W KINACH

Program Nowych Horyzontów 2017 ogłoszony!

16TNH-grafika

Festiwal filmowy Nowe Horyzonty i w tym roku zapowiada się na święto kina. Od kilku tygodni wyczekaliśmy na ogłoszenie pełnego repertuaru i w tę środę doczekaliśmy się. Członkowie Pełnej Sali siedzą od tamtego momentu z nosem w monitorze i starają się ustalić plan, co będą wtedy oglądać, a to nie jest łatwe. Organizatorzy chwalą się 200 produkcjami pełnometrażowymi, z których ponad połowa to pokazy będące polską premierą kinową. Ludzkie możliwości pozwalają jedynie by poznać maksymalnie 50 z nich. Poniżej przedstawiamy wam nasze przemyślenia po prześledzeniu programu tegorocznych Nowych Horyzontów:

Marcin Grudziąż: Dla mnie pierwszy raz na karnecie, więc nie będzie mi szkoda pieniędzy na odkrywanie filmów, o których mówiąc wprost nie mam pojęcia, a zainteresuje mnie kraj produkcji, czy fragment opisu fabuły. Ale oczywiście hitów z Cannes nie odpuszczam, będzie co recenzować na Pełną Salę. Co do samego programu po cichu liczyłem na nowego Lanthimosa i Kusturice, a żadnego z tych panów nie ma. Skończyła się Europejska Stolica Kultury, skończyło się nagromadzenie hitów w programie, ale może to i dobrze, głośne filmy i tak znajdą sobie dystrybutorów.

Ania Wieczorek: W sumie to miałam nie jechać, ale jak przeczytałam, że leci "Twój Vincent" to stwierdziłam, że a co mi tam i tak mam wakacje. A tego filmu przecież odpuścić nie chcę. Pewnie wpadnę jeszcze na coś interesującego z tego dnia - najprawdopodobniej "Happy End".
Adrian Burz: Nie będę kłamał, wstępnie repertuar negatywnie mnie zaskoczył. Po pierwsze, mam wrażenie, iż jest dużo mniej filmów niż w poprzednich edycjach (dlatego pewnie niektóre mają nawet 4 seanse). Festiwal uważany za największy w Polsce nagle okazuje się mieć do zaoferowania tak niewielki wybór. Druga sprawa: opisy dostępne na stronie Horyzontów to koszmar. Nie wszystkie, oczywiście, ale większość zupełnie mnie odrzuca - nawet jeśli filmy mogą się okazać niezłe. Miast prosto nam nakreślić czym jest film, redaktorzy wikłają się w rozważania, ile dane produkcje wnoszą do wszechświata i nadają każdej dziesiątki przymiotników (nieraz sprzecznych!). Ciężko się czyta opisy brzmiące jak "surrealistyczna opowieść z nutką arthousowego horroru o głębi człowieczeństwa przefiltrowanej przez hipsterskolewacką ideologię w duchu zen". Powyższe zdanie to nie cytat, a moja autorska parodia tego typu pisania, ale przyznacie: tak to czasami wygląda. Podkreślam, samych filmów nie oceniam, ale na razie bardzo trudno mi się wędruje po tym repertuarze. Chyba będę zmuszony czekać na rekomendacje znajomych, bo czuję, że będą czytelniejsze.
Garret Reza: Jaram się jak na Wigilię. Tak jak rok temu wybrałem głównie Polskie kino oraz nowości, ale mam mały problem: jak usłyszałem, że w dniu otwarcia będą puszczane cztery filmy (Diaz, Ozon, Bartas!) to myślałem, że uda mi się obejrzeć je wszystkie, a przynajmniej większość. Tak było rok temu - jeśli ktoś miał szczęście, to miał wtedy szansę mógł  zobaczyć na dzień dobry aż trzy filmy. W tym roku zrobili tak, że wszystkie filmy puszczają jednocześnie, więc bez pomocy Hermiony uda mi się obejrzeć pierwszego dnia tylko jeden film... Szkoda.

Grzegorz Narożny: Bardziej niż konkretne tytuły, interesuje mnie doświadczenie festiwalowej atmosfery. Opisy filmów często wprowadzają w konsternację, dlatego w większości stawiam na retrospektywę Rivette'a, klasykę i sprawdzone, canneńskie rzeczy. Obawiam się natknąć na artystowskie wyziewy wspomnianej przez Adriana hipsterolewicy (cokolwiek to znaczy). Z drugiej strony, jest ryzyko, jest zabawa, ale to już na Nocnym Szaleństwie, w dobrym towarzystwie, z piwem w rękach.

Krystian Prusak: To moje szóste Nowe Horyzonty i znów wracam na karnecie. Już od kilku dni próbuję ułożyć „idealny program”. W tym roku mimo zmęczenia pracą, a może dzięki temu, jestem wyjątkowo pozytywnie nastawiony do festiwalu.  Niemal każdy film zaznaczam zieloną lub żółtą metką. Niestety nie będę mógł być na całym wydarzeniu i za każdym razem, jak natrafię na świetnie zapowiadający się seans, na którym nie będę mógł być, zazdroszczę innym. Już teraz widzę, że czeka mnie jeszcze wiele godzin rwania włosów z głowy nim będę zadowolony ze swojego wyboru. To zawsze trudne, ale też coś na co z utęsknieniem czekam każdego roku. Chwile ekscytacji po przeczytaniu świetnego opisu są bezcenne. I kiedy wreszcie wszystko się już zapnie „na ostatni seans” będzie pełnia radości. W tym roku było wiele obaw, bo nowy dyrektor artystyczny, bo nowe sekcje i brak klasycznej Panoramy, ale jednak selekcja nie zawiodła.
Konkurs jakby w tym roku z mniejszym pazurem, ale za to bardzo, bardzo zachęcający. Dla nowicjuszy na pewno będzie dobrym punktem startu dla zrozumienia „nowohoryzontowości”. Retrospektywy Kelemena I Rivette’a wydają się niemal równie dobrym pomysłem co moje ulubione z zeszłych lat jak Bartasa czy Beineixa. Lekkim rozczarowaniem wydaje się jednak kino Izraela, ale liczę, że i tutaj znajdę jakąś perełkę. I jak to wszystko połączyć w jeden sensowny program? Jeszcze nie wiem, trzymajcie kciuki. Ale Nowe Horyzonty to coś dużo więcej niż filmy, to społeczność, to ludzie, z którymi można porozmawiać na korytarzach, to specyficzna atmosfera i wzajemne zrozumienie, że film może być dziedziną sztuki, to możliwość spotkania ulubionych twórców i wiele, wiele więcej. Serce bije zawsze mocniej, kiedy na wrocławskim rynku mijam ludzi z torbami z logo NH. Do zobaczenia we Wrocławiu.

Michu Szczepański: Nowe Horyzonty jak zawsze walą petardami i tytułami, o których człowiek nic nie wie, ale chciałby zobaczyć z miejsca, bo intrygują tytułem lub opisem :-). Jednakże, nie traktuje postanowień sztywno i raczej króluje u mnie luz. Oczywiście zielone etykietki zalały już mój program, ale to co obejrzę będzie wypadkową planów, nastrojów, stanu odurzenia, polecajek znajomych i faktycznych możliwości zobaczenia niektórych produkcji. Tak wiec zapanuje luz i atmosfera festiwalowa, bo NH to też po prostu zabawa i radość ze spontanicznego poznawania kina.

Maciej Kowalczyk
: Po roku absencji wracam na Horyzonty, tym razem z karnetem, więc poznam dreszczyk emocji związany z poranną walką o bilety. Prawie rezygnuję z filmów, które wchodzą później do dystrybucji (w końcu coś trzeba potem oglądać w kinie). Nie zobaczycie mnie, więc na sali 1, gdzie będą puszczane hity z Cannes. Skupiam się na retrospektywach i na filmach nowohoryzontowych, których próżno potem szukać w normalnym obiegu. W 2015 czyniłem podobnie i priorytetowo wybierałem litewskie kino z Bartasem na czele. Moim głównym łupem będzie przegląd twórczości Freda Kelemena, ale będę zerkał też trochę na filmy Jacquesa Rivette’a. Na pewno zajrzę do Konkursu, tam zawsze czekają jakieś niespodzianki, a wieczorami będę wpadał w Nocne Szaleństwo (line-up wygląda ciut słabiej niż poprzednio). Pozostaje jednak szereg wątpliwości, które najpewniej będę rozstrzygał już we Wrocławiu. W tej chwili głowię się, czy zrezygnować z pociętych przez irańską cenzurę “Nocy nad Zayanderud” Mohsena Makhmalbafa i dać się ponieść absurdalnej fabule “Misandrystek” od ojca chrzestnego queercore’u, a może odwrotnie. Podczas festiwalu takie wybory są na porządku dziennym, więc na pewno nie czeka nas rutyna ani nuda.

Do zobaczenia 3 sierpnia!