Tamte treningi, tamte balety – recenzja filmu „And Then We Danced” – WFF

Tamte treningi, tamte balety – recenzja filmu „And Then We Danced” – WFF

Chociaż reżyser Levan Akin urodził się pod Sztokholmem, to gruzińscy rodzice zaszczepili mu miłość do kraju swojego pochodzenia, do dawnej ojczyzny. W związku z tym, gdy w 2013 roku zobaczył krwawe sceny ataku na marsz równości w Tiblilisi, to zapragnął się temu jakoś sprzeciwić. Z tej potrzeby serca powstało „And Then We Danced”.

„Wszędzie świecące prostokąty, kiedyś tańczyliśmy” mógłby melancholijnie powtórzyć za Taco Hemingwayem Merab (Levan Gelbakhiani), wspominając w 2019 roku wydarzenia sprzed około dekady. Wtedy właśnie był czołowym tancerzem drugiego składu Gruzińskiego Baletu Narodowego. Wtedy właśnie dojrzał. Film opowiada o tych kilku kluczowych miesiącach z jego życia.

Irakli (Bachi Valishvili) pierwszy raz na treningu pojawił się niespodziewanie, sądząc po niefrasobliwy spóźnieniu, nawet dla samego siebie. Nawet nie wiedział, kogo zastępuje w składzie. Złoty kolczyk w uchu zirytował trenera zapewne nawet bardziej niż przyjście po czasie. Jednocześnie jednak miał talent, i to jaki. Miał także tradycyjną męską posturę i idealną prezencję, to czego zawsze brakowało drobnemu Merabowi. Irakli szybko stał się duszą towarzystwa, zawsze miał gotową ripostę, był niezachwianie pewny siebie, na wszystko miał wyjaśnienie, nawet na swój celibat, źle postrzegany męskim środowisku tancerzy – narzeczoną wśród herbacianych pól rodzinnego Batumi.

Gdy grucha wieść o wyrzuceniu z pierwszego składu tancerza Zazy i castingu na nowego członka dynamika relacji w zespole się zmienia. Wszyscy chcą się pokazać – także Irakli i Merab. Zaczynają w dwójkę wspólnie ćwiczyć każdego ranka i coraz bardziej się poznawać. Przełamywane są kolejne bariery, a mężczyźni spędzają z sobą więcej i więcej czasu.

„And Then We Danced”, w rodzimej Gruzji jest podobno uważane za obraz przełomowy. W rozmowie z Variety reżyser stwierdził, że jeden z recenzentów powiedział wręcz po canneńskiej premierze, że film rozpoczyna nową erę kinematografii tego państwa. Trzeba jednak powiedzieć wprost, ta przełomowość może być co najwyżej lokalna. Produkcja przenosi na Kaukaz sprawdzone schematy i rozwiązania. Jako pierwsze w oczy rzucają się oczywiście głębokie inspiracje „Tamtymi dniami, tamtymi nocami” Luki Guadagnino. Cały przebieg romansu tancerzy jest więcej niż podobny do włosko-amerykańskiej produkcji. Z kolei wyniszczające treningi pod okiem surowego nauczyciela przywodzą na myśl „Whiplash” Damiena Chazelle’a.

Wydaje się, że 2019 rok w kinie światowym upłynie nam pod znakiem pytania „Czy emigrować z ojczyzny do lepszego świata”. Zadaje je, chociażby algierska „Lalka”, rozbrzmiewa ono w australijskim „Na powierzchni”, węgierskim „Głosie Pana”, czy palestyńskim „Tam gdzieś musi być niebo”. Chociaż żaden z bohaterów „And Then We Danced” nie zadaje tego pytania wprost, to pod skórą, między słowami, ono wciąż jest obecne. Bo czy Gruzja może dać możliwości rozwoju? Czy warto żyć tam, gdzie zawsze możesz być szykanowany za swoją orientację? Czy można się czuć bezpiecznie z groźbą interwencji rosyjskiej armii? Ten ostatni temat porusza zresztą inny gruziński film z tegorocznego WFFu – “Shindisi”.

Wspaniałą pracę wykonuje tu Lisabi Fridell, młoda operatorka, którą w tym roku będziemy mogli zobaczyć za kamerą także fińskiego kandydata do Oscara – „Głupiego, młodego serca”. W „And Then We Danced” dostaje ona dużo pola do popisu i skrzętnie z tego korzysta. Sceny tańca, kręcone dynamicznie i w bliskich kadrach ekscytują. Spacery po Tbilisi zalewają nostalgią za utraconą młodością, a tonące w papierosowym dymie imprezy wizualnie fascynują i zapraszają nas do środka niczym te z wczesnych filmów Oliviera Assayasa.

Mówi się czasami, że jakiś film „nie jest dla każdego”. „And Then We Danced” to jednak jest właśnie film dla każdego. Kino, które bywa schematyczne i odtwórcze, ale sprawdzone formuły wykorzystuje mistrzowsko. Bawi, wzrusza i ekscytuje, pozwala się widzowi zrelaksować, lecz nie pozostawia go bez przemyśleń. Wybierzcie się w podróż na Kaukaz przy dźwiękach tradycyjnej adżarskiej muzyki.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

And Then We Danced

Rok: 2019

Gatunek: coming of age

Kraj produkcji: Szwecja, Gruzja

Reżyser: Levan Akin

Występują: Levan Gelbakhiani, Bachi Valishvili, Ana Javakishvili i inni

Dystrybucja: Tongariro

Ocena: 3,5/5