BoJack sezon 4 screenshot

W piątek miał premierę czwarty sezony serialu "BoJack Horseman". Widzieliście już? Pogadajmy o nim więc! W jakim języku oglądaliście? Po polsku czy po angielsku?

Chociaż "BoJack" jest serialem dla dorosłych to na Netflixie posiada pełną polską wersję językową. Pewnie nie macie wobec dubbingu dobrego nastawienia, i nigdy nie sprawdziliście nawet jak to wyszło, ale w przypadku tego serialu nie ma powodu do obaw. Reżyser polskiej wersji, aktorzy podkładający głosy oraz montażysta dźwięku wykonali kawał doskonałej roboty. Co prawda nikt nigdy nie powie, że tłumaczenie dorównuje pierwowzorowi, ale miejcie na uwadze, że tytułowy bohater w wykonaniu Willa Arnetta to mistrzostwo świata z którym nic nie może się równać. To zadanie niemożliwe, tak samo jak podkładanie głosu pod Jokera z "Batmas: TAS" lub Trenta z "Darii". Nie powinno się oczekiwać w takich sytuacjach, aby być lepszym. Wystarczy, jeśli zrobi się dobrą robotę, a polscy tłumacze zrobili nawet więcej. Naprawdę, nie ma co się obawiać, spokojnie możecie obejrzeć "BoJacka" z rodzinnym dubbingiem. Różnica między nim i oryginalnym jest tylko jedna: "nasza" wersja jest o wiele bardziej wulgarna. Tytuł jednego z odcinków "Stupid Piece of Sh*t" został przełożony jako "Chodząca ch*joza"; "You're allowed to be mad at me" to "masz prawo się na mnie wkurwiać", a "I'm shitty" to "jestem chujowy". Nie powiem, to nawet zabawne usłyszeć BoJacka mówiącego te i inne rzeczy. Jest jednak problem. Chodzi o słowo "fuck".

Słowo to nie ma jednego bezpośredniego przełożenia na język polski. Podobnie jak polska "kurwa" znaczy masę różnych rzeczy w zależności od tego jak jej użyjemy. W kontekście jednak tego jednego serialu "fuck" jest więcej niż przekleństwem. To symbol i środek wyrazu, jak bliskie kadry w filmach Davida Finchera. W obu przypadkach twórcy rzadko z nich korzystają - po to, aby podkreślić coś, kiedy już je użyją.

- I'm at the airport right now.
- Right now? That's incredible.
- No, what's incredible is this place at the airport charged me ten dollars for a cup of fruit.
- What?
- And get this. It's like 90 percent honeydew.
- Are you kidding me? Why?
- What on-the-go jet setter's demanding more honeydew in his or her fruit cup?
- Nobody ever wants honeydew, but it's always there.
- It is literally the worst part of everything it's in. It's like the Jared Leto of fruits.
- Thank you. Exactly.

- Właśnie jestem na lotnisku.
- Teraz? Niesamowite!
- Nie. Niesamowite jest to, że w tutejszym barze zapłaciłam dziesięć dolców za kubek owoców.
- Co?
- I skumaj: 90% to melon.
- Nie no, kurwa, jak to?!
- Chyba biznesmeni chcą mieć więcej melona w sałatce niż normalni ludzie!
- Nikt nie chce melona, on jest zawsze!
- To jest dosłownie najgorszy składnik tej sałatki. To jest jak Jared Leto owoców!
- Właśnie! Dokładnie!

"BoJack" to serial dla dorosłych, ale nie ze względu na nagość lub język, a tematykę. Pod kątem przekleństw nie ma ich jakoś dużo, i jeśli już jakieś zostają użyte, to mówimy o wyrazach średnio-wulgarnych. "Fuck" padło do tej pory jedynie cztery razy, po jednym na sezon. I to zawsze była jakaś dramatyczna scena wieńcząca jeden z ostatnich odcinków danej serii. W "The Telescope" (1x08) BoJack odwiedza przyjaciela Herba którego nie widział od 20 lat. Umiera on na raka i chce się z nim pogodzić, Herb jednak nie wybacza mu i mówi "Get the fuck out of my house". W "Escape from L.A." (2x11) BoJack po tym jak odrzuca go Charlotte, jego dawno miłość, trafia do łóżka z jej córką. Charlotte nakrywa ich zanim do czegoś doszło i mówi do bohatera niemal to samo co rok wcześniej Herb, jedynie dodaje na końcu: "If you ever try to contact me or my family again, I'll fucking kill you". Rok do przodu i mamy "It's You" (3x10), w którym to Todd mówi BoJackowi: "You are all the things that are wrong with you. It's not the alkcohol, or the drugs, or any of the shitty things that happened to you in your career, or when you were a kid. It's you. All right? It's you. Fuck, man. What else is there to say?".

Fani serialu już dawno wyczuli wzór, nawet zastanawiali się i obstawiali, komu przypadnie przywilej wypowiedzenia tego słowa w czwartym sezonie. Wydawało się, że wypowie je BoJack po tym jak odwiózł swoją matkę do domu opieki. Otrzymaliśmy wtedy nagle cały epizod będący na poły retrospekcją jak i wizją schizofrenicznej, starzejącej się kobiety której wszystkie płaszczyzny czasowe mieszają się na bieżąco. W jednej chwili wspomina swoje dzieciństwo by w drugiej wrócić do teraźniejszości i usłyszeć coś co mówi do niej jej syn. Niezrozumiałe i wyjęte z kontekstu, a moment później już jesteśmy na balu kiedy matka BoJacka była nastolatką i właśnie poznała swojego przyszłego męża... mówiącego tym samym głosem co jej syn. W ostatniej minucie odcinka matka pierwszy raz mówi do syna po imieniu w tym sezonie. Po raz pierwszy jest świadoma jego obecności i pyta się go, gdzie teraz są. A BoJack miast obrócić się i krzyknąć jej w twarz "Fuck you, mom!" siada i mówi jej, że są w Michigan. Zamiast znęcać się nad nią jak to planował, zamiast wylać na nią wszystkie swoje żale, on zaczyna roztaczać przed nią wizję domu rodzinnego, towarzystwa rodziny i gwieździstego nieba. Smutny i wzruszający moment zbierający dodatkowe punkty za silny kontrast wobec naszych oczekiwań. Spodziewaliśmy się w końcu czegoś kompletnie innego, i nie chodzi wyłącznie o tradycję. Przecież zaledwie kilka odcinków wcześniej, w "Thought and Prayers" (4x05), BoJack planował wybudzenie matki z choroby. Jak sam powiedział: "When her eyes spark with recognition, I'm gonna sit down next to her, I'm gonna squeeze her hand and get real close and say... Fuck you, Mom."

Chwila...

To był ten moment! W środku sezonu, w środku odcinka, bez żadnej wagi dramatycznej. Nawet tego nie pamiętałem zanim nie przystąpiłem do pisania niniejszego felietonu. Autentycznie myślałem, że przez cały sezon uniknięto powiedzenia tego. A jednak, było inaczej! Użyli słowa "fuck" w czwartej serii! Twórcy zabawili się moimi oczekiwaniami i wykorzystali je na swoją korzyść, i to w sposób zgodny z historią, wynikający z niej. Na dodatek cały czas poruszali się w pełnym świetle, pokazując mi wszystkie karty... A ja wiedząc, że używają tego słowa tylko raz na sezon, wciąż czekałem do finału 10-11 odcinka by zobaczyć w jakiej sytuacji je wykorzystają. Panowie i panie twórcy, jestem pod wrażeniem.

Jakie są więc wnioski? Samo słowo nie znaczy wiele, w końcu uleciało mojej uwadze. Przekleństwa nie są czymś wyjątkowym. Ale można wykorzystać tak, aby stały się istotne. To w końcu tylko jedno słowo, a jednak w rękach scenarzystów "BoJacka" stało się tym samym co zbliżenie w "Ojcu chrzestnym" (użyte zaledwie kilka razy na cały film, reszta ujęć była statyczna). Nadali mu ogromną wagę i sprawili, że nie musiało ono faktycznie paść abym ja je usłyszał - i tym samym dostrzec pełnię sceny, którą oglądałem.

Tym samym wracamy do tematu dubbingu i jego wulgarności, wśród której takie niuanse jak jednorazowe "fuck" w każdym sezonie traci rację bytu. Dla przykładu, wokół monologu Todda z trzeciego sezonu padają takie słowa jak "chujowy", "odpierdalać", "najebany". Przy nich "fuck" jest czymś delikatniejszym i traci swoją moc, przynajmniej w dużej części. Zresztą, samo "fuck" zostaje przełożone w tej scenie jako "Ja pierdolę". Nie jest to koniecznie wada tłumaczy, w końcu nie muszą być fanami produkcji i wiedzieć o niej wszystkiego. Tworzą też koniec końców coś własnego, co wciąż ma wartość. BoJack krzyczący do kierowcy "Pocałuj mnie w dupę!" zamiast "Kiss my ass!" brzmi zdecydowanie lepiej i cieszę się, że coś takiego istnieje, ale... Nie ma co tego odwlekać: jak dobry polski dubbing do "BoJacka" by nie był, ja wciąż będę zalecał oglądanie go przy pierwszym podejściu w oryginale. Wciąż warto sprawdzić rodzimą wersję, ale to nigdy nie będzie "to samo". Ktoś, kto nie poznał najpierw wersji amerykańskiej ten nie może powiedzieć, że odebrał ten serial w pełni, tak samo jak ja. Już nie mówię o masie nawiązań do popkultury z USA oraz wokalu Willa Arnetta, ale kunszt i pomysłowość scenarzystów to dla mnie świętość, i uważam, że należy im się cześć za sprawienie, iż najbardziej popularne słowo na Ziemi w ich ręku stało się wyjątkowe. Polski widz nie będzie tego świadomy - chyba, że będzie oglądać w oryginale.

Garret Reza
Garret Reza