12 filmowych dań na Boże Narodzenie

12 filmowych dań na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to szczególny czas. Galerie handlowe i świątynie wypełniają się osobami, które zwykle omijają te przybytki szerokim łukiem, nocne iluminacje wielkich miast odwracają uwagę od błota pozostałego po wczorajszym śniegu, a populacja drzew iglastych zaczyna niemal dorównywać liczbie samochodów. Rodziny zbliżają się do siebie, zwierzęta przemawiają ludzkim głosem, a gdzieniegdzie można nawet podziwiać krajobrazy jak z najpiękniejszych widokówek. Święta to wspaniały temat dla kinematografii oraz kusząca okazja, by zaprezentować wybór najciekawszych bożonarodzeniowych tytułów według redakcji Pełnej Sali.

1. NOC WIGILIJNA

„Carol”

Jest wiele filmów noszących miano „świątecznych klasyków”. Ja jednak twierdzę, że ciekawsze od uroczych, familijnych opowieści są te zmuszające nas do refleksji nad rzeczywistością. Kiedy jest lepszy moment na chwilę zastanowienia, niż właśnie w Święta Bożego Narodzenia? Różne są tradycje związane z nocą wigilijną. Przyjęło się, że gdy na niebie pojawi się pierwsza gwiazdka, zasiadamy z najbliższymi do wieczerzy na pamiątkę narodzin Jezusa. Jak jednak mogłaby wyglądać ta noc, gdyby Syn Boży przyszedł na świat w XXI wieku? Satoshi Kon w „Rodzicach chrzestnych z Tokio” twierdzi, że zostałby znaleziony w japońskiej metropolii przez współczesnych wyrzutków społecznych, trójkę bezdomnych: pijaka, młodocianą kryminalistkę i transseksualistę. Do stołu wigilijnego siadamy z najbliższymi nam osobami – dla każdego domu oznacza to co innego. Tak jak w dramacie „Mamuśka” może być to dzień, w którym Wasza mama po długiej kłótni w końcu pogodzi się z nową żoną ojca, lub jak w „Carol”, gdzie to świętować będziecie z jej nowo poznaną „koleżanką”. Jak zapewne sami dobrze wiecie, nie ma jednego, dobrego przepisu na święta.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż

2. JEZUS

„Ewangelia według Mateusza”

Co roku przy okazji Bożego Narodzenia różni kaznodzieje i moraliści trąbią wszem i wobec o komercjalizacji Świąt i braku aspektu duchowego w ich przeżywaniu. Być może nawet nie wszystkim dni te kojarzą się obecnie z wydarzeniami, które mają upamiętniać, czyli z narodzeniem Jezusa w Betlejem. On sam stał się już zresztą jednym z bohaterów (pop)kultury – czy nam się to podoba, czy nie. Występuje nie tylko w reklamach, ale i w bardziej lub mniej obrazoburczych produkcjach filmowych. Czasem jest kimś na kształt superbohatera, jak w serialu animowanym „South Park”, a czasem zakompleksionym synalkiem żebrzącym o uwagę Ojca („Simpsonowie”). Mamy wersje Jezusa jako postaci z horroru (np. „Jezus Chrystus – łowca wampirów”) czy drugoplanowego (?) bohatera komedii („Żywot Briana”). Dla tych, którzy chcieliby jednak podejść do postaci Jezusa w sposób poważniejszy, kino ma również wiele do zaoferowania. I niekoniecznie wielkie widowiska starego Hollywood (jak „Opowieść wszech czasów”) czy pobożne christian movies w rodzaju „Młodego Mesjasza” muszą być jedynymi czy najlepszymi propozycjami kinematografii w tym temacie. Raz na jakiś czas zdarzy się bowiem film o Chrystusie bliski arcydziełu. I są to najczęściej tytuły, które miewały problemy z akceptacją wśród najbardziej ortodoksyjnej publiczności, jak „Ostatnie kuszenie Chrystusa” Scorsese i „Ewangelia według Mateusza” Pasoliniego. Kto by pomyślał, że to narodzone w stajni maleństwo tak wiele namiesza w ludzkiej cywilizacji i kulturze. Również w kinematografii.

Paweł Tesznar (Snoopy)
Snoopy

3. RODZINA

„Cicha noc”

Święta to czas spędzany z rodziną. Zjeżdżają się wujkowie i ciotki, którzy na co dzień mieszkają daleko i o których czasem nawet nie mamy pojęcia, kim są. Taki niespodziewany przyjazd z zagranicy reprezentuje Adam w „Cichej nocy” Piotra Domalewskiego. Po mniejszych lub większych kłótniach rodzina zasiada w końcu do stołu. Nie należy on do najbogatszych, ale potrawy przygotowane są starannie i z sercem. Wspólne spędzanie czasu przy stole najwięcej radości sprawia dzieciom, natomiast starsi niestety sięgają po alkohol. Zgoła odmienne są świąteczne uczty w „Harrym Potterze”. Stoły w Hogwarcie uginają się od magicznie pojawiającego się na życzenie ucztujących jedzenia, cała szkoła wygląda bajecznie dzięki wymyślnym dekoracjom, a w tle słychać muzykę ze świątecznymi motywami. Całkiem nieźle jak na szkołę z internatem na szkockiej wsi. Jednak Harry’emu zdarzało się także spędzać Święta u Weasleyów. Te stoły nie były tak bogato zastawione , a prezenty opierały się na rękodziele. Ponad wszystkim była miłość, troska i radość ze swojego towarzystwa i wspólnych chwil. A przecież chyba na tym polegają prawdziwe Święta.

Ania Wieczorek
Ania Wieczorek

4. ŻYCZENIA

„Życzenie Wakko”

Dzielenie się opłatkiem jest chyba najbardziej fascynującym i wieloznacznym obrządkiem wigilijnym. Seria krótkich rozmów sam na sam każdego z każdym. Moment absolutnej szczerości, dobrych życzeń, fałszywych uśmiechów, wypowiadanych z uśmiechem złorzeczeń. O tym, że życzenia mają magiczną i groźną moc i zazwyczaj oznaczają coś innego niż wypowiadający je oczekuje, uczył nas Stephen Sondheim (a za nim Rob Marshall) w „Tajemnicach lasu”. Jeśli mówimy o woli co do własnej osoby, to nie można nie pomyśleć o Kevinie McCallisterze, który wszak chciał zostać sam w domu, by ostatecznie tego pożałować. Specyficznie do tematu bożonarodzeniowej mocy sprawczej podeszli twórcy „Animaniaków” w wydanym na VHS „Życzeniu Wakko”. Gwiazda i magia Świąt nie pochodzi tu od przybyłego z zewnątrz Jezusa, lecz z woli serc i umysłów uciskanych przez tyrana mieszkańców Warnerstocku, którzy sprowadzają gwiazdę na ziemię. O mocy sprawczej ludzkiej woli, a także potędze słów, jakie padają w otoczeniu sakramentalnego „Wesołych świąt”, opowiada również „To właśnie miłość” Richarda Curtisa, a najpiękniej robi to w słynnej scenie z kartkami. Bo niezależnie czy wierzysz, czy nie, czy aktualnie łamiesz się opłatkiem, wypatrujesz gwiazdy, klęczysz w kościele, dzwonisz do miłości swojego życia – masz tę moc.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

5. UCZTOWANIE

„Elf”

Gdy wreszcie rodzina zbierze się przy wigilijnym stole i zaświeci pierwsza gwiazdka, czas na wielkie obżarstwo! Oczywiście pod warunkiem, że zakupy zostały zrobione, nawet jeśli wymagało to szturmu na supermarket w rytm „It’s Beginning to Look a Lot Like Christmas”, niczym w scenie otwierającej „Krampusa. Ducha świąt”. Jeśli batalia o karpia zakończyła się porażką, można wzorem Amerykanów zaskoczyć gości pieczonym indykiem jak rodzina Griswoldów w „Witaj, święty Mikołaju”. Co z tego, że drób po rozkrojeniu wyglądał, jakby ktoś go podwędził z planu „Obcego”? Dla miłośników chrupiącego mięsa jak znalazł. Możliwe jednak, że w świątecznym ferworze nie udało się przygotować żadnej z dwunastu potraw. Pozostaje wtedy zamówić prostą pizzę z serem, ulubione świąteczne danie Kevina McCallistera z „Kevina samego w domu”. Bądźcie tylko nieco bardziej uprzejmi dla dostawcy. Niewiele czasu wymaga też przygotowanie specjału Buddy’ego, bohatera „Elfa” Jona Favreau. Myślę, że znaleźliby się chętni na ten postrach diabetologów, czyli spaghetti z syropem klonowym i toną słodyczy, obficie popite Coca-Colą. Gdy już wszystko powyżej zawiedzie, radykalnym, acz godnym rozważenia rozwiązaniem jest zaproszenie gości do chińskiej restauracji, wzorem Parkerów w „Prezencie pod choinkę”. Będzie można wreszcie odpocząć, kiedy na stół wjedzie uśmiechająca się do Was kaczka, a posiłek umilą kolędy śpiewane przez azjatyckich kelnerów. Smacznego!

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny

6. CHOINKA

„Odwet drzew”

Nie ma Bożego Narodzenia bez choinki! By nasycić się żywiczną aurą zielonego drzewka, najpierw trzeba je zdobyć. Amatorzy mocnych wrażeń mogą zostać szczęśliwymi, choć lekko poturbowanymi posiadaczami iglaka poprzez nie do końca legalne uszczuplenie zasobów Lasów Państwowych (jak Adam z „Cichej nocy”). Ci gustujący w innym rodzaju stresu ćwiczą corocznie, jak nie zapaść się pod ziemię ze wstydu podczas rodzinnych zakupów na bazarku, dokładnie jak Louie Anderson w „Świecie według Ludwiczka” („Ile kosztuje ten kawałek kija? Co?! Za tyle powinien śpiewać i tańczyć! Rozbój w biały dzień…”). Pamiętajcie, że każdy iglak pragnie zostać choinką, a szczęśliwa roślina odwdzięczy się spełnieniem trzech życzeń, czego doświadczył Mark, bohater „Magic Christmas Tree”. Zdradzimy Wam jednak w tajemnicy, że to tylko propaganda powstająca na zlecenie przemysłu świątecznego. Ciężko to przyznać: ludzie eksploatują choinki na zatrważającą skalę. Sadzonki oddzielane są od rodziców, drzewka poddawane operacjom plastycznym bez znieczulenia, a znaczny odsetek iglastej populacji cierpi na zespół stresu pourazowego. Też byście go doświadczyli, gdyby ktoś Was wyciągnął z łóżka, związał, zarzucił worek na głowę, wywiózł w nieznane miejsce, kazał stać nieruchomo, przybrał w błyszczące fatałaszki i gapił się na Was maślanym wzrokiem. Nie dziwota, że zdarzają się już przypadki ataków choinek na ludzi, skrzętnie tuszowane przez władze. Doniesienia pochodzą z Kanady (więcej w filmach dokumentalnych „Odwet drzew” i „Twas the Night of the Tree Beast”), USA („12 Deadly Days”), a nawet Francji („Bloody Christmas”). Apelujemy – zastanówcie się trzy razy, nim udekorujecie świąteczne drzewko lub położycie pod nim prezenty. A najlepiej miejcie na podorędziu ostrą siekierę!

Wojciech Koczułap
Wojciech Koczułap

7. ŚWIĘTY MIKOŁAJ

„Cicha noc, śmierci noc”

Święty Mikołaj – wprawny włamywacz, niezdrowo zainteresowany kontaktem z cudzymi dziećmi, do tego niesamowity obżartuch i osoba wciąż wykorzystująca zwierzęta jako środek transportu mimo postępu technologicznego. Nie dziwota, iż postać o takich cechach stała się materiałem dla dziesiątków horrorów. Do najsławniejszych należy oczywiście „Cicha noc, śmierci noc” z 1984 roku, gdzie reżyser dzięki fachowo opracowanej warstwie psychologicznej przypisuje dysfunkcję bohatera traumom z dzieciństwa. Japończycy nie są tak łaskawi, w epizodzie „Purezento” (2005) z antologii „Umezu Kazuo: Kyōfu gekijō” orzekli, iż występność Mikołaja jest dziełem spaczonego charakteru, bez żadnego powodu ukierunkowanego na praktykowanie tortur. Holendrzy w filmie „Sint” (2010) sugerują zaledwie, ale jednak, iż przeważa czynnik ekonomiczny. W ich interpretacji Mikołaj to zorganizowany kidnaper. Amerykański, krótki, ale jakże treściwy „A Christmas Treat” (1985) dopowiada, że Mikołaj między poważnymi zleceniami ima się również mniejszych robótek, za opłatę przyjmując mleko i ciasteczka. Jakkolwiek by nie było, w zbliżający się wigilijny wieczór lepiej zamknijcie drzwi szczelnie, gdyż możecie być niemile zaskoczeni jak redakcja Pełnej Sali po przeczytaniu powyższego.

Adrian Burz
Adrian Burz

8. PREZENTY

„Gremliny rozrabiają”

Gdy tylko jak co roku zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, na co dzień spokojni mieszkańcy rodzinnych przedmieść zamieniają się w hordę krwiożerczych zakupoholików. Przejście korytarzem galerii handlowej graniczy wtedy z cudem, a na pobyt przy kasie trzeba zarezerwować minimum dwie godzinki. Niestety, ludzie i tak nie doceniają starań i w zamian za skrupulatnie wyselekcjonowany, spersonalizowany prezent dostaniemy najwyżej skarpetki albo sweter. Za wiele lat ciężkiej pracy i lizusostwa Clark Griswold („W krzywym zwierciadle: Witaj, święty Mikołaju”) zamiast oczekiwanej premii dostał w prezencie świątecznym roczne członkostwo w klubie „Galaretka miesiąca”. Ralphie z uwielbianego przez Amerykanów klasyka „Prezent pod choinkę” całe swoje dzieciństwo marzył o karabinku Red Rider. Cóż z tego, skoro Święty Mikołaj wolał mu dać strój różowego królika… To wszystko jednak błahostka w porównaniu z tym, co spotkało Karen z „To właśnie miłość”. Dowiedziawszy się, że jej mąż przed Świętami kupił drogocenny naszyjnik, w chwili, gdy otrzymała w prezencie płytę z muzyką Joni Mitchell wiedziała, że jest zdradzana. Same kłopoty z tymi prezentami. Bywały nawet takie upominki, które kosztowały ludzi życie. Coś może o tym powiedzieć Billy, bohater „Gremliny rozrabiają”, który dostał od ojca Gizmo, miłego włochatego stworka. Niestety, odrobina nieuwagi i całe Kingston Falls pogrążyło się w ruinie. Ech, byle dotrwać do Nowego Roku…

Krystian Prusak
Krystian Prusak

9. BAŁWANEK

„Jack Frost”

W zamierzchłych czasach byłem smarkaczem ufającym w dobro i drugiego człowieka. W swej naiwności wybiegłem na podwórze w grudniu po południu, zebrałem się w sobie i ochoczo jąłem lepić z białego puchu bałwana. Śnieżek prószył, mróz nie ustępował, a mnie praca szła żwawo. Mój zimowy golem powstał w trymiga, jednak zanim się obejrzałem i nacieszyłem jego towarzystwem, kilku urwipołciów postanowiło roztrzaskać głowę mego lodowego przyjaciela. Dlatego w zupełności rozumiem rozpacz dziecka, któremu przydarzyła się podobna tragedia w „Grinchu”, trzeciej już wersji klasycznej bajki. Anihilacja, jaka spotkała oba ludziki, już na zawsze w mej głowie będzie kojarzyć się ze szpilą wbitą w balonik zwany dzieciństwem. Nie widzę przypadku w tym, że w „Krainie lodu” przy dźwiękach piosenki „Ulepimy dziś bałwana” rozgrywa się dramat królewskiej rodziny – dwie siostry oddalają się od siebie, ich rodzice umierają w wypadku, a Elsa popada w coraz większą traumę w związku z osamotnieniem i wielką, niechcianą mocą. Toż to bałwanie fatum – które w dalszych partiach animacji Disneya starają się złamać bohaterki i wesoły bałwanek Olaf. W zapomnianym dziś horrorze „Jack Frost” i jego nieudanej kontynuacji moje koszmary stały się, przynajmniej na ekranie, rzeczywistością. Oto w ramach slasherowej konwencji protagonista, śniegowy terminator, wykańcza kolejne ofiary, a przy tym jest rubaszny, wygadany i potrafi zmieniać stan skupienia. Strzeżcie się, powiadam Wam!

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

10. ZWIERZĘTA MÓWIĄCE LUDZKIM GŁOSEM

„Dziadek do orzechów”

Wśród filmowych zwierzaków, które nieodparcie kojarzą mi się z magią mieniącej się światełkami choinki (a w tym wypadku budy dla psa przystrojonej w łańcuchy lampek), nie mogło zabraknąć Snoopy’ego. Kiedy przechadzam się po galeriach w poszukiwaniu prezentów, uśmiecham się pod nosem, napotykając jak co roku znajomą mordkę i wierzę w to, że jest tam obecna przez wzgląd na film krótkometrażowy „Gwiazdka Charlie Browna”, w którym tytułowy bohater odkrywa sens Świąt. Kiedy już trwała poranna krzątanina wigilijna, w tle grał telewizor, gdzie często emitowano „Niekończącą się opowieść” z pokrzepiającym serce smokiem Falkorem, który przypominał mi wielki, włochaty latający dywan. Rozgadane psy to bardzo popularny motyw, ale poniższe klasyki są niezrównane. Bohaterowie przechodzą w nich szereg perypetii, aby rodzina mogła spędzić razem Święta. W „I kto to mówi 3” psia para ratuje koniec końców sytuację, wcześniej gryząc się ze sobą, wchodząc w szranki słowne co niemiara. Tuż obok odpowiedników Lady i Trampa z „Zakochanego kundla” przechadza się Fluke w „Psim tropem do domu”. Pies, a w poprzednim wcieleniu kochający ojciec, szuka możliwości powrotu do bliskich. Może znalazł się w tym zestawieniu przez wzgląd na motyw anioła pojawiający się w kulminacyjnym momencie, w asyście śniegu, które razem nasuwają niechybne skojarzenia. „Dziadek do orzechów” (1990) jawi się jako istny skarb pośród pozycji prezentowanych w repertuarze naszych stacji. W opowieści rozpoczynającej się od baletu Czajkowskiego złoczyńcami jest duet szczurów, pragnący za wszelką cenę władzy. Z ich ust sączy się trucizna, więc czasem może lepiej nie nasłuchiwać w wytężeniu, aż zwierzęta przemówią ludzkim głosem.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

11. ANIOŁY

„To wspaniałe życie”

W świątecznej szopce nigdy nie brakuje aniołków. Bywają one elementem przystrojonych choinek czy miejskich iluminacji, nie zabraknie ich również w naszym zestawieniu. W pierwszej kolejności przychodzą mi do głowy te będące niejako narratorem w kultowym amerykańskim filmie „To wspaniałe życie”, pozycji za oceanem tak ikonicznej dla świątecznego okresu, jak dla nas „Kevin sam w domu”. Warto też przypomnieć, jak Frank Capra postanowił je zwizualizować. Zamiast postaci ludzi ze skrzydłami widzieliśmy na ekranie rozmawiające ze sobą gwiazdy. Bardziej konwencjonalnie postać serafina została przedstawiona w nominowanym do dziewięciu Oscarów i nagrodzonym jednym z nich komediodramacie „Niebiosa mogą poczekać”, gdzie sługa Boży pomagał głównemu bohaterowi rozwiązać zagadkę swojej śmierci oraz wesprzeć jego drużynę w meczu o Superbowl (sic!). Na sam koniec warto odrobinę wyjść poza strefę świątecznych klasyków, przypominając jednego z najsłynniejszych filmowych aniołów – granego przez Mickeya Rourke’a „Harry’ego Angela”. Jeśli męczy Was cukierkowość familijnych bożonarodzeniowych produkcji, ten mroczny i niezwykle klimatyczny pojedynek dobra ze złem z pewnością będzie dla Was atrakcyjny.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż

12. KOLĘDY

„To właśnie miłość”

Co bardziej wprawia w świąteczny nastrój niż dobrze znany gwiazdkowy szlagier? Czasami by takowy stworzyć, wystarczy zamienić jedno słowo z radiowego hitu na „Christmas”, o czym dobrze wie postać Billa Nighy’ego w „To właśnie miłość” (2003). W tym samym filmie zresztą następuje niecodzienne odwrócenie tradycji – to premier o twarzy Hugh Granta kolęduje w drzwiach dla słodkiej gromadki dzieci. Właśnie, milusińscy kolędnicy – któż im się oprze? To już trzeba być Ebenezerem Scrooge’em z którejś adaptacji „Opowieści wigilijnej” (najlepiej wspominam wersję z 1984 roku z George’em C. Scottem, ale jest też urokliwa musicalowa z 1970!). Albo małżeństwem Kranków ze „Świąt Last Minute” (2004), tak opornym na bożonarodzeniowy zgiełk, że aż kryją się przed dobijającymi się do okien śpiewakami po wszystkich kątach domu, jakby to były monstra z horroru. Ale to nie zawsze wina gburstwa bohaterów, może po prostu muzyka przychodzi w niewłaściwym momencie? George Bailey przeżywa właśnie najgorszy dzień w swoim „Wspaniałym życiu” (1946), ale ukochana córka musi akurat teraz ćwiczyć na fortepianie! Przynajmniej ćwiczy, by przepięknie wypaść we wzruszającym finale. Tyle dobrego nie można powiedzieć o fatalnym wykonaniu „Cichej nocy” przez Boba w „Nienawistnej ósemce” (2015), uroczo nieporadnej grze na skrzypcach Kasi w filmie Domalewskiego zatytułowanym po tejże kolędzie czy aż surrealnie niezgranych i nieznających tekstu kolędnikach w trzecim odcinku „Dekalogu” (1988) Kieślowskiego. Cóż, śpiewać każdy może, pewnie nie każdy powinien, ale przecież są Święta!

Dawid Smyk
Dawid Smyk