berlinale

W odróżnieniu od obleganego przez celebrytów i kinowych mistrzów Cannes oraz sędziwej acz eleganckiej imprezy z Wenecji, ich młodszy brat ma w sobie coś łobuzerskiego i ożywczego. Festiwal w Berlinie, bo o nim mowa, ma wszak łatkę zainteresowanego kinematografiami z krajów, które nie należą do potęg filmowych oraz wyjątkowo skupionego na tematach polityczno-społecznych. Świeże spojrzenie i poszukiwanie nowych dróg wpisane w jego kod genetyczny znajduje też odbicie w futurystycznym kompleksie Potsdamer Platz, gdzie mieszczą się kina festiwalowe. Niegdyś okolica cieszyła się złą sławą z uwagi na to, że parę ulic dalej stała Kancelaria III Rzeszy, a przez środek placu przebiegał Mur Berliński. Dziś jednak imponująca zabudowa skomponowana harmonijnie z pobliskim Kulturforum stanowi symbol nowoczesnych Niemiec i jego stolicy, które potrafiły podnieść się po zniszczeniach wojennych i latach upokorzeń ze strony światowych mocarstw.

Na łamach Pełnej Sali postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej filmom startującym w konkursie głównym festiwalu, wśród których czwarty rok z rzędu znalazła się polska produkcja. Poniżej znajdziecie omówienie 19 dzieł walczących o Złotego Niedźwiedzia, którego przyzna jury w składzie: reżyser Tom Tykwer (przewodniczący), aktorka Cécile de France, fotograf i były szef Filmoteca Española Chema Prado, producentka Adele Romanski, kompozytor Ryūichi Sakamoto, krytyczka filmowa Stephanie Zacharek.

Zapraszamy do lektury tekstu i wspólnego wyczekiwania na polską dystrybucję poszczególnych tytułów

3 Tage in Quiberon

„3 Tage in Quiberon / 3 Days in Quiberon”

reżyseria: Emily Atef

występują: Marie Bäumer, Birgit Minichmayr i inni
gatunek: dramat
kraj: Austria, Francja, Niemcy

W świecie kina festiwalowego Emily Atef nie jest postacią anonimową; urodzona w Berlinie, a wychowana w Los Angeles i we Francji reżyserka zdobywała swoimi filmami uznanie od Ameryki Południowej po Rumunię i Słowację. W swoich filmach pochyla się nad losem kobiet – odrzuconych, cierpiących, nierozumianych. Odwraca przy tym klasyczne kulturowe motywy. Podróż Irlandki do dalekiego Wałbrzycha w „Drodze Molly” wiąże się dla niej głównie z upokorzeniami. Z kolei w „Obcym we mnie” protagonistka nie może zaakceptować nowej społecznej roli matki, zmusić się do miłości wobec obcej jej istoty, mimo że teoretycznie najbliższej. Trzecią kinową produkcją Atef jest „Tote Mich” („Zabij mnie”), opowieść o nietypowej relacji zbiega z nastolatką pragnącą śmierci, gdzie również sprawnie unika wpadania w klisze. Ucieczka nie musi oznaczać odnalezienia się, a pozytywni bohaterowie też miewają ciemną stronę. Po kilkuletnim flircie z niemiecką telewizją, owocującym między innym opowieścią o berlińskiej parze walczącej o adopcję rosyjskiego dziecka („Wuschkinder”), a także historią ojca, który dowiaduje się, że jego nastoletni syn wyjechał do Syrii w celu dołączania do ISIS („Macht euch keine Sorgen” / „Don’t worry, I’m fine”). Teraz wreszcie będzie miała okazję zadebiutować w konkursie jednego z wielkich festiwali.

„3 Days in Quiberon” mają być opowieścią o schyłku życia jednej z największych europejskich gwiazd filmowych XX wieku – Romy Schneider. Muza Viscontiego, partnerka i przyjaciółka Alaina Delona, druga najważniejsza aktorka w historii niemieckiej kinematografii według plebiscytu z 2003 roku. Obraz Atef ma się skupić na słynnym wywiadzie Schneider dla niemieckiego magazynu „Stern” udzielonym w tytułowym francuskim kurorcie. Możemy się spodziewać kolejnej emocjonalnej opowieści o kobiecie walczącej z chorobą i własnymi słabościami oraz demitologizacji ikony. W dotychczasowej twórczości reżyserka poruszała raczej tabloidowe tematy doprawiając to subtelnością przekazu godną późnych filmów Kena Loacha i zapewne podobna stylistyka będzie towarzyszyła także „Trzem dniom w Quiberon”.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Ang Panahon ng Halimaw

„Ang Panahon ng Halimaw / Season of the Devil”

reżyseria: Lav Diaz

występują: Piolo Pascual, Shaina Magdayao i inni
gatunek: musical
kraj: Filipiny

Lav Diaz powraca do Berlina po tym jak jego „Kołysanka do bolesnej tajemnicy” spotkała się z ciepłym przyjęciem krytyków i zdobyła nagrodę imienia Alfreda Bauera w 2016 roku. Niecałe sześć miesięcy później reżyser zwyciężył w weneckim konkursie, zdobywając Złotego Lwa za „Kobietę, która odeszła„. Filipińczyk długo pracował sobie na te sukcesy, gdyż w tym roku minie 20 lat od jego ekranowego debiutu „Serafin Geronimo: Ang kriminal ng Baryo Concepcion„. Diaz dał się poznać jako twórca nieszczędzący taśmy filmowej. Jego utwory reprezentujące nurt „slow cinema” potrafią trwać nawet 10 godzin i nie są dzielone na części, a przeznaczone dla dystrybucji kinowej. „Ebolusyon ng isang pamilyang Pilipino” (620 minut) czy „Heremias (Unang aklat: Ang alamat ng prinsesang bayawak)” (550 minut) to przykłady obrazów czyniących z widza podglądacza codzienności. Oba dzieła, bardzo powoli odkrywają przed nami fabułę. Nie spieszą się też z zaznaczeniem, kto jest głównym bohaterem. W kinie Diaza widz sam musi odnaleźć zależności świata przedstawionego, obcując z regułami w nim rządzącymi. Wymaga to olbrzymiej cierpliwości. Zostaje ona jednak wynagrodzona, gdyż reżyser posiada talent projektowania złożonych postaci, ma oko do pięknych kadrów oraz bardzo sprytnie wplata w historie tło polityczne.

Najnowsze jego dzieło noszące tytuł „Ang Panahon ng Halimaw” (ang. Season of the Devil) ma być anty-musicalem, rockową operą umiejscowioną pod koniec lat siedemdziesiątych, na wiejskich obszarach Filipin. Przyjrzymy się terrorowi, jaki szerzyło wojsko w jednej z małych osad. Lekarka Lorena wikła się w konflikt z żołnierzami, starając się pomóc lokalnej ludności, ale wkrótce znika bez śladu. Jej mąż, Hugo, za wszelką cenę próbuje się dowiedzieć, co takiego przytrafiło się kobiecie. W celu odkrycia prawdy, będzie musiał przemierzyć piekło opętanego przemocą kraju. Opis co najmniej intrygujący, a dodatkową zachętą, by czekać na seans jest oczywiście forma. Lav Diaz od dawna pasjonował się muzyką eksperymentalną, z pogranicza drone czy noise. To tylko przypuszczenia, iż „Season of the Devil” pójdzie w tę stronę, ale osobiście żywię taką nadzieję. Co ważne, metraż produkcji wynosił będzie 234 minut. Fani reżysera już narzekają, że krótko, ale seansu nie odpuszczą.

Adrian Burz
Adrian Burz
Damsel

„Damsel”

reżyseria: David Zellner, Nathan Zellner

występują: Robert Pattinson, Mia Wasikowska i inni
gatunek: western
kraj: USA

Było cymbalistów wielu… rodzeństw w filmowym świecie również. Bracia Warner, bracia (a ostatnio siostry) Wachowscy, bracia Dardenne, siostry Arquette, bracia Marx, bracia Coen… Mało kto chyba jednak słyszał do tej pory o braciach Zellner. Od czasu ukończenia studiów tworzą oni wspólnie filmy pod nazwą Zellner Bros. Starszy z nich, David, bierze na siebie przede wszystkich scenariusz i reżyserię, podczas gdy Nathan zajmuje się produkcją a czasem nawet zdjęciami czy kostiumami. W większości swoich dzieł występują również jako aktorzy drugoplanowi. Swój najnowszy obraz „Damsel” bracia postanowili napisać, wyprodukować i wyreżyserować wspólnie. W ich twórczości podobnie jak u wspomnianych braci Coen pobrzmiewają liczne nawiązania filmowe. W „Kumiko” intertekstualność zaprowadziła ich wręcz do uczynienia fragmentu „Fargo” głównym motorem napędzającym tytułową bohaterkę do działania. Z opisu i pierwszych informacji o „Damsel” wynika, że i tutaj miłość do kina będzie widoczna gołym okiem. Trudno chyba o przywodzący więcej filmowych skojarzeń gatunek niż western. Nie zabraknie również innego charakterystycznego elementu dla braci Zellner, czyli pięknej muzyki The Octopus Project. W głównych rolach wystąpiły zaś młode gwiazdy Hollywood, czyli Robert Pattinson i Mia Wasikowska. Rzecz dzieje się na Dzikim Zachodzie. Samuel Alabaster przemierza Amerykę wraz z gitarą i konikiem pony o imieniu Butterscotch w poszukiwaniu porwanej ukochanej Penelope. Co będzie jednak, jeśli okaże się, że dziewczyna wcale nie chce być przez niego uratowana? Podobnie jak w przypadku poprzednich dzieł twórców „Kid-Thing” i „Kumiko”, berliński pokaz „Damsel” poprzedzony został premierą filmu na festiwalu w Sundance. Amerykańscy krytycy w większości przyjęli film pozytywnie (ocena na Rotten Tomatoes to aktualnie 79%). Filmowi bliżej jest podobno do parodii czy satyry niż do klasycznego westernu, a sam Pattinson uważa go za komedię slapstickową. Czekamy z niecierpliwością, czy dziennikarze w Berlinie przyjmą film równie ciepło jak w Sundance.

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Don't Worry, He Won't Get Far on Foot

„Don’t Worry, He Won’t Get Far on Foot”

reżyseria: Gus Van Sant

występują: Joaquin Phoenix, Jonah Hill, Rooney Mara i inni
gatunek: biograficzny
kraj: USA

Gus Van Sant pierwsze kroki w przemyśle filmowym stawiał już w latach osiemdziesiątych, jednak rozgłos w Hollywood przyniósł mu dopiero “Buntownik z wyboru” wraz z nominacjami do Oscara w 1998 roku. Nie znaczy to jednak, że dla krytyki Van Sant był wówczas postacią anonimową. Święcił triumfy głównie z Europie (nominacje na MFF w Wenecji i wygrane na Berlinale). Obsypane nagrodami zostały także “Słoń”, “Narkotykowy kowboj” i “Paranoid Park” – ten pierwszy zdobył Złotą Palmę na festiwalu w Cannes. Po kilku filmach nawiązujących do tematyki LGBT reżyser, który otwarcie przyznaje się do homoseksualizmu, chciał uniknąć “zaszufladkowania”. Historie, które Amerykanin opowiada często były pokrzepiające, pochwalające indywidualizm i pionierstwo.

W tym duchu utrzymana jest jego najnowsza produkcja pod tytułem “Don’t Worry, He Won’t Get Far on Foot”. Materiał źródłowy, który przyczynił się do jej powstania to książka rysownika Johna Callahan pod tym samym tytułem. Życie artysty obfitowało w trudności: dziecięce molestowanie, nastoletni alkoholizm, paraliż na skutek wypadku samochodowego. Jednak rozwiązaniem wszystkich problemów okazała się sztuka. Szybko stał się popularny, ponieważ jego rysunki wzbudzały kontrowersje ze względu na tematy, które poruszały (śmierć, niepełnosprawność). Casting wydaje się być fenomenalny. W rolach głównych występują aktorzy nagradzani i popularni w ostatnich latach: Joaquin Phoenix (“Gladiator”, “Ona”) wraz z Rooney Marą (Carol”, “Song to Song”). Wyraźnie widać, że “Don’t Worry, He Won’t Get Far on Foot” jest filmem z gatunku tych, które w iście amerykański sposób opowiadają o pokonywaniu trudności i ograniczeń, ale w najbliższym sezonie nagród okaże się, czy będzie to spełnienie Amerykańskiego snu Van Santa.

Ania Wieczorek
Ania Wieczorek
Dowlatow

„Dowłatow”

reżyseria: Aleksiej German Młodszy

występują: Artur Beschastny, Daniła Kozłowski i inni
gatunek: biograficzny
kraj: Polska, Rosja, Serbia

Chociaż wszyscy, z pobudek patriotycznych, mocno trzymamy kciuki za film Małgorzaty Szumowskiej, to warto pamiętać, że nie ona jedyna reprezentuje na festiwalu polską kinematografię. Drugim obrazem, który, ze względów finansowania, występuje częściowo pod biało-czerwoną flagą jest „Dolatov” w reżyserii Aleksego Germana młodszego. W praktyce jest to fakt wart odnotowania o tyle, że możemy być pewni jego premiery na ekranach naszych kin. Mimo młodego, jak na reżysera, wieku 41 lat Aleksy German jest jednym z najbardziej utytułowanych twórców w tegorocznym konkursie głównym. Jego wcześniejsze filmy kandydowały do nagród w Berlinie, Wenecji, Karlowych Warach czy na Wrocławskich Nowych Horyzontach. Drogę ku sukcesom z pewnością ułatwił fakt, iż twórca jest synem znanego radzieckiego reżysera (o tym samym imieniu i nazwisku). Z pewnością nie umniejsza to jego zasług, zwłaszcza, że jest on na dobrej drodze do przyćmienia ojca swoim dorobkiem. Do największych artystycznych sukcesów twórcy z pewnością należy „Papierowy żołnierz”. Za ten przesiąknięty klimatem dzieł Tarkowskiego szyderczy dramat, demitologizujący rosyjskich kosmonautów, udało mu się zdobyć Srebrnego Lwa za najlepszą reżyserię na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji.

Film prezentowany w tym roku w Berlinie będzie, jak sama nazwa sugeruje, biografią Siergieja Dawłatowa, znanego radzieckiego prozaika i dziennikarza, a co ważniejsze buntownika. German wielokrotnie dał nam się poznać jako krytyk polityki związku radzieckiego i zwolennik rozliczania się z ciężką historią swojego narodu. Również tym razem spodziewam się więc przede wszystkim historii wybitnej jednostki bezdusznie tłamszonej przez bezduszny system totalitarny. Osobiście liczę też na znakomite zdjęcia, bo po pierwsze wiem, że Rosjanin zawsze przykłada do nich olbrzymią wagę, a po drugie odpowiedzialny za nie jest Łukasz Żal, jeden z najlepszych polskich operatorów młodego pokolenia, nominowany do Oscara za „Idę”.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Eve

„Eva”

reżyseria: Benoît Jacquot

występują: Isabelle Huppert, Gaspard Ulliel i inni
gatunek: melodramat
kraj: Belgia, Francja

Benoît Jacquot pierwszy raz pojawił się na Berlinale w 2012 roku z filmem “Żegnaj, królowo”. To poruszająca historia o ślepej miłości i oddaniu, które nie ma granic, z rewolucją francuską w tle. Królewska para ma wielu wrogów. Nie przeszkadza to służącej Sidonie, która jest skłonna zrobić naprawdę wiele, aby wyrazić swoją miłość do królowej.  W powietrzu unosi się romantyczna tęsknota i smutek niespełnienia. Podobny klimat można odnaleźć w “3 sercach”– poruszającej historii miłości mężczyzny do kobiety, z którą stracił kontakt i jej siostry, którą poślubił. Fabuła jest wyjątkowo oryginalna jak na romans, przebieg wydarzeń nieoczywisty, a aktorzy niemal stworzeni do swoich ról. Biorąc pod uwagę, że “3 serca” są odejściem reżysera od historycznych filmów kostiumowych, również w najnowszym filmie możemy spodziewać się czegoś bardziej współczesnego.  

W tegorocznym konkursie widzowie będą mogli zobaczyć film “Eva”, adaptację powieści  jednego z najbardziej znanych brytyjskich twórców kryminałów i psychologicznych thrillerów Jamesa Hadleya Chase’a. W ekranizacji z 1957 roku rolę Eve odegrała wybitna aktorka Jeanne Moreau, którą pożegnaliśmy w zeszłym roku. Jeśli Jacquot utrzyma konwencję swoich poprzednich filmów, możemy spodziewać się poruszającego i trzymającego w napięciu romansu, ze świetną główną postacią główną, graną przez Isabelle Huppert. Reżyser współpracował już z aktorką na planach “Bez skandalu” oraz “Szkoły wdzięku”. Trzeba przyznać, że wybiera do swoich filmów znakomitych francuskich aktorów i tak jest również tym razem. W drugiej roli pierwszoplanowej wystąpi Gaspard Ulliel. Bohaterowie spotykają się w nietypowych okolicznościach, kiedy to oboje chowają się przed śnieżycą w schronisku. Dramaturg Bertrand nawiązując kontakt z tytułową Evą przekonuje się, że jest ona bardzo tajemniczą kobietą… Jak rozwinie się ta znajomość, będziemy mieli okazję przekonać się już niedługo.

Alicja Brzezińska
Figlia mia'

„Figlia mia / Daughter of Mine”

reżyseria: Laura Bispuri

występują: Valeria Golino, Alba Rohrwacher i inni
gatunek: dramat
kraj: Niemcy, Szwajcaria, Włochy

Włoska reżyserka Laura Bispuri odnosiła festiwalowe sukcesy od samego początku kariery. W 2010 roku jej krótki metraż “Passing Time” został wyróżniony włoskim odpowiednikiem Oscara, nagrodą David di Donatello, przyznawaną przez Włoską Akademię Filmową. Kolejny szort “Blondina” otrzymał Srebrną wstążkę dla najbardziej obiecującego reżysera. W konkursie głównym Berlinale miała już okazję uczestniczyć w 2015 roku, kiedy przyjechała na festiwal ze swoim pełnometrażowym debiutem “Vergine giurata”. Jest to adaptacja wydanej także u nas powieści Elviry Drones – “Zaprzysiężona dziewica”. Opowiada o obowiązującym do dziś w północnej Albanii prawie Kanun według, którego kobieta, która nie chce podporządkować się mężczyźnie i postanawia żyć sama, zostaje vergjineshe, czyli tytułową zaprzysiężoną dziewicą. Zyskuje wtedy prawa przysługujące mężczyznom, wyrzekając się swojej płci. Główna bohaterka Hana składa taką przysięgę i przyjmuje męską tożsamość Marka. W filmie mamy do czynienia z dwutorową narracją obserwując Hanę, która staje się Markiem i Marka, który pod wpływem pewnych wydarzeń wraca do postaci Hany. Obraz ten został ciepło przyjęty także w Polsce, zdobywając nagrodę FIPRESCI na festiwalu Netia OFF Camera w 2015 roku.

“Filgia mia” to rozgrywająca się w Sardynii opowieść o 10-letniej Vittorii, rozdartej między nowo poznaną biologiczną matką a tą, która ją wychowała. Bispuri ponownie bierze pod lupę normy społeczne, tym razem skupiając się na problemie macierzyństwa. Po raz kolejny przygląda się bohaterce, która poddaje pod wątpliwość swoje dotychczasowe ideały i stopniowo odkrywa samą siebie. Zapewne plenery malowniczej wyspy nieco rozświetlą i nadadzą blasku tej przygnębiającej historii. Dodatkowym autem wydaje się obsada. Słynnej włoskiej aktorce Valerii Golino (znanej m.in. z występów w „Rain Man”, czy „Hot Shots!”) towarzyszy Alba Rohrwacher („Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”). 

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Las herederas

„Las Herederas / The Heiresses”

reżyseria: Marcello Martinessi

występują: Patricia Abente, Margarita Irun i inni
gatunek: dramat
kraj: Brazylia, Niemcy, Norwegia, Paragwaj, Urugwaj

„Las herederas” (czyli „Spadkobierczynie”) to pierwszy paragwajski film startujący w konkursie głównym w Berlinie. Raczkująca kinematografia jednego z uboższych krajów Ameryki Południowej nie jest jeszcze gotowa na samodzielną produkcję filmową. Dlatego też potrzebna była współpraca z podmiotami z Brazylii i Urugwaju oraz europejskich krajów (Francja, Niemcy, Norwegia). Oprócz tego twórcy otrzymali wsparcie z Torino Film Lab, World Cinema Fund oraz La Residence finansowanego przez Cinéfondation. Za kamerą stanął debiutujący w długim metrażu Marcelo Martinessi. To bardzo późny debiut, Paragwajczyk ma już bowiem 45 lat na karku. Swoje wcześniejsze, krótkometrażowe prace, opierał o tematykę społeczną i polityczną. W prezentowanym kilka lat temu w Berlinie „Karai norte” (2009) skupiał się na wojnie domowej z 1947 roku. W „Calle última” (2010) opisywał perypetie dzieci żyjących na ulicach stołecznego Asunción. Poprzez „El baldío” (2013) wystawiał rachunek krwawej dyktaturze Alfredo Stroessnera, podczas której zniknęło bez wieści tysiące jego rodaków. W swoim poprzednim dziele „La voz perdida” (2016) przypominał o masakrze, jakiej dokonała policja w Curuguaty, której użyto jako pretekst do odwołania lewicowego prezydenta, Fernando Lugo. Film otrzymał na festiwalu w Wenecji nagrodę w konkursie krótkich metraży sekcji Orizzonti.

Martinessi na niemiecką ziemię wraca z projektem, w którym opowiada o relacji dwóch kobiet w wieku emerytalnym. Chela i Chiquita wywodzą się z uprzywilejowanej kasty (czytaj: ich ojcowie zapewne należeli do rządzącej w Paragwaju 62 lata Partii Czerwonej) i utrzymują się ze spadków. Po latach błogiej sjesty od obowiązków i finansowych trosk kobiety spostrzegają, że ich majątek znacząco stopniał. Próbując sprzedać część odziedziczonych pamiątek rodzinnych, jedna z nich trafia do więzienia pod zarzutem oszustwa. Druga, pozbawiona nagle wieloletniej towarzyszki, musi radzić sobie sama. Wpada na pomysł, że może zacząć działać jako kierowca taksówki dla starszych kobiet z zasobnym portfelem. Zapowiada się ciepła i przenikliwa historia o damach, których młodość minęła bezpowrotnie, ale przecież nadal chcą marzyć. Oby była co najmniej tak udana jak „Gloria”, „Aquarius” czy „Dni płyną tu bez końca”, inne południowoamerykańskie obrazy odkrywające radości i smutki tej najbardziej zmarginalizowanej grupy społecznej.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
In den Gängen

In den Gängen / In the Aisles”

reżyseria: Thomas Stuber

występują: Franz Rogowski, Sandra Hüller i inni
gatunek: dramat
kraj: Niemcy

Thomas Stuber został dostrzeżony w Niemczech w 2008 roku, kiedy to wkroczył na festiwale ze swoim „Teenage Angst„. O ile produkcja z gatunku coming-of-age spodobała się krytykom, to nie zdobyła uznania szerszej publiczności. Kariera reżysera nabrała tempa, odkąd współtworzy scenariusze swoich filmów wraz z jednym z najbardziej uznanych, współczesnych pisarzy niemieckich, tak zwanej „trzeciej generacji”. Clemens Meyer umieszcza w centrum swoich ponurych opowieści ludzi ze skraju społeczeństwa, ale spogląda na nich łaskawym okiem. Etiuda „Of Dogs and Horses” („Von Hunden und Pferden”, 2012) bazuje na jednej z bezkompromisowych historii ze zbioru „All the lights” („Die Nacht, Die Lichter”). Wraz z dwudziestą rocznicą upadku muru berlińskiego wybił się epizod o bezrobotnym, bezdomnym mężczyźnie opuszczonym przez żonę, który usiłuje zarobić pieniądze na wyścigach konnych na leczenie chorego psa. Obraz uhonorowano podczas 39. ceremonii rozdania studenckich Oscarów (nagród Studenckiej Akademii Filmowej). Z kolei męski melodramat zatytułowany „Herbert” (2015) dotyczy innego opowiadania z tej samej serii. Stuber demonstruje tragiczną historię rozpadu człowieka, którego tożsamość wywodzi się z jego fizycznej siły. Całość wzbogaca dyskretna praca kamery Petera Matjasko, który podąża za złamanym bohaterem w mroczne zakątki Lipska. Sercem filmu jest Peter Kurth, który gra chorego na ALS masywnego boksera.

„Walc w alejkach” („In den Gängen”) to wyróżniająca się na tle reszty (ze zbioru „All the lights”) opowieść o uczuciu rodzącym się ostrożnie podczas codziennej pracy operatora wózka widłowego, gdzieś pomiędzy półkami służącymi do przechowywania towaru i podczas zdawkowych spotkań na korytarzach hurtowni należącej do supermarketu. Teren ten staje się społeczną konstrukcją wypełnioną pogmatwanymi ludzkimi pragnieniami: konsumpcjonizmem i pożądaniem. Obsada głównych ról: Franz Rogowski („Victoria”, 2015), Sandra Hüller („Toni Erdmann”, 2016), Peter Kurth (gromkie brawa za występ w „Herbert”) zapowiada obiecujący efekt. Nadmienić trzeba, że kultowa powieść Meyera „When we were dreaming” („Als wir träumten”) została przełożona na język filmowy w nieudolnej metaforze zagubionego pokolenia młodych ludzi, „W rytmie marzeń” (2015) Andreasa Dresena. Tym razem będzie mniej rozczarowująco, bo doświadczymy już trzeciej (udanej do tej pory) współpracy duetu Stuber-Meyer.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska
Isle of Dogs

„Isle of Dogs”

reżyseria: Wes Anderson

głosy: Bryan Cranston, Edward Norton i inni
gatunek: animacja
kraj: Niemcy, USA

Wes Anderson swój pierwszy pełnometrażowy film wyreżyserował w 1996 roku. Z każdym kolejnym, jego charakterystyczny styl kształtował się i stawał się bardziej widoczny, aby osiągnąć apogeum w “Grand Budapest Hotel” (2014). W filmach Andersona króluje natręctwo symetrii i harmonia kolorów. Najnowsza produkcja jest animacją poklatkową – technika ta, obecnie rzadko wykorzystywana ze względu na bycie pracochłonną, pozwala na osiągnięcie precyzji w tworzeniu kadrów. Wielu fanów pokłada nadzieje w “Wyspie Psów”, z racji tego, że poprzedni taki projekt reżysera był bardzo udany. Mowa tu o “Fantastycznym Panu Lisie” (2009), który został nominowany między innymi do Oscara w kategorii najlepszy długometrażowy film animowany czy do innych nagród. Doceniony został również za scenariusz napisany wspólnie z Noah Baumbachem.

W najnowszą produkcję wkład mają aktorzy i ludzie z filmowego świata, którzy często współpracują z Amerykaninem. Animowanym zwierzętom głosów użyczyła cała plejada gwiazd, a wśród nich między innymi Edward Norton, Bill Murray, Tilda Swinton, Greta Gerwig, Scarlett Johansson i Yoko Ono. Za muzykę odpowiedzialny jest Alexandre Desplat, który stworzył oprawę dźwiękową do innych filmów Andersona (“Fantastyczny Pan Lis” i późniejsze; wcześniej reżyser współpracował z Markiem Mothersbaughiem). Historia, jak zwykle w przypadku tego twórcy, wydaje się być mało złożona. Ot, chłopiec wyrusza na wyprawę po Japonii w celu odnalezienia swojego psa. Jednak intryguje fakt, iż w wywiadach reżyser nadmienił, że film jest mocno inspirowany kinematografią Akiry Kurosawy. Najpewniej stąd reżyser zaczerpnął motywy samurajskie obecne w jego najnowszym filmie, co wspólnie z infantylnie wyglądającymi animowanymi zwierzętami zapowiada niebanalne połączenie. Co z tego wyniknie, będziemy mieli szansę przekonać się w kinach od dwudziestego kwietnia.

Ania Wieczorek
Ania Wieczorek
Khook

„Khook / The Pig”

reżyseria: Mani Haghighi

występują: Hassan Majooni, Leila Hatami i inni
gatunek: komedia
kraj: Iran

Mani Haghighi swój pierwszy międzynarodowy sukces zawdzięcza krótkiej opowieści o grupie dojrzałych mężczyzn przeżywających kryzys wieku średniego – „Man at work” (2006), żywcem wyjętych ze sztuki Becketta („Czekając na Godota”). Próba sportretowania kondycji człowieka z perspektywy Irakijczyka jako różnorodnej jednostki, borykającej się z uniwersalnymi problemami nie dotarła na słynniejsze festiwale, ale film dostrzeżono na amerykańskim festiwalu w Tribece. Scenariusz powstał we współpracy, z bardziej doświadczonym już wtedy, Abbasem Kiarostami. W dalszym toku kariery, Mani wraz z reżyserem Asgharem Farhadim obmyślił fabułę rewelacyjnego melodramatu rodzinnego, zatytuowanego „Perski Nowy Rok” (2006), który prowokuje dyskusje dotyczące statusu małżeństw w irańskim społeczeństwie. Dobrze zostało przyjęte „Bez entuzjazmu” (2012), opowiadające o podróżującej parze, dobrze sytuowanych darczyńców, obdarowującej napotkanych biednych ludzi workami pieniędzy. Widz próbuje do finału rozszyfrować, czy robią to z dobroci serca, czy może za szczytnymi czynami czają się złowieszcze motywacje. Wkrótce Farhadi odwdzięcza się za uzyskaną wcześniej pomoc i staje się współscenarzystą dramatu „Canaan” (2008). Film ten nie zyskuje rozgłosu, ale staje niejako przesłanką do stworzenia „Rozstania” (2011), które zdobywa uznanie. „Wejście smoka!” (2016) jest to bardzo tajemniczy obraz, wykorzystujący dawne przekazy, zakorzeniony kulturowo i wizualnie rozkoszny. Ostateczny efekt stanowi plecionka utkana z obszernej ilości węzłów, utworzonych ze splatających się wzajemnie wątków szpiegowskich i dokumentalnych. Koniec końców staje się zawiła i niejasna ale też unikalna i fascynująca. Niezwykły twór zakończył swój pobyt na Berlinale nominacją, ale był też wielką tamtejszą sensacją.

Mani Haghighi jest niekwestionowanym mistrzem w operowaniu humorem i absurdem jako środkami pozwalającymi mu przystępniej wyrazić realia, w których bytują Irańczycy. Takie niekonwencjonalne wizje bywały niejednokrotnie przeoczone, dając pole do popisu bardziej kontemplacyjnym dziełom Abbasa Kiarostamiego, czy Jafara Panahiego. Żywimy nadzieję, że tym razem nowa historia innowacyjnego twórcy zostanie doceniona na Berlinale.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska
Mein Bruder heißt Robert und ist ein Idiot

„Mein Bruder heißt Robert und ist ein Idiot / My Brother’s Name is Robert and He is an Idiot”

reżyseria: Philip Gröning

występują: Julia Zange, Josef Mattes i inni
gatunek: dramat
kraj: Francja, Niemcy, Szwajcaria

Spośród reżyserów startujących w tegorocznym konkursie w Berlinie, Philipa Gröninga wyróżnia to, że niezwykle starannie dobiera projekty. Niemiec, choć debiutował w kinie w późnych latach 80. to zrealizował do tej pory jedynie sześć pełnometrażowych filmów. Już za pierwsze dzieło zatytułowane “Sommer” (1988) otrzymał laur na (niezbyt prestiżowym) festiwalu w Bergamo. Włosi docenili także kolejny “Die Terroristen!” (1992, Brązowy Lampart w Locarno). Ten fotografowany przez Anthony’ego Doda Mantle’a (dziś laureata Oscara i Złotej Żaby) dramat spotkał się z wielką krytyką ekipy rządzącej w jego ojczyźnie. Ponoć sam kanclerz Helmut Kohl, widząc w nim niebezpieczne treści (film traktował m.in. o planach zabójstwa czołowego niemieckiego polityka), starał się, by został on wycofany z obiegu kinowego. Po “L’amour, l’argent, l’amour” (2000) w festiwalowym światku zrobiło się nieco głośniej o Gröningu. Romans złomiarza i prostytutki osadzony w oświetlony sylwestrowymi fajerwerkami Berlinie wywołał sprzeczne oceny. Jednak reżyser urodzony w Düsseldorfie odbył niezłe tournee po filmowych imprezach (Camerimage, Locarno, Manaki, Sztokholm, Valladolid). Powszechnie chwalono stronę wizualną, za którą odpowiadał wspólnie z francuską operatorką Sophie Maintigneux (pracowała wcześniej z Godardem czy Rohmerem).

Dominującą cechą Gröninga jest skrupulatność z jaką planuje każde swoje filmowe dziecko. Odpowiada na planie za najdrobniejsze szczegóły. Oprócz pracy reżysera, para się bowiem zdjęciami, montażem, produkcją i pisaniem scenariusza. Aż cztery lata przygotowywał się do swego najważniejszego filmu. Prawie 3-godzinny dokument “Wielka cisza” (2005) przenosi widza do nieznanego i zakazanego świata. Niemiecki filmowiec pokusił się o rzecz niezwykłą. Na cztery miesiące zamknął się w położonym w Alpach klasztorze La Grande Chartreuse. Kartuzi zaufali reżyserowi na tyle, że mógł on zaglądać z kamerą w najciemniejsze zakamarki ich domu. Powstało dzieło pełne kontemplacji i niemal namacalnej duchowej mocy. Tytułową ciszę, której wymaga surowa reguła zakonu, zakłócają szmery mnisiego chodu i modlitewne śpiewy. Jednak to jego następna inicjatywa, czyli “Żona policjanta” (2013) pozwoliła mu wejść do czołówki twórców współczesnego kina (nie mylić z rozpoznawalnością). Za ten ponury, wykalkulowany i chropowaty dramat o przemocy rodzinnej Niemiec otrzymał w Wenecji Nagrodę Specjalną Jury, choć długo mówiono o Złotym Lwie.

Do Berlina, gdzie jeszcze nigdy nie pokazywał swoich prac, Gröning przyjedzie jako jeden z faworytów. “Mein Bruder heißt Robert und ist ein Idiot (dosłownie: “Mój brat ma na imię Robert i jest idiotą”) szykowana była jako rodzinna drama na dwa głosy. 19-latków, Elenę (Julia Zange) i Roberta (Josef Mattes), mimo że są bliźniętami, różni niemal wszystko. Ona iskrzy inteligencją i za wszelką cenę chcę studiować filozofię, on, nieco opóźniony umysłowo, walczy o to, by wyrwać się z prowincjonalnego miasteczka w  Badenii-Wirtembergii. Reżyser podkreślał, że w celu oddania stanu ducha jego bohatera bardzo długo szukał wyjątkowo odosobnionej lokacji do kręcenia filmu. W końcu znalazł zapomniane przez Boga i ludzi Leipferdingen, położone blisko granicy ze Szwajcarią. To tam powstała specjalnie zaprojektowana sceneria udająca stację benzynową, która stanowiła główny plan dla perypetii protagonistów. Z zapowiedzi wynika, że “Mein Bruder heißt Robert und ist ein Idiot“ będzie emocjonalnym rollercoasterem okraszonym rozważaniami na temat tez Martina Hedeggera. Brzmi co najmniej zachęcająco…

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Museo

„Museo / Museum”

reżyseria: Alonzo Ruizpalacios

występują: Gael Garcia Bernal, Simon Russell Beale i inni
gatunek: kryminał
kraj: Meksyk

Alonso Ruizpalacios na dobre rozgościł się na artystycznych salonach. Już w swoim debiucie “Güeros” (nagrodzonym w Berlinie i San Sebastian) zaskoczył kunsztem formalnym, tworząc czarno-biały świat wyrzutków społeczeństwa. Fiksacja na punkcie odnalezionej kasety, trudy relacji braterskiej, nieprzystawalność do panujących zasad – meksykański reżyser podjął wiele tematów, które okazały się (mimo lokalnego kontekstu) uniwersalne dla europejskich widzów. Wydaje się zatem, że “Museo” potwierdzi pozycję Ruizpalaciosa, w czym może mu pomóc obecność w obsadzie Gaela Garcii Bernala.

Najnowszy film latynoamerykańskiego artysty to koktajl “coming-of-age story” z “heist movie”. Mówiąc inaczej – to fabularyzowana historia kradzieży cennych dzieł sztuki, dokonanej przez dwóch źle sytuowanych mężczyzn. Według doniesień prasowych, “Museo” będzie dotykać problemów związanych z poszukiwaniem tożsamości w świecie opartym na sile pieniądza. Na pewno będzie można odnaleźć pewne duchowe powinowactwo z debiutem, skoro filmowiec ponownie skupi się na środowiskach biedoty. Wprawdzie fabuła nie brzmi zbyt oryginalnie, niemniej jednak nazwisko znanego aktora, kręcenie na taśmie 35 mm, jak również zapowiadane inspiracje “Badlands” Terrence’a Malicka i “Walkabout” Nicolasa Roega, mogą okazać się interesujące dla jury. Warto trzymać kciuki za Ruizpalaciosa, jako że Meksyk wciąż jest stosunkowo mało odkrytą ziemią przez kinematografię. A jak pokazał przykład “Coco” – tamtejsi autochtoni mają światu jeszcze wiele do pokazania.

Marcin Kempisty
Marcin Kempisty
La prière

„La prière / The Prayer”

reżyseria: Cédric Kahn

występują: Anthony Bajon, Damien Chappelle i inni
gatunek: dramat
kraj: Francja

Cédric Kahn polskiej publiczności dał się poznać jako aktor. Uczestnicy projektu Scope100 oraz widzowie Cinemaxa kojarzą go z „Inwestycji w małżeństwo” a fani My French Film Festival z „Proszę pokazać język„. W obu filmach zagrał główne role. Kahn dużo dłużej trudnił się jednak scenopisarstwem i reżyserią. Od samego początku interesowały go tematy pierwszych miłości, dojrzewania, wkraczania w dorosłość. Można to zauważyć choćby w „Zbyt dużo szczęścia” z 1994, gdzie nastoletnia bohaterka, Valerie, zostaje wydalona ze szkoły i razem z przyjaciółmi snuje plany dotyczące przyszłości. Za ten film Kahn otrzymał nagrodę młodych na festiwalu w Cannes. W kolejnych produkcjach reżyser zachował zainteresowanie pozornie prostymi historiami obyczajowymi. Jednak zdarzyło mu się portretować seryjnego mordercę (w thrillerze „Roberto Succo„) oraz romansować z mrocznym kryminałem (w „Feux rouges„).

W swym najnowszym dziele, zatytułowanym „La prière” (ang. „The Prayer”), reżyser po raz kolejny pochyla się nad udrękami młodych ludzi. Fabuła dotyczy 22-letniego Thomasa, uzależnionego od narkotyków i wychowanego w patologicznej rodzinie. W celach resocjalizacyjnych zostaje wysłany do żyjącej w górach wspólnoty, złożonej z narkomanów, którym modlitwa pomaga w walce z nałogiem. Bohater w nowych warunkach uczy się żyć na trzeźwo, ale także wpada w kolejne tarapaty. Enigmatyczny opis oraz trailer, ograniczający się do streszczenia części fabuły, nie sugerują, by był to przyszły zdobywca Złotego Niedźwiedzia. Warto jednak poczekać na pierwsze recenzje, które rozwieją wątpliwości.

Adrian Burz
Adrian Burz
Toppen av ingenting

„Toppen av ingenting / The Real Estate”

reżyseria: Måns Månsson, Axel Petersén

występują: Leonore Ekstrand, Christer Levin i inni
gatunek: dramat
kraj: Szwecja, Wielka Brytania

Axel Petersen i Mans Mansson to jedni z najbardziej utalentowanych szwedzkich twórców młodego pokolenia. Mansson zaczynał jako dokumentalista, jak również operator. To właśnie w tej roli przecięły się jego losy z Petersenem podczas prac nad pełnometrażowym debiutem tego drugiego. „Avalon” okazał się wielkim sukcesem, zdobył nagrodę FIPRESCI na festiwalu w Toronto, a Szwedzka Akademia Filmowa nagrodziła kreacje aktorskie Johannesa Brosta i Petera Carlberga. Film opowiadał o impresario u kresu życia, który organizuje nocny klub na prowincji, co owocuje dramatyczną lawiną godną „Wesela” Smarzowskiego. Mansson od tego czasu próbował swoich sił w reżyserii, ale prawdziwy sukces nastąpił dopiero w 2016 roku. Jego „Yarden”to opowieść o poecie, który z dnia na dzień musi przemodelować swoje życie i zatrudnić się jako pracownik stoczni. Tu również rodzimi filmowcy zwrócili uwagę na świetne aktorstwo, uznanie akademii „Złotych Żuków” zdobyły także technikalia – zdjęcia i dźwięk.

Komediodramat „The Real Estate” wydaje się projektem łączącym zainteresowania obu twórców. Jest to opowieść o dekadenckiej siedemdziesięciolatce, która dziedziczy kamienicę w centrum Sztokholmu. Podobnie jak w „Avalonie” dojrzały człowiek u kresu swojego pełnego ekstrawagancji i zabaw życia zostaje niespodziewanie uwikłany w ciąg narastających dramatycznych wydarzeń. Do tej pory obrazy zarówno Manssona, jak i Petersena były znane głównie ze świetnego aktorstwa, dodatkowo przyprowadzili oni obsadę swoich znajomych z poprzednich produkcji, dlatego nawet jeśli pod innymi względami produkcja zawiedzie, to możemy być spokojni o odtwórców ról.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Nu mă atinge-mă

„Nu mă atinge-mă / Touch Me Not”

reżyseria: Adina Pintilie

występują: Laura Benson, Tomas Lemarquis i inni
gatunek: dramat
kraj: Bułgaria, Czechy, Francja, Niemcy, Rumunia

Adina Pintilie z pewnością jest jedną z bardziej anonimowych postaci wśród panteonu sław tegorocznego festiwalu. Dość powiedzieć, że „Nu mă atinge-mă” jest jej pierwszą pełnometrażową fabułą. Wcześniej Rumunka zrealizowała dwa filmy dokumentalne i jeden krótkometrażowy dramat, jednak żaden z nich nie był pokazywany na topowym festiwalu filmowym. Malkontenci pewnie powiedzą, że to efekt mody na kino rumuńskie lub, zaważyła głośna tematyka związana z molestowaniem seksualnym. Ja jednak jako optymista wolę wierzyć, że to jeden z wyborów, których selekcjonerzy nie podjęli na ślepo. Dzieło rumuńskiej reżyser broni przede wszystkim jakość.

„Touch Me Not” zapowiadany jest jako niezwykle emocjonalna i osobista opowieść o trójce bohaterów: Christianie, Laurze i Tómasie. Na ich przykładzie poruszany jest temat miłości, bliskości ale również pewnych barier, które każdy z ludzi stawia wokół siebie. Chociaż festiwale rzadko nagradzają debiutantów, często są miejscem pozwalającym twórcom uzyskać szeroką dystrybucję. Przekonał się o tym chociażby Xavier Legrand, którego „Jeszcze nie koniec” został ciepło przyjęty w Wenecji, a już niedługo pojawi się w polskich kinach. Pani Adine życzymy więc co najmniej takiego sukcesu i liczymy na dobre kino.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Transit

„Transit”

reżyseria: Christian Petzold

występują: Franz Rogowski, Paula Beer i inni
gatunek: dramat
kraj: Francja, Niemcy

Christian Petzold to obecnie jeden z czołowych niemieckich twórców, od kilku lat stały bywalec najważniejszych europejskich festiwali. Fachu uczył się u boku m.in. Haruna Farockiego, u którego pracował jako asystent reżysera i z którym wspólnie pisał pierwsze scenariusze. Swoją karierę rozpoczął od realizacji kilku filmów telewizyjnych, a jego kinowy debiut „Decyzja” został wyróżniony na Festiwalu w Salonikach nagrodą za najlepszą reżyserię. Opowiada o parze, żyjących wciąż na walizkach, ukrywających się byłych terrorystów i ich piętnastoletniej, zbuntowanej córce, pragnącej normalnego życia. Film można uznać za nową wersję „Straconych lat” Sidneya Lumeta. Petzold zresztą bardzo często sięga do kina popularnego, trawestując choćby „Listonosz zawsze dzwoni dwa razy” w „Jerichow” czy „Karnawał dusz” w „Yelli”. Jego dzieła, choć reprezentują szkołę berlińską, kojarzoną głównie z realizmem i kinem politycznym, odwołują się też często do metafizyki i poruszają temat śmierci, czasem symbolicznej („Martwy człowiek”, „Duchy”, „Feniks”) a czasem dosłownej („Yella”). Nierzadko pełnią rolę moralitetów lecz wykorzenionych z dydaktyzmu. Z lubością wykorzystują też motyw doppelgangera.  W głównych rolach najczęściej obsadza kobiety, a jego bohaterki zazwyczaj uciekają przed bolesną przeszłością. Muzą reżysera, z którą zrealizował do tej pory 5 filmów jest wybitna niemiecka aktorka, Nina Hoss, laureatka Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie w 2007 za rolę w „Yelli”. Sam Petzold także został doceniony na tym festiwalu w 2012 roku, kiedy to otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera za „Barbarę” (także z Hoss w roli głównej). Jego międzynarodową renomę ugruntował „Feniks”, w którym po raz kolejny sięga do klasyki, tym razem trawestując „Zawrót głowy” Hitchcocka. W świadomości widzów zostanie zapamiętany głównie za rewelacyjną scenę finałową zwieńczoną piosenką „Speak Low”.

W tym roku Petzold przyjeżdża na Berlinale z filmem „Transit”, w którym po raz kolejny podejmuje problematykę zagubionej tożsamości. Jest to adaptacja powieści Anny Seghers. Wojenny uchodźca Georg (Franz Rogowski znany z „Victorii” czy „Happy End”) trafia do Marsylii, gdzie wchodzi w posiadanie dokumentów pisarza, niejakiego Weigela, którego tożsamość przejmuje. Poznaje tam Marie (Paula Beer, która zasłynęła świetnym występem we „Franzu” Francoisa Ozona) poszukującą zaginionego męża. Choć akcja powieści ma miejsce podczas II wojny światowej, nie jest jasne, czy Petzold umiejscawia film w tym samym okresie historycznym. Enigmatyczne opisy sugerują, że rzecz dzieje się we współczesnej Marsylii, gdzie przeszłość przenika się z teraźniejszością, tworząc paralelę między dzisiejszymi a ówczesnymi uchodźcami.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Twarz

„Twarz / Mug”

reżyseria: Malgorzata Szumowska

występują: Mateusz Kościukiewicz, Agnieszka Podsiadlik i inni
gatunek: dramat
kraj: Polska

Małgorzata Szumowska jest obecnie jedną z najbardziej znanych reżyserek młodego pokolenia w Europie, a z festiwalem w Berlinie mocno związana jest już od kilku lat. W 2013 roku jej „W imię…” zdobyło dwa wyróżnienia: nagrodę czytelników niemieckiego pisma dla homoseksualistów „Siegessäule” i nagrodę za najlepszy film LGBT. Za reżyserię „Body/Ciało” dwa lata później otrzymała prestiżową nagrodę Srebrnego Niedźwiedzia, a na następnej edycji festiwalu wystąpiła już w roli jednego z jurorów. Berlinale znane jest z promowania kina zaangażowanego i politycznego, stąd nie dziwi silna więź z polską twórczynią. Dzieła reżyserki od zawsze wywołują w widzach i krytykach wiele emocji. Szumowska nie boi się podejmować się tematów bolesnych oraz kontrowersyjnych, często odzwierciedlających jej poglądy polityczne i społeczne. Pierwszym filmem, dzięki któremu zdobyła sławę na Zachodzie były „33 sceny z życia”, osobiste dzieło autorki pokazujące trudny proces godzenia się ze śmiercią najbliższych poprzez niekonwencjonalne i łamiące tabu sposoby takie jak m.in. śmiech. W „Sponsoringu” reżyserka nie bała się pokazać z sympatią i współczuciem środowiska prostytutek, a w filmie „W imię…” głównym wątkiem uczyniła miłość homoerotyczną między młodzieńcem a księdzem. Za najdojrzalsze dzieło Szumowskiej duża część krytyków uważa jednak nietypowe dla niej „Body/Ciało”. Autorka, być może po raz pierwszy w swojej karierze, nacechowała swój obraz dużą dawką humoru, rezygnując z charakterystycznej dla siebie powagi i stawiając na pierwszym miejscu walory artystyczne, a nie temat filmu.

Czy podobnym tropem pójdzie również w swoim najnowszym filmie Twarz? Protagonistą jest tutaj Jacek, fan heavy metalu i wyścigów, indywidualista zadowolony z własnego życia, na co dzień pracujący przy granicy polsko-niemieckiej na budowie największego pomnika Jezusa Chrystusa na świecie. W wyniku nieszczęśliwego wypadku przy pracy jego oblicze zostaje totalnie zniekształcone. Dzięki pomocy telewizji zostaje pierwszym Polakiem, którego poddano transplantacji twarzy, co czyni go niemal celebrytą. Najbliższe otoczenie i mieszkańcy prowincji nie potrafią jednak właściwie go traktować. Dzieło Szumowskiej pokazuje kondycję współczesnej polskiej wsi, ze szczególnym naciskiem na jej brak tolerancji i religijność. Nie przypadkiem zapewne figura Jezusa przywodzi na myśl słynny pomnik w Świebodzinie. Reżyserka ponownie podejmuje zatem temat nośny i zaangażowany społecznie. Autorka współpracowała przy produkcji ze sprawdzoną ekipą filmową: w głównej roli wystąpił, znany z „W imię..”, aktualny mąż aktorki Mateusz Kościukiewicz, współscenarzystą i autorem zdjęć był ponownie były mąż reżyserki Michał Englert, a montażystą ojciec ich wspólnego dziecka Jacek Drosio. Jak widać, Szumowska nawet swoim życiem osobistym odzwierciedla swoje poglądy i kontrowersyjne tematy filmów. Liczymy, że i tym razem twórczyni uda się osiągnąć sukces w Berlinie. Może do trzech razy sztuka i tym razem wróci do Polski ze Złotym Niedźwiedziem? Polska premiera filmu w kwietniu.

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Utoya 22 juli

Utøya 22. juli

reżyseria:  Eric Poppe

występują: Andrea Bertsen, Aleksander Holmen i inni
gatunek: dramat
kraj: Norwegia

Zanim Erik Poppe trafił do Berlina ze swym najnowszym dziełem, nakręcił 5 filmów pełnometrażowych. Każdy z nich został nominowany do nagrody Amanda za najlepszą norweską produkcję kinową. Trzy wygrały. Mamy do czynienia z personą niezwykle cenioną w swym kraju. To obserwator, chętnie opowiadający o norweskim społeczeństwie, wychwytujący przemiany i niepokoje w nim zachodzące. Najbardziej widać to w dwóch jego pierwszych filmach. Debiutancka „Schapaaa” to historia wielonarodowościowych gangów, działających na ulicach Oslo, a także portret biednych dzielnic tego miasta. Tymczasem „Hawaje, Oslo” stanowi podzielony na kilka wątków obraz Norwegów, ścierających się z osobistymi tragediami. Poppe czasami wychodzi też z kamerą poza granice swego kraju, starając się zobrazować problemy trawiące resztę świata. Choćby w filmie „Po tysiąc razy dobranoc” zestawia rodzinne dylematy, z politycznymi tragediami, obserwowanymi przez główną bohaterkę filmu, pracującą jako reporterka wojenna. W tej roli, co warto nadmienić, obsadzona została Juliette Binoche.

O Złotego Niedźwiedzia w tym roku walczył będzie film „Utøya 22. juli”. Jak sugeruje tytuł, jest to próba zmierzenia się z tematem zamachu z 22 lipca 2011 roku. Wtedy to stolicą kraju wstrząsnął wybuch, w wyniku którego zginęło 8 osób. Dwie godziny później nastąpiła jeszcze większa tragedia. 500 ludzi przebywających na wyspie Utøya, zaatakował uzbrojony ekstremista, Anders Breivik. Śmierć poniosło 69 osób. Duża część filmu jest nakręconą w jednym ujęciu rekonstrukcją masakry. Wydarzenia zostaną przedstawione z perspektywy bohaterki, dziewiętnastoletniej Kaji. W trakcie, gdy pada pierwszy strzał, dziewczyna zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa i na ogarniętej chaosem wyspie stara się odszukać swoją siostrzyczkę Emilię. Poppe wydaje się idealną osobą, by zmierzyć się z jedną z największych traum w historii własnego narodu. Ciężar tematu oraz zastosowana technika sprawiają, iż to na pewno jeden z bardziej oczekiwanych seansów nadchodzącego konkursu.

Adrian Burz
Adrian Burz