jego stałym klientem jest przystojny Oren, izraelski pracownik niemieckiej korporacji, zmuszony często odwiedzać centralę. Między mężczyznami wybucha namiętny romans, jednakże sielankę przerywa, równie tragiczna, co przypadkowa śmierć mężczyzny.  Nie mogąc poradzić sobie ze stratą, Tomas decyduje się na wyjazd nad Morze Śródziemne. W Jerozolimie Niemiec, ukrywając cel swojej wizyty, zaczyna pracować w knajpce prowadzonej przez żonę zmarłego, Anat (jak zwykle wybitna Sarah Adler, jedyny powód, by to obejrzeć).

Wybaczcie przydługi wstęp, jednakże tak naprawdę dopiero teraz zaczyna się zasadnicza fabuła filmu i znajomość założeń konieczna była, by go w pełni zrozumieć. W tym miejscu film staje się bardzo konwencjonalną historią o przełamywaniu barier i o tym, że dobre jedzenie jest dobrem najwyższym. Czy Tomas będzie mógł piec perfekcyjne słodycze mimo tego, że są koszerne? Czy dwójka ludzi, którzy kochali i stracili tego samego mężczyznę, zbuduje między sobą specjalną i bardzo silną więź?

Zdaje się, że Ofir Raul Graizer w swym debiucie pragnął zawrzeć wszelkie klisze i motywy współczesnej kultury Izraela. Mamy zatem opowieść o Niemcu szukającym w Jerozolimie przebaczenia, mamy poszukiwanie prawdy w Ziemi Obiecanej, mamy motyw odrzucenia skostniałych zasad i zwyczajów, mamy zawsze dobry w kinie o szukaniu siebie food porn, a to wszystko podlane sosem tematyki LGBT. Jak każdy dobry kucharz wie, jeśli dodamy bardzo dużo przypadkowych przypraw do dania, to nie wyjdzie ono ciekawsze w smaku, a stanie się po prostu mdłe. I właśnie mdły to najlepszy epitet opisujący „Cukiernika”.

Marcin Prymas
Marcin Prymas