Warszawski Festiwal Filmowy

W dzisiejszym odcinku podsumowujemy 33. Warszawski Festiwal Filmowy. Razem z weteranami tego wydarzenia, Marcinem i Krystianem rozmawiamy o tym, dlaczego warto w nim uczestniczyć. Dzielimy się też wrażeniami z naszych seansów z tegorocznej edycji. Miłego słuchania.

  • Krystian Prusak

    Do mojej wypowiedzi o „Zorzy polarnej” zakradły się dwa chochliki. Po pierwsze kobiety krzywdzili radzieccy żołnierze a nie „okupant hitlerowski”. Po drugie, mówiąc o Piotrze Sobocińskim Jr. miałem na myśli „Różę, a nie „Idę”.

  • Adrian Burz

    Wspominacie w sumie o ciekawej rzeczy. Szkoda, że „festiwalowicze filmowi” tak rzadko się przemieszczają. W sensie, rzadko jeżdżą na festiwale do innych miast (no, tydzień na to przeznaczą, bo Zwierzyniec czy Horyzonty by nie istniały bez tego). Kiedyś bardziej upatrywałem w tym winy organizatorów, a teraz widzę że po prostu sami widzowie nie dopisują, to czemuż organizator ma dostosowywać wydarzenie do przyjezdnych, skoro tych nie ma. Ja to już nie jestem tak wczuty w metalową subkulturę, ale pamiętam że jak się jeszcze przebywało w tym klimacie, to miałem masę znajomych, którzy każdy urlop przeznaczali na festiwale muzyczne. Czy to Jarociny, czy Bolków, czy Brutal Assult, podróżując od koncertu, do koncertu. Tymczasem wśród film-geeków rzadko chyba tak jest. Chociaż przyznaję, zdarza mi się spotkać tych samych ludzi na kilku imprezach filmowych. Na Splacie ostatnio zagadało do mnie jedno małżeństwo i okazało się, że tylko mają czas to podróżują po film festach. Miło było wymienić się wrażeniami. Ale mam wrażenie, że filmowcy są mniej mobilni, co przekłada się na mniejszą promocję festiwali wśród przyjezdnych.

    Na Warszawskim byłem kiedyś „przy okazji”, na jednym pokazie. Bilety był drogi, trzeba przyznać 😀 Ale myślę że kiedyś przyjadę na więcej, przy czym karnety by się przydały. Dla każdego to dobra rzecz, nie tylko dla przyjezdnych. Co prawda charakterystyka „kino środka” odstrasza, ale sekcja „wolny duch” w tym roku przyznam, interesująca. „Niech ciała się opalają” zobaczyłbym jak cholera, jestem olbrzymim fanem reżyserów. Do tego przeglądy polskiej klasyki też bym szturmował, ja to łażę na starocie po festiwalach, nawet jeśli są one dostępne gratis na VOD 🙂

    Fajna relacja, oddająca ducha festiwalu i zwracająca mą uwagę na kilka tytułów, które chętnie zobaczę („Rodzina”).

    • PiQ

      Dzięki za miłe słowa 🙂
      Myślę, że wbrew pozorom znalazłbyś sporo dla siebie nie tylko w sekcji Wolny duch (chociaż to przede wszystkim).
      Co do braku mobilności, to mogę powiedzieć za siebie, że jest to spowodowane, głównie faktem, że jestem zmuszony dzielić urlop na festiwal i wypad z rodziną. Do tego, żona nie podziela moich filmowych zainteresowań, więc takie wypady tym bardziej są utrudnione.

      • Adrian Burz

        Znaczy, akurat was nie oskarżam o przywiązanie do lokalnych festiwali, bo znam waszą mapę imprez, jednak bogata jest. Zwłaszcza że dzielicie czas między rodzinę. Może na tym polega różnica, „prawdziwi metale” rodziny nie mają 😀 A filmowi maniacy potrafią jednak podzielić życie na ekranowe i własne 😉 Tak tylko porozkminiałem sobie to co mówicie o małej liczbie przyjezdnych na WFFie.

        • Krystian Prusak

          Ja akurat mam więcej znajomych, którzy jeżdżą po filmowych imprezach niż muzycznych. Osobiście z muzycznych na dłużej to tylko na Woodstocku byłem.
          Myślę, że kwestia też tego, ze festiwale filmowe wykańczają dość mocno i potem potrzebuje wyjazdu „krajoznawczego”, a muzyczne to jednak bardziej odpoczynek przy piwku 🙂

          • Adrian Burz

            No właśnie zależy jak kto festiwaluje. Też fakt. Na muzyczne teraz jestem „za stary”, bo ja to tam od rana szalałem, a gdy tylko zaczynały się koncerty, bywałem w pogo niemal non-stop. Teraz już zadyszka potrafi złapać. Choć nadal nie rezygnuję z przepychanek w tłumie, co to, to nie 🙂 Zaś filmowe męczą, to fakt. Dlatego jak sam widzisz, jeżdżę na dużo, ale nie w całości. W tym roku i tak przesadziłem- 7 dni Horyzontów, 7 dni Zwierzyńca, 8 Splata, teraz czeka mnie 6 Smaków (sześć dni w sensie 😀 ). Po jakimś czasie filmy wychodzą bokiem i musisz szantażować ludzi, żeby z tobą na piwko wyszli, bo do kina nie masz zamiaru wracać. W następnym roku zamierzam więc zaliczyć jeszcze więcej film festów, ale jechać na mniej dni. Tylko nie gadaj że przegapiam coś taką taktyką, bo oglądam tyle samo. Tylko na zupełnie różnych eventach 😉

  • Maciej Kowalczyk

    Panowie, WFF może brać polskie filmy z Gdyni, bo tam to jest impreza polskiego kina, krajowa, wewnętrzna, branżowa tak naprawdę. Dyrektor Laudyn co roku bierze kilka tytułów z konkursu do swojego. Mam dziwne wrażenie, że w tym mógł spokojnie wybrać ciekawsze propozycje.