Lynch

54 epizod CPC zabiera nas do świata szeroko pojętej sztuki plastycznej. Wiedzieliście jak rozległa jest twórczość artystyczna Davida Lyncha? Adrian na pewno nie, dopóki nie wyruszył na wystawę Silence and Dynamism w toruńskim Centrum Sztuki Nowoczesnej „Znaki czasu”. Relację z tych odwiedzin możecie posłuchać w poniższym podcaście.

  • Snoopy

    Jesteś urodzonym recenzentem, Adrian. Fajnie mówisz nawet o tym, co – jak sam przyznajesz – jest ci obce. Widać jednak, że oglądałeś bardzo wnikliwie i świadomie – pewnie nawet bardziej niż niejeden „specjalista” od sztuki najnowszej. Rzeczywiście trochę brakuje ci terminologii (np. te czarno-białe prace w pierwszej sali to były GRAFIKI i proces ich powstawania widzieliśmy na filmie „Idem Paris”), ale to szczegół. Jest to nawet ciekawsze, że patrzysz „okiem laika”, bo to oznacza, że sztuka działa i nie jest przeznaczona tylko dla specjalistów. Tak właśnie ma być! Takie spojrzenie jest zawsze odświeżające.

    Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze okazję zobaczyć kiedyś wspólnie jakąś inną wystawę. Może uda nam się nawet więcej na temat sztuki pogadać. To w końcu też sztuki wizualne – i jak zauważyłeś mogą mieć wiele wspólnego z kinem. Tak się nieraz dzieje, bo współcześni artyści chętnie sięgają po medium filmu, a nawet przekraczają granice między światem sztuki i filmu (np. Sasnal, Leto, Ronduda). Dzięki za ten podcast. Wiem, że nie było ci łatwo go zrobić. Do następnego razu!

  • Snoopy

    Jeszcze parę rzeczy dodam od siebie, jeśli można. W sumie w CSW spędziliśmy 4 godziny, oglądając jeszcze inne dostępne wystawy (nie liczę czasu na księgarnię dzień wcześniej). Ja jestem zaprawiony w bojach, spodziewałem się tego – choć, jak mówisz, spokojnie można by było spędzić tam więcej czasu (inna sprawa, że to JEST męczące). Księgarnię mają rzeczywiście świetną – często w takich muzealnych księgarniach można wyszperać różne ciekawe rzeczy, niedostępne gdzie indziej. Największym rozczarowaniem było to, że publikacja towarzysząca wystawie (a traktująca o twórczości filmowej Lyncha) dawno została wyprzedana i nie planują na razie dodruków. To zaprzepaszczona szansa. Trzeba było czym prędzej robić dodruki, póki trwa wystawa – na pewno sprzedaliby o wiele więcej egzemplarzy. Za to kawiarenka, którą chwalisz mnie nieco rozczarowała. W tego typu placówkach zwykle są fajne kawiarnie, a nawet restauracje, gdzie można zjeść cały obiad, a nie tylko marne kanapki (tak jest np. w krakowskim MOCAK-u czy w warszawskiej Zachęcie). Ale może po prostu źle trafiliśmy, bo to niedziela była? Poza tym jak można było zaprzepaścić taką szansę i nie serwować ciasta wiśniowego, najlepiej w zestawie z mocną czarną kawą? 😉 Wiem, czepiam się. Ogólnie wystawa bardzo mi się podobała i na pewno zostanie w mojej pamięci – również dzięki fajnemu towarzystwu, w którym ją zwiedzałem. Dzięki!

    • Adrian Burz

      Dzięki za miłe słowa. Zacznę od tego, że najtrudniejsze w nagraniu podcastu, jak zresztą w każdym moim solowym odcinku, było usiąść i zacząć mówić. Samego siebie najciężej motywować 😀 A nazywanie rzeczy, które nazwy mają, ale ja ich nie znam, to już jakimś cudem przyszło samo. Posiedzę może w świecie sztuki, to się ich nauczę, a na razie wynotuję w słowniku słówko „grafika”. Dotąd używałem go, oceniając gry, teraz już nabierze kolejnego znaczenia. Co do długości wystawy, to też jest fakt, chyba go nawet wspominam, że najlepiej byłoby tam zwiedzać 5 godzin, ale z jakąś przerwą, bo mózg musi odpocząć od ogromu zobaczonych atrakcji. Bar chwalę, bo (co wyciąłem) gdy zapytałem o kanapkę bez mięsa, to pani powiedziała, że wszystkie są wegetariańskie 😀 Zaś co do możliwości kulinarnych, cóż jestem chyba nadal za krótko po studiach, bo śniadanie od obiadu różni się dla mnie generalnie ilością jedzenia. Mogąc kupić dwie kanapki, czuję jakbym zamówił obiad 😉 Ja tu mówię że to bar, a to faktycznie kawiarnia/herbaciarnia fachowo powiedziawszy. Wybór herbat mnie zadowolił, plus zniżkę mi doliczyli za posiadanie biletu na wystawę. Same plusy widzę. Choć gdybym się wczytał w piwa jakie mają, może zacząłbym narzekać…

      Na koniec dodam rzecz, która wyleciała mi z głowy, mimo że nawet ją zapisałem w notatkach do podcastu 😮 Świetną anegdotką jest przecież moment, w którym wracaliśmy po zmroku do Rzeszowa. Ty prowadziłeś i nagle sowa przeleciała nisko, nad drogą, przed nami. Spuentowałeś to słowami: „sowy nie są tym czym się wydają”. To się nazywa wyczucie cytatu!