Listy miłosne – recenzja filmu „Barbara”

Listy miłosne – recenzja filmu „Barbara”

Czasami bywa tak, że bardzo chcemy dać upust naszej fascynacji jakimś artystą. W dobie Internetu mamy niezliczone możliwości, by to uczynić. Można tworzyć fanarty, fanfiki, prowadzić fankluby. Jeśli jednak jesteś znanym reżyserem i uznanym aktorem w jednym, trudno oprzeć się pokusie stworzenia filmu. I tylko widzów żal...

Mathieu Amalric znany jest głównie ze swojej bardzo specyficznej urody i aktorskiego talentu, który pokazywał chociażby w „Wenus w futrze” Polańskiego czy obficie nagradzanym „Motylu i skafandrze”. Wielu z was może nie pamiętać jednak, że ma na swoim koncie także sukcesy po drugiej stronie kamery. Przed ośmioma laty odebrał Złotą Palmę za reżyserię komediodramatu „Tournée”. Gdy w zeszłym roku powrócił do canneńskiej świątyni próżności, lecz już w mniej prestiżowym konkursie Un Certain Regard, entuzjazm związany z premierą szybko umilkł wraz z umiarkowanie pozytywnymi recenzjami.

Gdy oglądamy Barbarę” trudno się dziwić temu stanowi rzeczy. Jest to w zasadzie dość specyficzny eksperyment artystyczny. Reżyser przeplata ze sobą biograficzną produkcję o francuskiej piosenkarce Barbarze (swoisty film w filmie), główną opowieść o tworzeniu wspomnianego wcześniej filmu, tym jak rola Barbary wpływa na psychikę grającej ją aktorki – Brigitte (Jeanne Balibar) i wreszcie prawie dokument o tytułowej artystce, rozmowach reżysera z jej znajomymi czy wspomnieniach oń. Dodatkowo przez cały seans w absolutnie przypadkowych momentach aktorskie sceny zmieniają się w archiwalne nagrania, co dodatkowo wywołuje w widzu konfuzję.

Z tego wszystkiego wyłania się chaos, ale też pewna autentyczność. W twarzy Amalrica, który na ekranie wciela się w postać reżysera filmu „Barbara” Yvesa Zanda, w jego łzach wzruszenia i wspomnieniach „tego jednego pocałunku w 1993”, widać autentyzm fana wspominającego swoją gwiazdę. Kochał ją za charakter, podejście do publiki, ale i za muzykę. Muzykę wybitną i piękną. Której jest tu na szczęście najwięcej. Przez cały seans niezliczone utwory, zarówno prawdziwe nagrania Barbary, jej piosenki śpiewane przez Jeanne Balibar, czy też rozmaite covery. Możliwość usłyszenia tych wszystkich dźwięków w sali kinowej jest chyba głównym powodem dla którego warto się wybrać na ten obraz.

Drugim z powodów może być rewelacyjna kreacja żony Amalrica – Jeanne Balibar. Piosenkarka i aktorka dzięki tej produkcji za piątym podejściem zdobyła swojego pierwszego Cezara, pokonując między innymi Juliette Binoche i Charlotte Gainsbourg i trudno się temu werdyktowi francuskich Akademików dziwić. To właśnie perfekcyjnie ucharakteryzowana artystka, którą chwilami ciężko odróżnić od prawdziwej Barbary, jest magnesem sprawiającym, że jednak nie drzemiemy kontemplując ścieżkę dźwiękową, a trzymamy oczy otwarte.

A bywa to ciężkie, gdyż film jest piekielnie męczący jeśli chodzi o oglądanie. Drepcząc w miejscu, bez jakiegoś większego ciągu przyczynowego albo powodu istnienia kolejnych scen, wydaje się o dobrą godzinę zbyt długi. Wielki potencjał był tu na naprawdę dobry krótkometrażowy fabularyzowany dokument i szkoda, że „Barbara” nie powstała właśnie w takiej formie.

Omawiany powyżej film będzie jedną z produkcji prezentowanych podczas 9 edycji Przeglądu Nowego Kina Francuskiego organizowanego przez Instytut Francuski w Polsce i Gutek Film. Widzowie najpierw między 19 a 26 kwietnia w kinie Muranów, a potem podczas replik w 11 polskich miastach będą mogli zapoznać się z najciekawszymi filmami 2017 roku znad Sekwany, wśród nich między innymi: nagrodzone w Cannes „120 uderzeń serca” oraz najnowsze filmy Bruno Dumonta („Jeannette, dzieciństwo Jeanne d’Arc”) i Claire Denis („Isabelle i mężczyźni”). Więcej informacji wraz z pełnym repertuarem można przeczytać na stronie Instytutu.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
barbara

Barbara


Rok: 2017

Gatunek: muzyczny, biograficzny

Reżyser: Mathieu Amalric

Występują: Jeanne Balibar, Mathieu Amalric, Lisa Ray-Jacobs i inni

Ocena: 2,5/5