Przeminęło z Jangcy – recenzja filmu „Ash is Purest White” – Cannes 2018

Przeminęło z Jangcy – recenzja filmu „Ash is Purest White” – Cannes 2018

„Wędrówką życie jest człowieka” pisał pół wieku temu Edward Stachura o jednym z najstarszych motywów literackich w dziejach. Wielcy mistrzowie od wieków opowiadali o tym jak zmieniamy się na przestrzeni lat. Jak pod wpływem różnych wydarzeń tracimy młodzieńczą niewinność, wpadamy w pełen niepewności wiek średni, aż w końcu patrzymy na swoje wzloty i upadki z perspektywy dojrzałości. Teraz ten temat podjął jeden z najwybitniejszych chińskich twórców współczesnych – Jia Zhangke.

Podobnie jak w wybitnym „Nawet góry przeminą” z canneńskiego konkursu w 2015 roku reżyser rozkłada swoją opowieść o Chinach na ponad dekadę, wszystko pokazując przez pryzmat opowieści o uwiązanej w trójkąt miłosny kobiecie. To nie koniec podobieństw „Ash is Purest White” do poprzedniej fabuły tego twórcy. W roli głównej ponownie występuje żona i muza artysty – Tao Zhao, a motywem przewodnim jest wielki przebój Village People. Szkoda, że całości brakuje wizji i kreatywności zaprezentowanej przed trzema laty.

Początek XXI wieku, na noworocznej imprezie bawi się piękna Qiao (Tao Zhao), tańczy śmieje się, skacze. Szybko odkrywamy, że to impreza mafijna. A raczej uczestnicy, po wielokrotnych seansach „Ojca Chrzestnego”, filmów o yakuzie, czy dzieł Martina Scorsese chcieliby być taką organizacją. Póki co są grupą małomiasteczkowych gagatków w garniturach, nazywając się wzajemnie braćmi i kultywując dość kuriozalne obyczaje. Chłopakiem bohaterki jest Guo Bin, prawa ręka lokalnego bossa, klasyczny tajemniczy zły chłopiec, „zbyt mroczny by wchodzić w związki”. Życie młodych układa się bardzo obiecująco, pozytywne zbiegi okoliczności poprawiają ich status materialny, a nawet mający alkoholowe problemy i rewolucyjne ciągoty ojciec Qiao nie przeszkadza w karierze pary. Wszystko upada równie trywialnie jak się toczyło. Protagonistka by przegonić karykaturalnych napastników wyciąga w miejscu publicznym nielegalnie posiadany pistolet, co kończy się pięcioletnią odsiadką w więzieniu.

Akcja powróci zaraz po opuszczeniu przez Qiao więzienia oraz ponad dekadę później, kiedy już dojrzała bohaterka będzie u kresu swej drogi, za każdym razem poznając inny aspekt jej trudnej relacji z Gou Binem. Trudno nie widzieć tu podobieństw do takich klasyków, jak „Przeminęło z wiatrem”, gdzie też śledziliśmy dojrzewanie kobiety i to jak jednostka się zmienia pozostając jednocześnie sobą, przez pryzmat związku niemożliwego. Szkoda, że do tego pięknego i uniwersalnego, ale niestety również mocno wyeksploatowanego przez popkulturę motywu, Jia Zhangke nie zdecydował się dodać nic od siebie. Pokazywany tu obraz Chin nie jest ani specjalnie wyczerpujący, ani intrygujący. Także rekonstrukcja hollywoodzkiego motywu dumnej mafii i pokazanie śmieszności prób kierowania się opiewanymi przez Mario Puzo zasadami w prowincjalnej rzeczywistości, to coś, co widzieliśmy już wielokrotnie.

Piosenka Village People wielokrotnie w filmie powracająca, ma podkreślić naiwność młodości, nie tylko rozumianej jako młodzi ludzie, ale całe młode społeczeństwo, które po latach komunistycznych rządów coraz bardziej zaczyna się znajdować we władaniu rynków i korporacji. A co za tym idzie amerykańskiej kultury i zapatrzonej w nią przestępczości. “YMCA” podobnie jak w ostatnio “Go West!” ma podkreślać kuriozalność powstającej w Państwie Środka mieszanki społeczno-kulturowej, plastikowe połączenie azjatyczniej obyczajowości z wpływami zachodu i importowanymi snami.

Na wielkie brawa zasługuje niewątpliwie wybitna kreacja Tao Zhao. Aktora, niczym przed laty Vivien Leigh, na ekranie zmienia się jak kameleon, starzejąc się i poważniejąc, a przy tym cały czas pozostaje tą samą postacią. Możemy obserwować  jak staje się coraz silniejsza wewnętrznie, jak traci swoje złudzenia i strachy. Coś fascynującego pozostaje przez cały czas w jej oczach, w jej ruchach. Wielka szkoda, że tak udana kreacja nie została nagrodzona.

Mimo wszystkich wad, jest to wciąż pięknie sfilmowana i wspaniale zagrana opowieść o miłości, złudzeniach i ludzkiej egzystencji. Film nawet jeśli niespecjalnie odkrywczy, to bardzo dobrze się oglądający i stworzony z dużą wprawą. Szkoda, że w wielu miejscach scenariusz idzie na skrót

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Ash is Purest White


Rok: 2018

Gatunek: melodramat, gangsterski

Reżyser: Jia Zhangke

Występują: Tao Zhao, Fan Liao i inni

Ocena: 3/5